poniedziałek, 15 lutego 2016

Godzilla kontra Mechagodzilla

Po kilku słabszych filmach z wieloma powtarzającymi się scenami na dwudziestolecie marki otrzymujemy całkiem niezłą perełkę pod niepozornym tytułem „Godzilla kontra Mechagodzilla”. Od początku widać, że tym razem autorzy postarali się o jakość i nawiązania do oryginału. A jednak, jak się chce, to można.

Muzyka jest świeżutka i wprowadza rewelacyjny nastrój. Bolączką będzie konieczność wysłuchania piosenki nowego potwora, który się tu pojawia, a jest nim niejaki King Seesar. Można uznać, że to swoiste nawiązanie do pieśni na część Mothry, ale de facto to tylko przydługi i męczący motyw. Zresztą, jak leniwym trzeba być potworem, żeby w obliczu wielkiego zagrożenia celem podjęcia jakiejkolwiek akcji kazać jeszcze zaśpiewać sobie piosenkę. Może ja też tak zrobię w pracy, nie wstanę rano z łóżka dopóki szef do mnie nie zadzwoni i nie zaśpiewa piosenki „Domowe przedszkole”.

Bardzo fajnie budowane jest tu napięcie, a całość akcji rozkłada się na cały film, a nie tylko na końcówkę (jak to bywało wcześniej). Walka między potworami przewidywana jest w kolejnych przepowiedniach. O pojawienie się King Seesara toczy się zacięty bój. Niemal do końca film potrafi wykorzystać nasze przyzwyczajenia z poprzednich odsłon i zaskoczyć nas nieco innym, nie do końca oczywistym obrotem spraw. Zaskoczyć z lekka potrafi także dźwięk i montaż. Myślę, że każdy znajdzie tu scenę, w której choć trochę uśmiechnie się do siebie.


Troszkę niezrozumiałe wydaje mi się tylko pojawienie się przebłysku King Ghidory w wizji jednej z bohaterek na samym początku filmu. Wychodzi na to, że akcja wciąż ma miejsce przed „Zniszczyć wszystkie potwory”. A sama taka informacja będzie dla mnie spoilerem, bo wiem co się w tamtym filmie działo.

Zatem mamy na początku ukłon w kierunku pierwszych dwóch filmów z serii. Samo zakorzenienie Seesara i całej akcji w mitologii lokalnej także jest takim ukłonem. Wraca nawet Akihiko Hirata znany z wielu ról na przestrzeni serii, ale pamiętany głównie za rolę Serizawy z pierwszego filmu. Mamy też standardowy motyw kosmitów, którego w jubileuszowym Godzilli chyba zabraknąć po prostu nie mogło. Dość głupie wydało mi się to, że po zranieniu lub śmierci ujawnia się ich prawdziwa forma. W rzeczywistości są … gorylami? Czyżby inspiracja „Planetą małp”?

Mamy też gwiazdę wieczoru, czyli mechanicznego potwora skontruowanego przez kosmitów. Ochrzczono go szybko „Mechagodzilla” i w końcu jest to potwór stanowiący sensowne zagrożenie. Walki to już nie tylko dziwne gesty i przewalanki potworów. Poczułem się trochę jakbym oglądał Dragon Ball Z. Godzilla dostaje łupnia w pierwszej walce (co się zdarzało, owszem, choć nie zawsze) po czym ledwo przeżywszy wzmacnia się znacznie i w przedziwny sposób nabiera / uczy się nowej umiejętności (przy okazji po raz kolejny wykazując odporność na pioruny, które niegdyś były przecież jego słabym punktem). Jest to umiejętność… magnetyzmu. Chyba zaczynacie rozumieć porównanie do Dragon Balla – ładowanie energii i oddziaływanie magnetyzmem niczym energią ki, na odległość.

Mechagodzilla także pokazuje wiele ciekawych możliwości ofensywnych i defensywnych. Leje dwa potwory jednocześnie bez większego wysiłku, przynajmniej na początku. Smaczku dodaje bezpardonowe pokazywanie krwi potworów, która choć zbyt wiarygodnie nie wygląda, to robi wrażenie. Kilka scen jest po prostu brutalna – rozdzieranie szczęki, krew sikająca z szyi, makabra jakaś. A jednak, to ta sama makabra, która wzbudza zaciekawienie i emocje i pokazuje, że tym razem mamy do czynienia z przeciwnikiem, z którym nie ma żartów. Nie ma grania z piłę kamieniami, grożenia sobie dziwnymi gestami czy innych zbędnych ceregieli.

Zdjęcia wyglądają ładnie, czysto. Nie znalazłem scen z recyclingu, a jeśli takowe były, to dobrze zamaskowane. Po raz pierwszy też kamera potrafiła wykonać dynamiczne ruchy ukazujące walkę i pozycję potworów względem siebie.
Film nie ustrzegł się wad. Oczywiście, nie omieszkam poczepiać się trochę, jak to mam w zwyczaju.

O ile Godzilla i Mechagodzilla wyglądają fachowo, o tyle King Seesar zaprojektowany został co najmniej słabo. Sprawia wrażenie, jakby wyciągnięty został żywcem z filmu animowanego o Fraglesach. Zresztą na początku dostaje niezłego łupnia, później też nie pokazuje wiele i sprawia ogólne wrażenie pobocznego przydupasa Godzilli, co stoi nieco w konflikcie z całym zbudowanym wokół niego napięciem.

Dlaczego Godzilla próbuje ukręcić głowę Mechagodzilli? Chwilę wcześniej Mechagodzilla obraca głową do woli. Zatem próby wykręcenia głowy powinny być całkowicie bezskuteczne, a jednak tak się nie dzieje.

Nie latam samolotami, ale trochę niepokojące wydaje mi się, że w samolotach wolno im palić. Na myśl przyszło mi tylko „Panie, to ja uchylę okno, żeby trochę ten Pana dym wywietrzyć”. Tak powinien się zacząć serial „Lost”.

W dziesiątej minucie mamy krótkie przypomnienie tego, co widzieliśmy w pierwszej minucie. Nie lubię, gdy traktuje się mnie, jak debila. Wystarczy, że regularnie robię go sam z siebie.

Doktorek widząc potwora z metalu od razu nazywa go „Mechagodzillą”, a po raz pierwszy w życiu widząc nowy materiał od razu nazywa go „Space-titanium”. „Mechagodzillę” zrozumiem, ale skąd teoria, że materiał znaleziony w jaskini należałoby nazwać z przedrostkiem „space”? „Hah, nie widziałeś poprzednich filmów? Wiadomo, że jak czegoś nie wiadomo, to to pochodzi z kosmosu.”

Przycisk kosmitów do otwierania drzwi nie działa? Hah, zastosuj uniwersalny filmowy sposób. Strzel do niego – bo na pewno poczuje moc strzału i ugnie się pod siłą jego argumentów.

„Godzilla kontra Mechagodzilla” to upchany akcją, mniejszymi zwrotami akcji film typowo sensacyjny. Względem znacznie słabszych odsłon takich, jak „Godzilla kontra Megalon” ta odsłona może uchodzić za arcydzieło gatunku, ale w kontekście ogólnie pojętej kinematografii, a także zwykłego zadowolenia z seansu już tak wspaniale nie jest. Zabrakło sensownego przesłania, tych drobnych pseudofilozoficznych wstawek, które nadawały dodatkowy sens i kontekst do całej tej młóćki. Same zwroty akcji też nie są specjalnie wyszukane. Są, bawią, ale, jak to mówią, szału ni ma.

Ciężko go ocenić na przykład w kontekście innych dobrych filmów z serii i chyba nie będę się silił na takie porównania. Można się zatem sprzeczać czy był lepszy niż np. „Godzilla kontra Hedora”, spojrzeć na ocenę i zgodzić się lub nie zgodzić, ale tego typu porównania nie mają już większego sensu. To są po prostu inne filmy, choć pozornie tak bardzo do siebie podobne.

Mothra




W porównaniu do innych do tej pory recenzowanych przeze mnie kaijū-eiga (bo tak zwie się gatunek japońskich filmów o potworach) ten najmocniej skupiony jest na fabule i wątkach okołoludzkich. Potwór pojawia się bardzo późno i jest tylko motorem dla ludzi do rozwiązania pewnych problemów. Mosura, w przeciwieństwie np. do Godzilli czy Rodana, jest tutaj potworem bardziej pozytywnym.

Wyrusza ona na swego rodzaju misję ratunkową. A zniszczenie i pożoga przychodzi jej jakoś tak przy okazji. Co robi Mosura, jaka jest jej specjalność? Przede wszystkim – pływa, chodzi, lata. I gdy to robi, nie obchodzi jej nic, co staje jej na drodze. „Hej, ten ogromny budynek stoi przede mną, w sumie mogę go ominąć kawałek obok, ale co tam” – jebudu!



Wprawdzie ma to miejsce bardzo późno w fabule, ale nie będzie chyba spoilerem coś, co widać na wszystkich plakatach – Mosura wije kokon i wykluwa się z niego jako motyl. Zawsze kojarzyłem sobie tego potwora jako ćmę, ale tutaj jest to ewidentnie motyl. Przerośnięty. I co on robi? W sumie mniej niż Rodan, bo tylko lata i generuje silne wiatry. I w bliżej niesprecyzowany sposób niszczy tym budynki, mosty i inne przybytki. A wszystko to bezdotykowo.


Zatem sam potwór, oprócz mitologii wokół niego zbudowanej, do zbyt interesujących nie należy.

Wizualnie film prezentuje się bardzo dobrze. Można śmiało powiedzieć, że efekty są na poziomie porównywalnym z „Rodanem”, lecz jedna rzecz w „Motrze” stała kością w gardle w tej materii. W scenach, w których udział brały makiety czołgów i innych wojskowych maszyn, mogli sobie darować dokładanie żołnierzy. Te wychylone z czołgów marionetki psują cały efekt i odnosiłem wrażenie, że w każdej chwili może się okazać, że za sterami kolejnego przejeżdżającego czołgu siedzi lalka Barbie.


Fabuła rozwija się w tempie dość powolnym i gdybym był człowiekiem mocno naciśnieniowanym na ostrą akcję od początku, zapewne byłbym srodze zawiedziony z tego powodu. A tak byłem zawiedziony z powodów zupełnie innych. Wpleciono tu liczne wątki o zabarwieniu humorystycznym, co pomysłem było zacnym, lecz w praniu wyszły przebarwienia. Niby jest to ten sam rodzaj humoru, który miałem okazję zobaczyć w „King Kong kontra Godzilla”, ale tu wydaje się to nie na miejscu. Robi to bez przekonania i jednocześnie próbuje zachować jakiś kompromis między powagą przesłania, a budowaniem sympatycznej postaci. Kombinuję, jak koń pod górkę, aby wyjaśnić wam dlaczego dowcip w tym filmie mnie nie rozbawił, ale chyba nie mam lepszego pomysłu. Dowcip jest po prostu głupi i to z rodzaju lekko-żenująco-głupiego. Nie wszystkie elementy są całkiem nietrafione, kąciki ust podnieść się potrafią, ale niezwykle rzadko.



A cóż z przesłaniem? Jest. I jest ważne, nie wpycha się go nam na siłę, ale i subtelności tu brak. Oczywiście mamy przesłanie przeciwko próbom jądrowym, ale także dotykamy praw człowieka, jakim by on człowiekiem nie był. Jak już wspomniałem, Mosura nie jest tu potworem pokazanym jako postać negatywna. Za to mamy ludzkiego antagonistę. I och, jak on jest prześwietnie zagrany. Od pierwszego spojrzenia wiadomo, że to będzie nasz „zły pan”, stroi miny niczym mim (teraz wszyscy powtarzamy na głos: „miny niczym mim”). Jego gra jest tak przesłodko wyolbrzymiona, że nie sposób nie czerpać radości z każdej chwili oglądania go na ekranie. I im dalej w las, tym jego postać bardziej zapędza się w swojej „złoczyńskości”.

To człowiek do tego stopnia zły, że uciekając przed kimś i będąc w strasznym pośpiechu widzi staruszka z laską i po prostu nie może się powstrzymać, aby starcowi tej laski z rąk nie wyrwać. Ot tak, nie wiadomo w sumie w jakim celu.



„Motra” to film dość nierówny, lecz niestety przeważają tu raczej wady niż zalety. Świetnie się ogląda znanych japońskich aktorów (w epizodzie wraca także Takashi Shimura, czyli m.in. dr Yamane z „Godzilli”), którzy mają standardowo swój zestaw śmiesznych min. Szkoda, że danie główne, czyli Mosura, tak fajnie obudowana swoją własną mitologią (znacznie lepiej i ciekawiej niż „Godzilla”), jest finalnie potworem niezbyt ciekawym. I mimo to uważam, że warto ten film obejrzeć. Dlaczego? Bo jest to coś nieco innego w gatunku filmów o kaijū, niezbyt wybitnego, ale o podejściu troszkę z innej strony.

piątek, 5 lutego 2016

07 zgłoś się

Pośród licznych PRL-owskich produkcyjniaków ten jeden wzbudzał zawsze skrajne emocje: z jednej strony był bowiem klasycznym serialem propagandowym, z drugiej zaś - z zaskakującą odwagą portretował polską, przestępczą rzeczywistość.
ImageTen osławiony serial kryminalny realizowany był w latach 1976-1978, za reżyserię i skrypt odpowiadał zaś Krzysztof Szmagier, ceniony dokumentalista, znany także z produkcji policyjnego serialu „Przygody psa Cywila”. „07 zgłoś się” w 21 odcinkach bierze na warsztat fikcyjne sprawy śledcze (bazujące na rodzimych opowiadaniach sensacyjnych i po(mi)licyjnych ) prowadzone przez porucznika stołecznej komendy MO, Sławomira Borewicza.
Mimo, iż ówczesna władza temu zaprzeczała, nad serialem wisiało wyraźne piętno agitki mającej na celu pozytywne przedstawienie aparatu Milicji Obywatelskiej. Owszem, niby padają często na ekranie dowcipy o milicjantach, a oni sami przedstawiani są jako służby zdolne równać się ze służbami zachodnimi, jednakowoż autokomentarz gubi się wyraźnie w czytelnych wycieczkach do „nieprawomyślnych” obywateli PRL. I tak wśród postaci odnajdziemy sybiraczkę , taksówkarza, który jest kresowiakiem, antykomunistycznego partyzanta czy wileńskiego profesora – nie trzeba dodawać, że raczej przedstawionych w minorowych barwach. I oczywiście – już sam tytuł w zamierzeniu był przejawem konkurencji wobec zachodniej nomenklatury Jamesa Bonda, uważanego (słusznie, bo Bond także miał w sobie dużo tendencyjności) za bohatera antysocjalistycznego.
ImageParadoksalnie, sam Sławomir Borewicz (w tej roli Bronisław Cieślak) nie przypominał w niczym wzorowego przedstawiciela powieści milicyjnej – na służbie nie stronił od przemocy i prowokacji, poza nią (no dobrze, w trakcie także) był niepoprawnym uwodzicielem. Więcej – nie należał do partii, nosił zachodnie ubrania, znał doskonale język angielski, palił Marlboro i delektował się Coca – Colą. Tak on, jak i całe obyczajowe tło serialu, swą dosłownością przypominało tym samym szczery, czarny kryminał: był cyniczny bohater, PRL-owska kombinatoryka walutą i zachodnim towarem, cinkciarstwo, dosłowna erotyka i  przemoc, jakże odległa od cukierkowego „Psa cywila” czy poukładanych (choć jakże znakomitych, i będących fenomenem europejskim!) spektakli „Kobry” . I pewnie te walory sensacyjne sprawiają, że policyjny – przepraszam – milicyjny majstersztyk Borewicza z przyjemnością można oglądać i dzisiaj.

  1. Major opóźnia akcję (1976) – porucznik Borewicz wkrada się w szeregi gangu przemytników „Inżyniera”. Wg powieści Marcina Dora.
  2. Wisior (1976) – skradziony ze sklepu jubilera wisior, niczym naznaczony fatum, staje się przyczyną zguby kolejnych członków grupy złodziei. Wg opowiadania „Kartka z notesu” Heleny Sekuły.
  3. Dziwny wypadek (1976) – docent Werenda potrącił śmiertelnie młodą dziewczynę, a przedstawiane przezeń alibi chwieje się w posadach... Wg powieści „Alibi” Ryszarda Zelwiańskiego.
  4. 300 tysięcy w nowych banknotach (1976) – historia pewnego szantażu ... – powieść „Baba Jaga gubi trop”, Jerzy Edigey
  5. 24 godziny śledztwa (1978) – młoda dziewczyna ginie w drodze z pracy do domu, porucznik Borewicz rozwiązuje rzecz ciągu doby – wg opowiadania Romualda Topiłko.
  6. Złoty kielich z rubinami (1978) – epizod, w którym śledztwo dotyczy nielegalnego handlu dziełami sztuki. Wg opowiadania Andrzeja K. Bogusławskiego.
  7. Brudna sprawa (1978) – gdy w swym mieszkaniu ginie kobieta z półświatka, podejrzenie pada na jej byłego kochanka, który po raz kolejny został odrzucony. Wg opowiadania Barbary Markiewicz-Jodko.
  8. Dlaczego Pan zabił moją mamę? (1978) – do kilku ekskluzywnych hoteli nadchodzą pisane dziecięcą ręką listy o tytułowej treści... – opowiadanie Jerzego Iwaszkiewicza
  9. Rozkład jazdy (1978) – od perfekcyjnego rzutu noża w samo serce giną dwie osoby w odległych zakątkach Polski... – opowiadanie Andrzeja K. Bogusławskiego
  10. Grobowiec rodziny von Rausch (1981) - Porucznicy Borewicz i Zubek dostają sygnały o powtarzających się włamaniach do grobowców i trumien, w których są zwłoki sprowadzane z Anglii. Wg opow. Jerzego Gierałtowskiego.
  11. Wagon pocztowy (1981) - Podczas jazdy pociągu nieznani sprawcy włamują się do wagonu pocztowego, kradną pół miliona. Okazuje się, że trzej konwojenci zostali uśpieni środkiem nasennym w piwie. Wg powieści „Wagon pocztowy GM 38552” Jerzego Edigeya
  12. Ścigany przez samego siebie (1981) - Ofiarą jest kobieta, która wypadła na ulicę podczas mycia okna. Nie wiadomo jednak, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy morderstwo. Powieść „Ścigany przez samego siebie”, Ewa Ostrowska
  13. Hieny (1981) - Porucznik Borewicz zostaje oddelegowany do ośrodka kempingowego na Mazurach. Podejmuje pracę ratownika, by na miejscu, incognito, sprawdzić informacje o działającej tu grupie przestępczej. – Wg opowiadania „Stabilne życie Roberta K.” Andrzeja Gerłowskiego
  14. Strzał na dancingu (1981) - Na dancingu w jednej z warszawskich restauracji zostaje zastrzelony młody mężczyzna. Potem, w czasie włamania do jego mieszkania, ginie żółta teczka. Powieść Jerzego Edigeya.
  15. Skok śmierci (1984) - W różnych miastach w Polsce dokonywane są napady na zamożnych ludzi, pozornie ze sobą nie związane; śledztwo prowadzi jednak do pewnej cyrkowej trupy... – opow. Aleksandra Minkowskiego i Władysława Krupka
  16. Ślad rękawiczki (1984) – szantaż, śmierć właścicielki pensjonatu dla kochanek „elity” oraz tajemnicze złote monety...
  17. Morderca działa nocą (1984) - Na jednym z warszawskich osiedli giną młode kobiety, wracające późnym wieczorem do domów. Prowadząca dochodzenie sierżant Olszańska zakochuje się w podejrzanym... – Wg powieści Anny Kłodzińskiej
  18. Bilet do Frankfurtu (1984) – zgłoszenie żony pewnego handlowca o zaginięciu męża, w swych powikłanych perypetiach, kończy się akcją terrorystyczną na lotnisku. Wg opowiadania Ryszarda Bugajskiego.
  19. Zamknąć za sobą drzwi (1987) - Paweł Kopiński, emerytowany policjant nowojorski, z pochodzenia Polak, już na początku swej podróży do Starego Kraju spotyka znajomych gangsterów amerykańskich... – Wg powieści „Biała karawana” Juliusza Grodzińskiego
  20. Przerwany urlop (1987) – on i ona, dwoje międzynarodowych zabójców,  łączy w Polsce swe siły w, jak się okazuje, wspólnej sprawie... – Wg powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego
  21. Złocisty (1987) - śmierć bazarowego opryszka o pseudonimie "Coca-Cola" zmusza milicję do podjęcia energicznego śledztwa w sprawie gangu "Złocistego", podejrzewanego o handel walutą i samochodami – Wg powieści Anny Kłodzińskiej



Źródło: http://www.portalkryminalny.pl/

Kapitan sowa na tropie

Serial Kapitan sowa na tropie był pierwszym polskim serialem kryminalnym, który dziś już uważany jest za kultowy. Prowadzony wedle reguł milicyjnego śledztwa, opowiada o przypadkach dwu osobliwych funkcjonariuszy: kapitana Sowy (znana kreacja Wiesława Gołasa) i jego partnera Albina.

ImageSerial reżyserował nie kto inny, jak późniejszy spec od komedii demaskujących paranoje PRL-owskiej rzeczywistości, Stanisław Bareja. Poza precedensem na polu kryminału miał reżyser także okazję być pionierem rodzimego kina sensacyjnego w ogóle: cztery lata przed serialem nakręcił bowiem fabularną sensację Dotknięcie nocy (1961),  według scenariusza Aleksandra Ścibiora-Rylskiego,  gdzie zresztą także grał Wiesław Gołas – i także milicjanta.

Za scenariusz serialu odpowiadał Alojzy Kaczanowski – a za tym pseudonimem kryła się Janina Ipohorska, współzałożycielka „Przekroju”, dziennikarka i aforystka – stąd zapewne wynika lekkość i chwytliwość wielu dialogowych fraz filmu. Choć serial był szyty ewidentnie na miarę propagandowego tendencyjniaka, ma jednak jeszcze polityczną  powściągliwość, sytuującą go jeszcze bliżej opowieści przygodowych. Owszem, widoczne jest stale deprecjonowanie warstw inteligenckich, humanistów czy podróżników – to bardzo często waśnie oni mają kontakt z Zachodem czy resztą świata, z którego to przychodzi do nas kryminalny ferment. Późniejszy 07 zgłoś się będzie już obyczajowo gorzki o wiele bardziej.

Pracuje w SAM-ie na Grodzkiej. Ma opinię roztrzepanej ale uczciwej dziewczyny.


ImageRzeczywiście, z kolejnych 8 odcinków cyklu bije przede wszystkim sympatia: podłość jest tu tonowana, przestępstwa nie dosłowne. Kapitan Sowa, dzięki naturalnej, ciepłej fotogenii Wiesława Gołasa, prezentuje typ funkcjonariusza, któremu można zaufać od początku do końca. Stonowany, zawsze w eleganckim garniturze, a przy tym kulturalny i błyskotliwy; nosi się po chandlerowsku – w prochowcu i kapeluszu na głowie, i podobnie jak Marlowe – pali nałogowo papierosy. Nie są to jednak Chesterfieldy ani Camele, a tylko – choć u nas była to dość ekskluzywna marka – „Silesie”.

Palenie zresztą jest tu stale eksponowanym motywem, nieraz nawet wprost wykorzystywanym do gry z ikoną gatunku. Sowa i Albin palą nałogowo, a przedpremierowe kolaudacje wydawały się jawnie patrzeć na to przez palce: sączenie twardych alkoholi byłoby zbyt nieprawomyślne; i nie szło nawet o samą szkodliwość zdrowotną, a o zachodnie pochodzenie klasycznych, kryminalnych trunków. Luksus palenia był przy tym jak najbardziej dopuszczalny. Bo swojski, a przy tym używany od robotnika, po inteligenta.

I ów nałóg eksploatuje się nieraz komicznie, a nieraz bardzo przewrotnie - oto w odcinku Trzecia ręka mamy początkowy dialog, kiedy to Albin wchodzi do gabinetu Sowy, zadymionego solidnie, sam przełożony zaś niemiłosiernie się krztusi:

Musimy rzucić te wszystkie papierosy i wyjechać gdzieś na odludzie, bo inaczej nigdy nie przestaniemy palić, serio.


ImageWyjeżdżają zatem, do pewnego zamku na prowincji, gdzie niemal całkowicie udaje im się rzucić nałóg. Niemal… W przedostatniej historii natomiast, Śpiący nie kłamie, Sowa jest już milicjantem bardziej nobliwym, czego emblematem staje się fajka. W trakcie śledztwa obchodzi się, ów nasz rodzimy Sherlock , nader nieumiejętnie, w finale więc nie wytrzymuje – pustą fajkę chowa do marynarki, do ust zaś wsadza – fajkę inną, z której główki na sztorc wystaje swojski papieros.

Partner kapitana, Albin, grany przez Michała Szewczyka, jest w tym duecie „rasowym gliną”, nie tak subtelnym i lotnym jak przełożony, choć nadal przedstawionym sympatycznie i czasem mającym swe momenty. Jego postać jest osobliwa przez kontrast do eleganckiego Sowy: niski blondynek o nieco gamoniowatej twarzy, ubrany na dodatek w krzyżówkę skórzanej kurtki i swetra polo, co samo w sobie jest groteskowe, choć także deprecjonuje zachodnią ikonę policjanta.

Uczennica:

I wie pan, przerzuciłam się. Małecki nie był na poziomie… Przerzuciłam się na pana.

Sowa:

Na mnie?!

Uczennica:

Pan jest wspaniałym facetem. Na początek… niech mi pan da autograf. Pan tak dużo pali, może być nawet na tym pudełeczku.


ImageSerial ma kilka scen, które już wówczas świadczyły o wyczuciu materii filmowej i reguł dobrej sensacji. O ile bowiem mini-pościg samochodowy z pierwszego odcinka (Gipsowa figurka) – syrenka za wartburgiem! – choć montażowo rzetelny, trąci bardziej humorem niż dreszczem, o tyle ucieczka Poli Raksy, grającej bohaterkę Cichego pokoiku, przez zmierzchający las, gdzie kamera prowadzona jest brawurowo, ma już cechy solidnego THRILLERa, zaś w legendarnym pojedynku Gołasa z Leonem Niemczykiem (Szantażysta) znać już, jeszcze nie do końca udane, próby zimnego „oddania” przemocy.

Warto odświeżyć ten, skądinąd bardzo udany, jak na owe czasy i warunki, kryminalny klasyk. Choćby dla ciepłego uśmiechu, który dziś wywołuje, czyniąc z PRL-u sielskie, przygodowo-sensacyjne simulacrum, gdzie dobrzy zawsze demaskują złych, piękne kobiety są bardziej trzpiotowate, niż fatalne, a – papieros – nigdy nie wyglądał tak smakowicie…

Godna podziwu jest spostrzegawczość anonimowych podlotków. Przekracza często spostrzegawczość niektórych oficerów policji.


/serial dostępny jest także wraz z książką Roberta Buczka Umów się i giń, nakładem Wydawnictwa SKRZAT/

Odcinki:


GIPSOWA FIGURKA (1)

Obsada aktorska: Iwona Słoczyńska (aktorka Alicja Nawrocka, żona Nawrockiego), Barbara Wałkówna (inżynier agronom Stankiewiczowa, sąsiadka Nawrockiego), Bogusław Sochnacki (lekarz milicyjny), Jerzy Walczak (reżyser Gajda, przyjaciel Nawrockiego), Stanisław Wyszyński (scenarzysta Nawrocki)

Tajemnica gipsowej figurki oraz brawurowy rajd po brukowanej warszawie!


UPRZEJMY MORDERCA (2)


Obsada aktorska: Kalina Jędrusik (Kazimiera Paluch "Fatima", asystentka Damona), Bohdana Majda (Pudelska), Barbara Połomska (Diana), Krzysztof Chamiec ("Orlando"), Aleksander Fogiel ("Bongo"), Janusz Kłosiński (dyrektor cyrku), Bohdan Łazuka ("Ramon"), Jerzy Przybylski (Majewski), Roman Sykała ("Damon")

Morderstwo w cyrkowej scenerii…


TERMOS (3)


Obsada aktorska: Joanna Jędryka (Jolanta Suchecka, asystentka profesora Mikuckiego), Ludwik Benoit (Ryszard Nalepa), Józef Łodyński (pomocnik Nalepy), Eugeniusz Korczarowski (wspólnik Sucheckiej; w czołówce imię: Zbigniew), Lucjan Wiernek (narzeczony Sucheckiej), Stanisław Bareja (mężczyzna przy skrzynce pocztowej; nie występuje w czołówce), Janusz Gajos ("listonosz", współpracownik Sowy; nie występuje w czołówce)

Pewien naukowiec nieświadomie szmugluje – termos z heroiną.


CICHY POKOIK (4)


Obsada aktorska: Krystyna Feldman (Kwiecińska), Pola Raksa (Zuzanna Gawlik), Włodzimierz Skoczylas (dziennikarz)

Thriller z Wampirem i Polą Raksą!



TRZECIA RĘKA (5)

Obsada aktorska: Elżbieta Czyżewska (Józefina Urszula Czerska z d. Grzesik), Elżbieta Karkoszka (Zosia, przewodniczka po zamku w Magierowie), Stanisław Jaśkiewicz (profesor M. Sandecki, kustosz zamku w Magierowie), Jerzy Turek (laborant Czerski), Marian Wojtczak (dozorca w zamku w Magierowie, ojciec Zosi)

Zamek, w którym straszy oraz przemytnicy sztuki.


SZANTAŻYSTA (6)


Obsada aktorska: Leon Niemczyk (podróżnik Krzysztof Małecki), Aleksandra Krasoń, Renata Maklakiewicz, Halina Taborska (Gamrowa), Halina Billing-Wohl (Weronika Wernerowa z d. Gajewska; w czołówce nazwisko: Wohl-Billing), Anna Narowska (Wisia Kozłowska, wielbicielka Małeckiego)

Pojedynek Leona Niemczyka z Wiesławem Gołasem!


ŚPIĄCY NIE KŁAMIE (7)


Obsada aktorska: Hanna Bedryńska (inkasentka Malczykowa), Zbigniew Józefowicz (doktor Greger), Zygmunt Zintel (Ernest Malczyk), Lena Wilczyńska (urzędniczka, przełożona Malczykowej; nie występuje w czołówce)


Morderstwo emeryta i niebezpieczne zabawy z hipnozą.



NUMER IB 2968 (8)


Obsada aktorska: Krystyna Królikiewicz (kasjerka w Motozbycie), Alicja Zommer-Kubicka (Jadwiga Grabik, sekretarka w Motozbycie), Tadeusz Sabara (Feliks Cebulski), Jerzy Szpunar (dyrektor Motozbytu), Józef Zbiróg (K. Pasternak, właściciel "Kliniki lalek"), Henryk Staszewski (mechanik w Motozbycie; nie występuje w czołówce), Zbigniew Jabłoński (majster rozmawiający z Albinem; nie występuje w napisach)


Napad rabunkowy na kasjerkę Motozbytu…

•    Serial tv 
•    Produkcja: Polska 
•    Rok produkcji: 1965 
•    Premiera: 1965. 12. 25 
•    Gatunek: Film kryminalny 
•    Dane techniczne: Czarno-biały.
Plenery: Łódź.
•    Reżyseria: Stanisław Bareja
•    Scenariusz: Alojzy Kaczanowski (pseud.) 
•    Dialogi: Alojzy Kaczanowski (pseud.) 
•    Muzyka: Jerzy Matuszkiewicz


Źródło: http://www.portalkryminalny.pl/

Zmiennicy

"Zmiennicy" to trzeci, po "Kapitanie Sowie na tropie" i "Alternatywy 4", serial Stanisława Barei, a jednocześnie jego ostatnie dzieło. Tak jak w poprzednich filmach reżysera, tak i w "Zmiennikach" spotykamy się z wyśmiewaniem PRL-owskiej rzeczywistości i absurdów życia codziennego, tym razem, Polski połowy lat 80. ubiegłego wieku.


Główną osią wszystkich przedstawionych w serialu wydarzeń są przygody tytułowych zmienników, czyli dwójki warszawskich taksówkarzy. Jednym z nich jest Katarzyna Piórecka, którą poznajemy jeszcze w roli kierowcy żuka w Spółdzielczej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego im. Borów Tucholskich. Jest tam typową "dziewczyną do bicia", dlatego wykorzystując okazję w spektakularny sposób odchodzi z pracy. Stara się o zatrudnienie w Warszawskim Przedsiębiorstwie Taksówkowym, jednak trafia na niechętnego wobec kobiet personalnego, Łukasika, który odsyła ją z kwitkiem. Kasia postanawia więc zatrudnić się w przedsiębiorstwie jako mężczyzna, a dokładniej jako syn prezesa "Borów Tucholskich", Marian Koniuszko. W sprytny sposób zdobywa jego dokumenty i w końcu otrzymuje pracę jako taksówkarz. 

Jej zmiennikiem jest Jacek Żytkiewicz, który wcześniej jeździł ze Stanisławem Lesiakiem, jednak gdy ten zostaje ranny w nietypowym wypadku, Jackowi zostaje przydzielony nowy wspólnik. Tak oto zaczynają się wspólne przygody dwójki zmienników. Już w pierwszym odcinku pojawia się także drugi wątek serialu, dotyczący przemytu heroiny z Syjamu do Niemiec, oczywiście przez Polskę. Przemytniczą szajką kieruje z Tajlandii człowiek znany w środowisku jako Krokodylowy, którego zagrał sam Stanisław Bareja. Powierza on Krashanowi, studiującemu w Polsce obywatelowi Syjamu, transport do naszego kraju ukrytych w kiełbasie narkotyków. Niestety, na Okęciu trwa akurat wzmożona kontrola antynarkotykowa i Krashan jest zmuszony do pozostawienia trefnego bagażu w sali odpraw. O pomoc w odzyskaniu torby z "kiełbasą" prosi napotkanego strażaka - cwanego Zenona Kuśmidra. Ten bez problemów odzyskuje torbę, jednak szybko orientuje się, jaka jest jej prawdziwa zawartość i żąda od Krashana sowitej zapłaty w dewizach. 
 
Przeprowadzaną w hotelu transakcję wymiany dóbr niespodziewanie przerywają milicjanci, poszukujący ukrywającej się prostytutki. W trakcie ucieczki przed funkcjonariuszami Krashan i Kuśmider trafiają do taksówki prowadzonej przez Jacka Żytkiewicza. Po drodze terroryzują taksówkarza i kradną mu pojazd. Nie udaje im się jednak zbiec daleko, ponieważ zostają zatrzymani do kontroli drogowej przez patrol milicji. W jej trakcie Krashan chowa 50 tys. dolarów w rozdartym poszyciu fotela kierowcy i od tej pory żółta taksówka o numerze bocznym "1313" staje się obiektem pożądania zarówno ekipy przemytniczej, jak i ludzi Kuśmidra. W ten oto sposób na dobre splatają się obydwa wątki filmu. 

W serialu pojawia się także wątek miłosny - Jacek zakochuje się w Kasi (poznanej bez przebrania), zresztą ze wzajemnością, i aż do przedostatniego odcinka nie orientuje się, że jego zmiennik oraz jego dziewczyna to ta sama osoba.
Bareja zaczął pisać scenariusz serialu, początkowo noszącego roboczy tytuł "Zawód taksówkarz", wraz z Jackiem Snopkiewiczem. Jednak ten niedługo potem wyjechał do USA i zastąpił go Jacek Janczarski. Przez długi czas reżyser nie mógł zdecydować, kogo obsadzić w roli Katarzyny Pióreckiej. Ostatecznie w filmie zagrała Ewa Błaszczyk, żona Janczarskiego. Serial był kręcony w latach 1985-86 i wtedy też dzieje się jego akcja. Świadczą o tym zarówno wypowiedzi reżysera ("Akcja każdego z moich filmów i seriali dzieje się w roku, w którym obraz był kręcony"), jak i ukazane w obrazie kalendarze oraz nekrolog jednej z postaci. Prace nad "Zmiennikami" zakończono jesienią 1986 roku i od tego czasu serial czekał na emisję. Niestety, reżyser nie dożył jego premiery (Stanisław Bareja zmarł nagle 14 czerwca 1987 roku), która odbyła się 18 października 1987 roku. Choć początkowo obraz miał problemy z cenzurą, to jednak ostatecznie, po kilku miesiącach od śmierci Barei, Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk odstąpił od jakiejkolwiek ingerencji w ostatnie dzieło reżysera i wyraził zgodę na jego wyświetlenie w telewizji. Mimo to, okazało się, że w trakcie pierwszej emisji z piątego odcinka został usunięty epizod z lecącym do Krakowa samolotem, który "gubi" koło i po pozbyciu się paliwa nad lasem, awaryjnie ląduje na Okęciu. Argumentowano to szacunkiem wobec rodzin ofiar katastrofy lotniczej, która wydarzyła się w maju 1987 roku w Lesie Kabackim w okolicach Warszawy. 

Reżyserowi insynuowano złe intencje ("przekraczanie granic"), nie biorąc pod uwagę tego, że rzeczona katastrofa wydarzyła się dawno po zakończeniu prac nad filmem. Pierwsza emisja "Zmienników" zakończyła się 12 lutego 1988 roku i obejrzało ją 18 630 000 widzów. 

Źródło:  http://zmiennicy.com/

piątek, 29 stycznia 2016

Pora na Telesfora

Dość ciekawy opis tego programu zawdzięczam wspomnieniom Witolda Domogally, który bardzo lubił ten program i - o dziwo - sporo zapamiętał ... i teraz oczywiście podzielił się z Wami.
Program "Pora na Telesfora" nadawany był w piątki w latach 70-tych XX wieku. Piątek w piątek, począwszy od ... szczerze nie pamiętam kiedy, a skończywszy na 1978 roku około godziny 16:50 witał nas smok Telesfor.
Smok Telesfor i Mateusz Damięcki
Program ten należał do najpopularniejszych, obok Zwierzyńca i Teleranka, audycji telewizyjnych, oglądanych przez nawet nieco starszych uczniów szkoły podstawowej. W czołówce smok Telesfor przyjeżdżał do nas swoim autem, z którego rury wydechowej co chwila wydobywały wystrzały się kłęby dymu. Pojawiała się tez piosenka "Zapraszamy do smoczej jamy". Na koniec programu pojawiał się zaś napis "Do zobaczenia", który Telesfor z apetytem zjadał.

Smok Telesfor Smok Teodor

Przez bardzo długi czas (chyba od początku jego emisji) program prowadził Maciej Damięcki. W pewnym momencie do smoka Telesfora dołączył jego siostrzeniec - Teodor, przysłany w paczce pocztowej przez tajemniczą smoczycę, Ciotkę Teodozję. Smoki często opowiadały o Ciotce Teodozji, ale nigdy nie pokazano jak ona właściwie wygląda. Nawet w szkole przyjęło się zawołanie Telesfora "O Ciotko Teodozjo!", którego smok używał bardzo często. Teodor został przysłany do Telesfora aby "pobierał nauki". Ciotka Teodozja bardzo często też przysyłała listy Telesforowi, a czasami nawet dzwoniła do studio, ale niestety nie było słychać jej głosu.

Maciej Damięcki Smok Telesfor i Zygmunt Kęstowicz

Bardzo zaszkodziła programowi zmiana prowadzącego na Zygmunta Kęstowicza. W przeciwieństwie do Damięckiego, Kęstowicz zachowywał pewien wyczuwalny dystans do Telesfora i wprowadził dość nachalny dydaktyzm. Nie pasowało to do charakteru głównego bohatera, który w duecie z Maciejem urządzał niezłe draki i nazywany był często Teleniesforem. W mojej szkole fani smoka nigdy już nie oglądali programu, który zastąpił Porę na Telesfora, czyli Piątku z Pankracym. Mówiono złośliwie, że Pankracy "wygryzł Telesfora z telewizji". W roku 1980 podczas Festiwalu Piosenki Polskiej, kukiełki Telesfora i Teodora zdobiły witrynę jednego ze sklepów w Opolu. Może przetrwały do dziś w prywatnych zbiorach? Bardzo by mnie taka wiadomość ucieszyła...

- posłuchaj piosenki "Cztery słonie"


Aby dodać sobie "ognia" w jednym z programów Telesfor zjadał świeczkę. Męczył się przy tym straszliwie i gdy na koniec już ją do końca pożarł, Maciek Damięcki na dwa "chapsy" zjadł przygotowaną przez siebie świecę. Telesfor z wrażenia zemdlał. Po krótkim czasie, okazało się, że świeczka Macieja wykonana była z jabłka i oczywiście Damięcki namawiał dzieci, aby zjadały jedynie takie zdrowe "jabłkowe świece". Nazajutrz w szkole wielu fanów Telesfora na drugie śniadanie przyniosło po raz pierwszy podobnie spreparowane jabłka w formie świeczek.
Pora na Telesfora - płyta winylowa
Do zabawnej sytuacji doszło wiele, wiele lat po zakończeniu emisji programu, kiedy poznałem Profesora Zina. Podczas jednej z rozmów w jego pracowni opowiadaliśmy sobie o audycjach telewizyjnych. Wspomniałem wtedy, że jako dziecko chętnie oglądałem w telewizji dwa programy, "Pora na Telesfora" i "Piórkiem i Węglem". Profesor zaśmiał się jowialnie i stwierdził, że jego program telewizyjny na początku nazywał się "Klub pod Smokiem" potem "Piórkiem i Węglem" a teraz nazywa się "Spotkania z Profesorem Zinem". "Wiesz Witold" - dodał po chwili - "zapraszam cię do mojego programu, oprowadzisz widzów po smoczym królestwie, czyli jaskiniach". W ten sposób nakręciliśmy wspólnie w maju 2006 roku jeden z ostatnich odcinków serii "Spotkań z Profesorem Zinem" pt. "Podziemny Ojców". Jako dziecko oglądając "Piórkiem i Węglem" nigdy nawet nie marzyłem, aby wystąpić u boku mojego późniejszego promotora i mistrza. Do dziś przekonany jestem, ze możliwe to było częściowo dzięki "duchowi" Telesfora.

Pora na Telesfora - znaczek pocztowy Pora na Telesfora - czekolada

Ciekawostką wygrzebaną z prasy (Tygodnik Powszechny z 29 stycznia 2012 roku) jest to że podczas nagrywanego na żywo programu "Pora na Telesfora" Hubert Antoszewski, animujący lalkę, przenoszącą w pysku listy od dzieci, zażartował : "zmęczyłem się tymi obchodami". "Nie bój się, nie ty pierwszy i nie ostatni" - odparł partnerujący mu Maciej Damięcki. Rzecz rozegrała się tuż przed 1 maja i chyba tylko nieuwadze decydentów obaj panowie zawdzięczają, że nie trafili na dywanik. :)


Źródło: http://www.nostalgia.pl

Przygrywka

Kiedy jeszcze ma się naście lat
wciąż dorośli ci tłumaczą
choćby twój na głowie stanął świat,
że to jeszcze nic nie znaczy
Masz problemów tyle, że ho ho
wpadasz niczym w kompot śliwka
a dorośli mówią ci, że to
że to tylko jest przygrywka,
Że to jest dopiero,
że to jest dopiero
przygrywka tycia do dorosłego życia...
Powyższa piosenka do słów Wojciecha Młynarskiego i w wykonaniu dzieci z zespołu "Gawęda" znana jest każdemu, kto oglądał serial w reżyserii Janusza Łęskiego - "Przygrywka". Pierwszy odcinek tego serialu miał premierę w kinie "Teleranka" w kwietniu 1983 roku.
Przygrywka

Reżyserem serialu Przygrywka jest Janusz Łęski – polski reżyser i scenarzysta filmowy, który zasłynął jako twórca popularnych filmów i seriali dla dzieci i młodzieży.
Ten sześcioodcinkowy serial został zrealizowany na motywach powieści Ewy Lach pod tym samym tytułem. Opowiada on o losach dzieci wiejskiego weterynarza (Stanisław Niwiński), przebywającego za granicą, które wskutek nieszczęśliwego wypadku mamy (Grażyna Barszczewska), która łamie nogę, pozostają sami na gospodarstwie. Obowiązki wykonywane w większości przez rodziców teraz w całości spadają na dzieci. Miesiąc pozostawiony bez opieki rodziców jest dla nich swego rodzaju "przygrywką" do dorosłego życia.

Reżyser - Janusz Łęski wyspecjalizował się w kręceniu seriali dla dzieci i młodzieży. Wystarczy wspomnieć takie tytuły jak "Rodzina Leśniewskich", "Kłusownik", "Janka", "Urwisy z krainy młynów". W każdym z nich widać cząstkę naszego dzieciństwa. Jak nie w mieście to na pewno na wsi. Widać nasze zabawy, pomysły w których przebija się beztroskość bycia dzieckiem. Lubię jego filmy. Każdy z tytułów to dla mnie nostalgiczny powrót do czasów dzieciństwa.
Janusz Łęski szczególnie sobie upodobał filmową parę - Magdalenę Scholl i Tomka Brzezińskiego gdyż serial "Przygrywka" był trzecim serialem, w których ci dwaj dziecięcy aktorzy zagrali u niego. Ich debiut to oczywiście pamiętne Bąble z serialu "Rodzina Leśniewskich".
Przygrywka

Oprócz ulubionych dziecięcych aktorów, reżyser również ma swojego ulubionego kompozytora motywów muzycznych w osobie Czesława Niemena, który jak pamiętacie do poprzednich jego seriali również skomponował muzykę. Tak było z "Rodziną Leśniewskich" i "Kłusownikiem".
Przygrywka Przygrywka
Wizytówką "Przygrywki" była też znakomita obsada aktorska. W epizodach prócz ról dziecięcych pojawiają się znakomici aktorzy polscy tacy jak : Grażyna Barszczewska, Bronisław Pawlak, Kazimierz Wichniarz, Wacław Kowalski, Wiesław Gołas czy Wirgiliusz Gryń.
Przygrywka Przygrywka
Zastanawiające jest to iż seriale Pana Łęskiego nie są tak powtarzane w telewizji jak inne seriale (np. Janosik, Kloss czy Pancerni). Ciężko znaleźć jakikolwiek tytuł z tych seriali, które zostały nakręcone przez tego reżysera w programie telewizyjnym. Szkoda, bo jest to porządna porcja naszego dzieciństwa. Chciałbym by, któreś wydawnictwo pokusiło się o wydanie - nawet zremasterowanych wersji tych seriali.


Źródło: http://www.nostalgia.pl

Przemytnik

Pojedynki na szpady ... gonitwy oraz przemyt. Początek XIX wieku (lata 1801-1802). Zawadiacki ex-kapitan, Jack Vincent, pełniący służbę na statku Cassandra, wynosi się z Brytyjskiej Marynarki Wojennej i zostaje przemytnikiem, niezależnym od nikogo.
Życie przemytnika nie jest łatwe - trzeba umieć dowieść towar na miejsce tak by inni jego nie zauważyli i chronić go przed zakusami innych. Pod przykrywką profesji rybaka i połowu ryb, wypuszcza się na morze celem połowu. W rzeczywistości przypływa do różnych miast, nabywa trefny towar a następnie po przybyciu na swoje tereny ukrywa go w "Diabelskiej grocie", która ma oczywiście bezpośrednie połączenie z jego chatką na wzgórzu. Zresztą imię Vincent jest znane w okolicznym światku bowiem wszyscy w tym imieniu rozpoznawali porucznika pływającego wówczas na Kasandrze.

Przemytnik - starcie na wzgórzu
Jego życie zaczyna nabierać przyspieszenia dzięki drobnemu złodziejaszkowi Honesty, którego statek rozbił się na rafach a którego Jack przygarnął do siebie (złodziejaszka - nie statek :) ). Chłopak poza tym że dobrze umie kraść oraz posługiwać się wytrychem (dzięki czemu prawie każde drzwi są dla niego otwarte) nie grzeszy rozumem i przez to często wpada w tarapaty z których to musi wyciągać Jack. Zresztą w pilotażowych odcinkach chłopak ratuje życie głównemu bohaterowi uwalniając jego więzy i ratując go tym samym przed zatonięciem wskutek przypływu.
Przemytnik - Jack i Sara Przemytnik - pojedynek na szpady
Drugą osobą która namiesza trochę w życiu Jacka jest Sara. Ich pierwsze spotkanie nie wypada najlepiej. "Jak śmiesz tak mówić do mego dziadka", "Będę mówił tak jak mi się podoba" - odpowiada jej Jack. Mimo, iż Jack odgrywa przed Sarą twardziela nie dbającego o nic a Sara udaje obojętną to z odcinka na odcinek coś zaczyna między nimi iskrzyć. Sara staje się zazdrosna o Jacka, kiedy tamten filtruje w karczmie z francuską dziewczyną. Jednakże kiedy Jack znajdzie się w niebezpieczeństwie Sara bez wahania ruszy mu na pomoc. Potrafi nawet poprowadzić jego łódkę, kiedy ten będzie nieprzytomny.

Przemytnik - Honesty w opałach
13 odcinkowy serial "Przemytnik" był jedną z nielicznych atrakcji Kina Teleranka, które oglądaliśmy z zapartym tchem. Było w nim wszystko: wartka, pełna przygód akcja, pogonie, gonitwy, przebiegli złoczyńcy i jeden główny bohater, który dzięki swojemu sprytowi i szabli potrafił wykaraskać się z każdego kłopotu.
Przemytnik - Oliver Tobias Przemytnik - Lesley Dunlop Przemytnik - Hywel Williams Ellis
W filmie tym zobaczymy Olivera Tobiasa jako tytułowego przemytnika - Jacka Vincenta. "Nie bierz siebie zbyt poważnie" - to jedno z powiedzeń aktora. Aktor ten urodził się 6 sierpnia 1947 roku w Zurichu, zanim rozpoczął pracę nad "Przemytnikiem" miał już kilka ról w filmach i serialach na swoim koncie, po "Przemytniku" jeszcze występował nie raz w serialach i filmach a także podkładał swój głos pod różne animacje. Cały czas aktywny aczkolwiek nie tak jak kiedyś.
W roli Sary możemy zobaczyć Lesley Dunlop, aktorkę urodzoną w 1956 roku, która w przypadku Olivera Tobiasa miała już za sobą kilka ról a obecnie można ją zobaczyć w mydlanej operze "Emmerdale" (emitowanej od 1972 roku i mającej już prawie 7 tysięcy odcinków) w której to jej bohaterce zdiagnozowano raka mózgu a aktorka do tej roli zgoliła swoją głowę.
W roli złodziejaszka Honesty wcielił się Hywell Williams Ellis, którego rola w Przemytniku była debiutem. Jego ulubionym powiedzeniem było "Dno bez śladów jest jak niebo bez gwiazd", które to Oliver Tobias użył w jednym ze swoich wywiadów. Niestety, po tym serialu zagrał jeszcze jedną rolę w innym filmie a potem słuch o nim zaginął.

Przemytnik - łódka
Warto też w tym filmie zwrócić uwagę na łódkę, na której pływa tytułowy bohater. Łódka ta była była zgodna z oryginalną łódką rybacką pływającą w tamtych czasach. Została ona zbudowana na potrzeby serialu. Jak wspomina Oliver Tobias, łódka ta została zbudowana w tradycyjny sposób. Od dziecka lubił żeglować i był bardzo zadowolony z sekwencji żeglowania w tym serialu. Producent zapewnił odpowiednią platformę do filmowania na morzu oraz zapewnił odpowiednie bezpieczeństwo.

Przemytnik - walki na miecze
Jednym z atutów filmu są oczywiście pojedynki. Czy to pojedynki na morzu, czy to na lądzie zawsze to wypadało efektownie. "Mój mistrz od miecza i ja tygodniami trenowaliśmy by osiągnąć daną sekwencję walk w sposób mistrzowski." - wspomina Oliver Tobias - "Trening zazwyczaj mieliśmy wtedy kiedy nie grałem na planie. Byłem wtedy bardzo sprawnym człowiekiem i chyba najlepszym zawadiaką swego czasu. Niektóre z tych sekwencji, w których brałem udział były wykorzystane do przyszłych treningów przez organizację kaskaderską".
Przemytnik - Richard Carpenter Przemytnik - Robert Addie
Jednym ze scenarzystów "Przemytnika" był Richard Carpenter. O nim stało się głośno trzy lata później kiedy stworzył "Robina z Sherwood". Natomiast w jednym z odcinków możemy podziwiać jednego z przyszłych aktorów z serialu o Robinie z Sherwood - Roberta Addie, którego później będziemy oglądać jako Guy'a Gisbourne'a.