"Michałki"
pierwszy raz na antenie pierwszego programu telewizji pojawiły się w
popołudniowym paśmie dla dzieci, w środę, około godziny 16 w dniu 10
września 1980 roku. Dwie animowane kukiełki czyli Michał Mały (mówiący
głosem Andrzeja Piszczatowskiego) oraz Michał Duży (mówiący głosem
Krzysztofa Majchrzaka) poruszały tematy z życia, które kończyły się
"receptą" na wyjście kłopotów, na dobre zachowanie. Na kłopoty pomagała
im Pani Psycholog - Agnieszka Galica. Stałymi pozycjami tego magazynu
były : "Szkoła dobrego wychowania", "Klub łapę podaj", "Motyl"
(Michałkowy Teatrzyl Listowy - postaci odgrywały scenki nadesłane przez
dzieci), "Legendoskopem po kraju", "Niezwykłe historie zwykłych
przedmiotów" oraz "Pani psychologo co pomóc chce". Warto też
wspomnieć o piosenkach śpiewanych przez Michałki. Piosenki te zostały
też wydane na płycie winylowej a kilka z nich można posłuchać w dziale
Multimedia.
Dzięki uprzejmości Sylwii Kucharskiej wysyłam Wam
dwie piosenki, które śpiewane były przez Michałki. Do piosenki pierwszej
to pamiętam melodię - jakbym miał możliwość zapisania jej na jakimś
programie to bym z chęcią to zrobił.
Nieduża Piosenka Słowa : Barbara Jaroszewska-Kościuszko Muzyka : Stanisław Marciniak
Choć nasza piosenka jest taka nieduża Lecz nasza piosenka najwierniej nam służy Czy lato, czy zima, Czy słońce, czy deszcz... Bo w naszej piosence jest wszystko, co chcesz. Scyzoryk, I piórko, I listek bzu, I kamień, I szkiełko, I pęczek mchu, I bąbel na pięcie, I zieleń jak dach, I zapach jałowca Ach !
Piosenka Michałków Słowa : Barbara Jaroszewska-Kościuszko Muzyka : Stanisław Marciniak
Kto się lubi, ten się czubi Niech się czubią : chudzi, grubi, Brodaci, szczerbaci, w łapki, w ciapki Kudłacy, malutcy, wysocy, Czarnoocy i pstroocy, i z piórami i bezpiórzy... Michał Mały, Michał Duży. Niech się lubią ! Niech się czubią ! Hej !
"Bonanza"
to serial tasiemiec (liczba odcinków - 430), który był absolutnym hitem
telewizyjnym oglądamym regularnie przez 80 procent polskich widzów.
Na
polskie szklane ekrany "Bonanza" trafiła w niedzielę 16 sierpnia 1964
roku zastępując inny serial o Dzikim Zachodzie "Dyliżansem przez
prerię". Emisje tego serialu były nieregularne. Ustabilizowało się to w
1966 i w 1973 roku, kiedy emisje odcinków były nadawane w środę. Poza
tym pojedyńcze epizody wyświetlano od czasu do czasu skupiając się
głównie na sobotach lub niedzielach.
Akcja
serialu rogrywa się na ranczu Ponderosa w Nevadzie, w czasach wojny
secesyjnej. Centralną postacią był wdowiec, Ben Cartwright (Lorne
Greene), który wychowywał trzech synów : Adama - najstarszego i
najpoważniejszego (Pernell Roberts - ewakuował się z serialu w 1965 roku
i jako jedyny z całej czwórki odtwórców żyje do dziś), Hossa - olbrzyma
o złotym sercu (Dan Blocker - jego śmierć w 1972 roku przyspieszyła
decyzję o zaprzestaniu produkcji) oraz Małego Joe - pięknisia i
romantyka (Michael Landon - największy gwiazdor w obsadzie).
Chłopaki
"bonanzowie" - jak ich nazywano - pochodzili od różnych mam i właściwie
kilkadziesiąt pierwszych odcinków upłynęło na rozwiązywaniu sporów
wynikających z różnicy charakterów. Gdy temat ten się wyczerpał - do
serialu zaczął wkraczać świat zewnętrzny a do tradycji "Bonanzy" była
fizyczna eliminacja wszelkich kobiet, jakimi interesowali się
Cartwrightowie.
"Bonanza"
zostałą w Polsce zapamiętana także ze względu na czołówkę. Płonąca mapa
skłoniła co bardziej figlarnych młodzieńców do zamachów na osoby
czytające gazety w miejscach publicznych. Podpalenie takowej nazywało
się "robieniem bonanzy". Wszyscy znali bowiem motyw muzyczny.
Stare miał dżinsy, starą koszulę, W dziurawych kamaszach szedł, Z odwagą w sercu, z dumą na twarzy, Czy dobrze było, czy źle, Czy dobrze było, czy źle.
Chyba ten tekst piosenki a właściwie "Ballady o Tolku Bananie" zna każdy kto oglądał serial "Stawiam na Tolka Banana"
w swoich latach dzieciństwa. Chyba mało kto z dorosłych osób (śmiem
powiedzieć że żadna z nich) nie miał do czynienia z tym serialem.
Ballada ta w czasie emisji serialu zrobiła oszołamiającą karierę i była
obowiązkową piosenką turystyczo-ogniskową. W późniejszych czasach nieco
przycichła i dopiero głośno zrobiło się o niej w XXI wieku kiedy to Robert Gawliński z zespołem Wilki wykonał ją na 39 Krajowym Festiwalu Piosenki w Opolu w trakcie koncertu Seriale, polskie seriale.
Wróćmy jednak do serialu. Jest on czwartą i ostatnią adaptacją powieści Adama Bahdaja, którą wyreżyserował Stanisław Jędryka (wcześniejsze to oczywiście "Podróż za jeden uśmiech", "Wakacje z duchami" i "Do przerwy 0:1")
Gdzie świat szeroki, droga daleka Pod dachem utkanym z gwiazd Księżyc mu kumplem, głód był kolegą Tak przewędrował sto miast.
Ponieważ poprzednie seriale Stanisława Jędryki cieszyły się dużą
popularnością to i scenariusz do nowego serialu władza zaakceptowała bez
żadnych zastrzeżeń.
Serial ten nie doczekał się wersji kinowej (Do
przerwy 0:1 i Podróż za jeden uśmiech miały swoje wersje kinowe). W 2004
roku reżyser znalazł sprzyjające grono ludzi i z materiałów zmontował
pełnometrażową wersję Stawiam na Tolka Banana. Niestety, pojawił się
spór dotyczący praw autorskich i do emisji filmowej wersji nie doszło.
Szkoda.
Cały serial nakręcono w ciągu trzech miesięcy. Jego akcja rozgrywała
się w Warszawie. Zanim zaczęto go kręcić okazało się, że wnętrze starych
magazynów na warszawskiej Pradze, które służyło za siedzibę "gangu
Karioki" miało być z dnia na dzień wyburzone. Toteż zdjęcia, które
rozpoczęły się musiały skupić się na tych magazynach dopiero później
można było kręcić gdzie indziej. Po zburzeniu magazynów ekipa filmowa
dokręciła końcowe sceny w którym bohaterowie odwiedzają ruiny swojej
dawnej siedziby.
Agata Siecińska, serialowa Karioka
wspomina że praca nad tym serialem nie należała do łatwych. Do szkoły w
tym czasie nie uczęszczali ale w zamian za to mieli swoich korepetytorów
i uczyli się po skończonych zdjęciach. Scenę na Stadionie
Dziesięciolecia Agata grała z trzydziestodziewięciostopniową gorączką.
Pada tam takie zdanie z ust Tolka Banana "Wyglądasz jak księżniczka a mówisz tak jakbyś miała gorączkę".
Premiera serialu odbyła się we wrześniu 1973 roku. Było to kino "Ekranu z Bratkiem".
Emisja jego spotkała się z nieprawdopodobnym odbiorem widzów. Jak się
okazało, oglądano go też w innych kręgach. Po pierwszym odcinku
redaktorzy odbrali telefon z KC PZPR. "Jakiś zatroskany towarzysz sugerował, by przerwać emisję - mówi Marek Bahdaj - "Argumentował
w ten sposób : 'Co wy tam w telewizji pokazujecie ? Jakieś gangi
młodzieżowe, margines społeczny, bazary... tak jakby nie było
przyzwoitych organizacji młodzieżowych w naszym kraju'. Na szczęście
nikt się tego towarzysza nie przestraszył".
"Serial był na sympozjum w Związku Radzieckim jedynym filmem telewizyjnym o tematyce współczesnej" - opowiadał reżyser - "Krytycy radzieccy z uznaniem mówili o jego walorach pedagogicznych, psychologicznych i wychowawczych".
Warto też wspomnieć o tajemniczym słowie - "muka" wypowiadanym przez Filipka,
które zrobiło ogólnopolską karierę. Adam Bahdaj, autor powieściowego
pierwowzoru u scenariusza, zaczerpnął je od swojego syna. "Było to w okolicach Stadionu Dziesięciolecia, na którym odbywał się jakiś mecz piłkarski" - wspomina Marek Bahdaj. - Z
tego meczu najbardziej pamiętam piekielny upał i to, że strasznie
chciało mi się pić. Gdy mecz się skończył, ojciec próbował dla mnie
kupić jakąś wodę mineralną lub oranżadę. Niestety poza jasnym piwem
niczego nie było. Wówczas tato zaproponował mi tennapój pod warunkiem,
że nie powiem nic matce. Miałęm wówczas najwyżej dwanaście lat i z
ochotą przystałem na ten układ. Ojciec wypił duże piwo, a ja małe.
Pamiętam, że szliśmy razem z tłumem kibiców, a mnie straszliwie plątały
się nogi. Ojciec to zauważył i się zaniepokoił: 'Tylko matce nic nie
mów' - przypomniał. A ja wybełkotałem: 'muka'. Tato bardzo się
zainteresował tym tajemniczym słówkiem. Wyjaśniłem mu, że to używane w
naszej szkole słowo wytrych. Znaczy swszystko i nic. Był szczególnie
przydatne wówczas, kiedy nie potrafiliśmy odpowiedzieć na zadane
pytanie."
Aktor grający postać Filipka, Sergiusz Lach
w stanie wojennym nabrał komunistyczne władze i wyjechał do Sztokholmu,
rzekomo do umierającej matki. Oczywiście była to podróż w jedną stronę i
stamtąd już nie wrócił. Dorobił się sklepu za granicą (obecnie nie wiem
czy go jeszcze nie prowadzi) - słowem cały Filipek! :)
Ciekawostką jest to, że do płyty DVD z serialem "Stawiam na Tolka Banana" jest dodatek dokumentalny zatytułowany "Tolek Banan i inni".
Jest to dokument wyreżyserowany przez Stanisława Jędrykę w 1995 roku
opowiadających o dalszych losach nastoletnich aktorów, grających w tym
serialu. Jak się potoczyły ich losy ? Co ciekawego wynieśli z serialu,
kim są teraz ? To wszystko znajdziecie właśnie w 30-minutowym
dokumencie.
Nie wszyscy dziecięcy bohaterowie tego serialu żyją wśród nas ... Pierwszy z nich to Andrzej Kowalewicz, serialowy Cygan. Ta rola była jedyną przygodą chłopca w świecie filmu. Jego późniejsze losy są nieznane. Wzruszająca jest scena
z filmu dokumentalnego "Tolek Banan i inni" kiedy to filmowi Julek,
Cegiełka oraz reżyser Stanisław Jędryka spotykają się przy grobie Jacka
Zejdlera, filmowego Tolka Banana (Szymka Krusza) a Cygan wyjmuje
skrzypce i zaczyna grać balladę o Tolku Bananie. 17 lat po tym
wydarzeniu, 22 października 2012 roku Andrzej Kowalewicz ginie w wypadku
samochodowym. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Wolskim, obok cerkwi.
Drugim dziecięcym aktorem z serialu, którego nie ma już pośród nas jest Jacek Zejdler, filmowy Szymek Krusz vel. Tolek Banan.
JACEK ZEJDLER - ZAGADKOWA ŚMIERĆ
Zagadkowym faktem jest śmierć filmowego "Tolka Banana" czyli Jacka Zajdlera. O jego śmierci krąży wiele hipotez.
Przytaczam tutaj fragment wypowiedzi jednego z użytkowników forum "Kino Polska" o pseudonimie Beska.
Kiedy
książkę Adama Bahdaja Stawiam na Tolka Banana w 1972 roku przenosił na
ekran Stanisław Jędryka, nie spodziewano się, że ta opowieść o grupce
trudnej młodzieży, którą zajął się uciekinier z poprawczaka, wywrze taki
wpływ na niejedno pokolenie. Dziś ogląda się go ze wzruszeniem nie
tylko dlatego, że to serial młodości wielu z nas, że obejrzeć w nim
można Warszawę, jakiej już nie ma, i Stadion 10-lecia, na którym
uprawiało się sport. Niewiele osób wie bowiem, że Jacka Zejdlera,
odtwórcy roli tytułowego bohatera, nie ma już wśród nas.
Dokładnie 30
lat temu po raz pierwszy stanął na scenie teatralnej. W roku 1977
skończył łódzką Filmówkę, rok później zagrał w serialu Do krwi
ostatniej. Wróżono mu karierę na miarę Zbyszka Cybulskiego, nazywano
polskim Jamesem Deanem. Niestety, podzielił los obu aktorów. Zginął
tragicznie w Opolu, w styczniu 1980 roku, w wieku 25 lat...
To
zresztą jedyna pewna informacja. Wersji śmierci Jacka jest bowiem kilka.
Jedna głosi, że był to wypadek samochodowy, inna, sensacyjna wręcz, że
aktor został zamordowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Podobno oficjalną
przyczyną było zatrucie tlenkiem węgla podczas snu, a rzekomo zatajono
fakt, że chłopak był skrępowany w śpiworze sznurkiem albo drutem... To
zresztą nie koniec. Niektórzy twierdzą, że Jacek Zejdler utopił się w
Wiśle, inni, że ma Mazurach, gdzie podczas zdjęć do nowego filmu miał
skoczyć ze statku do wody i popływać, gdyż uchodził za bardzo dobrego
pływaka. Ta wersja brzmi najbardziej nieprawdopodobnie, wszak Opole leży
nad Odrą, a i mało kto decyduje się na kąpiel na początku stycznia. Jak
więc było naprawdę?
- Też chciałem się tego dowiedzieć, gdy kilka
lat temu kręciłem dokument o swoich bohaterach - mówi reżyser Stanisław
Jędryka. - Porozumiałem się z rodzicami Jacka, jednak nie chcieli
wystąpić przed kamerą. Zaraz po jego śmierci pojawiła się bowiem pewna
wersja. Myślę, że mimo upływu lat, oni nie życzyliby sobie, żeby o tym
wspominać ? kończy reżyser.
O ostatnich chwilach Jacka nie chce też
mówić Małgorzata Skoczylas, aktorka, z którą debiutował na teatralnych
deskach w Łodzi. - Był młody, a jednocześnie dojrzały. Niepokorny, na
wiele rzeczy się nie godził. Zadawał pytania, a jak kochał, to kochał
prawdziwie. Kiedyś w szkole miał wielką miłość. I gdy ta dziewczyna go
zostawiła, wziął plecak i... po prostu na dwa tygodnie zaszył się w
Bieszczadach - wspomina w pani Małgorzata.
Co zatem stało się pod
koniec 1979 roku, w Opolu, gdzie Jacek Zejdler przeniósł się, by grać w
tamtejszym teatrze? Dziś już wiemy. Sylwestra miał spędzić z dziewczyną,
jednak ona wyjechała z innym do Szwecji. Zdradzony i upokorzony, nie
wytrzymał tej próby. Jedna decyzja przekreśliła wszystko. Kiedy za
ścianą trwała zabawa, zamknął się w domu, wszedł do śpiwora i włożył
głowę do piecyka gazowego. Wcześniej wyciągnął korki, żeby nie
spowodować wybuchu. Znaleziono go po dwóch dniach...
Pozostała legenda, czarno-biały serial i te słowa piosenki,
A potem odszedł, odszedł daleko, za siedem gór, siedem rzek. Jednak o Tolku piosnka zostanie, czy chcecie wierzyć, czy nie...
Siedem życzeń spełni się Jak w tygodniu siedem dni Pomyśl dobrze czego chcesz Zanim powiesz Siedem życzeń, życzeń twych Jak mądrości siedem bram Czy potrafisz przez nie przejść Będąc sobą
Siedem życzeń to serial przeznaczony dla młodzieży. Jego premierowy odcinek pojawił się 1 stycznia 1986 roku
(była to oczywiście środa czyli dzień w którym Darek wypowiada swoje
życzenia). Produkcja zdobyła ogromną popularność i uznanie osiągając
status kultowości.
Zespół "Banda i Wanda", który był wtedy u szczytu
popularności specjalnie na potrzeby tego serialu nagrał aż dziewięć
piosenek. Wśród nich znalazła się piosenka tytułowa, która stała się
jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów grupy i która przez ten
zespół jest śpiewana do dziś. Muzykę do serialu skomponował John Porter, który znalazł się także wśród wykonawców, gdzie w przedostatnim odcinku ("Klątwa bogini Bast")
zagrał niewielką rolę ślepca. Decyzję umieszczenia go wśród aktorów
grających w serialu twórcy uzasadniali iż Porter prócz odpowiednich
warunków fizycznych, posiada również umiejętność gry na instrumentach
strunowych.
Co takiego magicznego jest w tym serialu, oczywiście nie licząc kota
:), że otarł się on prawie o status kultowego (jak większość seriali
produkowanych w tamtych czasach). Fabuła jest prosta ... trzynastoletni
Darek ratuje z rąk osiedlowych chuliganów życie czarnemu kotu. Kotu,
który wdzięczny za tak szlachetną postawę postanawia spełnić siedem
życzeń. Każde z siedmiu życzeń może Darek wypowiedzieć w dniu, w którym
uratował mu życie czyli w środę. Oczywiście odcinków serialu było tyle
ile było życzeń ... :)
Zdjęcia do serialu były kręcone na nowym wówczas osiedlu Gocław-Orlik w Warszawie.
Na jego potrzeby zbudowano plac zabaw z którego później z powodzeniem
korzystały tamtejsze dzieci. Zdjęcia z mieszkania były natomiast kręcone
przy ul. Lazurowej 6 (Jelonki) na ostatnim 10
piętrze. Zresztą widać po wyglądzie mieszkania, iż Tarkowskim żyło się
całkiem nieźle. Mieszkanie z poddaszem ... całkiem wygodne.
Czasami ekipa opuszczała Warszawę i udawała się za granicę. Tak było w
przypadku odcinka "Klątwa Bogini Bast" w którym to Bułgaria a w
szczególności Warna musiała udawać scenerię starożytnego Egiptu.
"Dlaczego tydzień tylko jedną ma niedzielę? To tak niewiele! To tak niewiele."
Piosenki zespołu Banda i Wanda, prócz tej tytułowej
były całkiem przyzwoicie zaśpiewane. Niektóre wpadały w ucho a ich treść
czasami odzwierciedlała rzeczywistość i problemy ówczesnych
nastolatków. Warto sięgnąć po płytę z piosenkami i posłuchać ich lub
posłuchać oglądając serial.
Warto kilka słów napisać o kocie Rademenesie, który
oprócz psa Szarika z "Czterech Pancernych" dobrze reprezentował koci
świat. Rademenes to trzysta osiemdziesiąty pierwsze wcielenie
Rademenesa, pierwszego kapłana egipskiej boginii Bast. O przyczynach
przemiany w kota opowiada nam przedostatni odcinek "Klątwa Bogini Bast".
Jest zwierzęciem ironicznym i dowcipnym. Nie przepada za gorącym i
przypalonym mlekiem, które serwuje mu mama Darka. W całym serialu grały
aż trzy koty. Jednakże na niektórych forach internetowych można znaleźć
dość okrutną informację jakoby jeden z kotów grający Rademenesa został
uśpiony po to by można było poruszać jego pyszczkiem w czasie scen w
których to mówi ludzkim głosem (głosem niezapomnianego Macieja Zembatego).
"To nieprawda - zapewnia Daniel Kozakiewicz (odtwórca roli Darka) - Zwierzak,
którego widzimy w scenach mówionych, to kocia pacynka. Jak ktoś się
dobrze przyjrzy, od razu dostrzeże, że ma szklane oczy. Jej filmowanie
wiązało się z ogromną pracą. Robiono to na tysiąc klatek, w różnych
pozycjach, potem żmudnie przez wiele miesięcy montowano. Dziś to byłaby
to łatwizna." (źródło: książka "Gdzie są gwiazdy z tamtych lat").
Pracę z kotami Daniel Kozakiewicz wspomnia jako męczarnię.
"Wtedy nie było u nas treserów, poza tym kot nie przychodzi jak
pies na zawołanie. Robi, o chce i kiedy chce. Trzeba więc było wszyskie
ujęcia kręcić na dwa plany, pierwszy z kotem, drugi z aktorami ... Jeden
ze zwierzaków popełnił samobójstwo, wyskakując z 14 piętra mieszkania
na Jelonkach. Drugi nam uciekł, przez co zdjęcia zostały zerwane na cały
dzień. Odnalazł się wieczorem, wystraszony, schowany pod podwoziem
produkcyjnego robura. Trzeci tak się zestresował, że któregoś dnia
zaczłą dosłownie bieać po ścianach i na wszystkich sikać. Zapach był
potworny, bo to był w dodatku kocur niewykastrowany..." (źródło: książka "Gdzie są gwiazdy z tamtych lat"). "Na planie były trzy koty. Jedna pacynka i dwa prawdziwe" - opowiada Iza Olejnik, matka serialowego Darka - "Jeden lepszy aktor a drugi melepeta. No i ten melepeta tylko siedział i właściwie się go brało i sadzało na kolanach". Praca z kotami była prawdziwą
udręką do tego stopnia by na zdjęcia, które w serialu wyglądają na dość
wiarygodne, przedłużono okres montażu i udźwiękowienia odcinków do 525
dni czyli pięć razy więcej niż planowano na początku. Dodać trzeba że
sceny rozmów chłopca z kotem w całym serialu trwają jedynie 25 minut. Maciej Zembaty, autor scenariusza, piosenek oraz głos kota Rademenesa napisał tak o tym serialu: "Siedem życzeń"
to współczesna baśń, oparta na odwiecznej bajkowej zasadzie - co
pomyślisz to się stanie. Bohater staje przed możliwością zrealizowania
dowolnych siedmiu życzeń i tylko od niego samego zależy, czy wybierze
dobrze, czy źle. "Siedem życzeń" to siedem doświadczeń, dzięki którym
bohater uczy się i doskonali - a wraz z nim powinni się uczyć także
widzowie." Ze scenariuszem też nie było łatwo.
Pamiętacie odcinek z fabryką czekolady "Wedla". Redakcja aby wejść na
teren zakładu napisała pismo w którym prosiła kierownictwo o możliwość
zwiedzenia fabruki i zapoznania się z techniką produkcji. Pismo to
powstało w 1978 roku zaś serial realizowano w 1983 roku ... czy pięć lat
to dużo czy mało ? :)
Serial ten zdobył jednak dużą
sympatię widzów i dorosłych. Kolejne pokolenia zachwycają się nim i to
nie tylko w Polsce ale również za granicą. Przyczynił się do tego dobry
scenariusz oraz świetna gra aktorów drugoplanowych, których nazwiska
kojarzone były wszystkim. Był Bronisław Pawlik, Artur Barciś, Witold Dębicki, Izabela Olejnik, Zbigniew Buczkowski i wiele wiele innych nazwisk, których tutaj nie sposób napisać. Jednak to chyba największą sympatię wzbudził 12-letni Daniel Kozakiewicz w roli Darka. "To ja byłem na planie gwiazdą. Mam nadzieję, że nieupierdliwą" - tak o sobie w późniejszym wywiadzie powie dorosły już Daniel Kozakiewicz.
9 maja 1966 roku, w poniedziałek o godzinie 20:00 z ekranów naszych Telewizorów popłynęła jakże znana nam wszystkim ballada :
"Deszcze niespokojne Potargały Sad A my na tej wojnie Ładnych parę lat ..."
Serial
"Czterej Pancerni i Pies" to według krytyków filmowych i historycznych
serial historycznych przekłamań ale serial ten to była przygoda
zmieniająca się w fenomen kulturowy który swoją siłą oddziaływał na
niejedno już pokolenie.
Serial ten został napisany na podstawie książki Janusza Przymanowskiego pod tym samym tytułem. Autor "..
przyszedł z książką w ręku i, wąchając tomik, powiedział : To jest
zapach na duży antyimportowy i eksportowy serial dla telewizji.
Scenariusz w życiu pisałeś (zwrócił się do kierownika artystycznego
Zespołu Filmowego "Syrena" Stanisłąwa Wohl'a) ? Nie ? To ja ci na
pięćdziesią procent pomogę ..."
"Przygód
nie zmyśliłem, bo i poco, skoro wystarczy porozmawiać z frontowymi
kolegami, by dowiedzieć się prawdziwych i znacznie ciekawszych niż te
fantazji" - wyznaje autor. Faktycznie, bohaterowie książki zostali
nakreśleni ze sporą dozą realizmu, mieli swoje pierwowzory, ale nie
zawsze oparte na jednej postaci.Janek Kos -
były uciekinier z Gdańska pojawia się w pierwszych scenach gdzieś na
Syberii ponieważ zanim doszło do agresji Niemiec na ZSRR Polaków
deportowano jak najdalej z Polski by nie byli już groźni dla sowieckiej
władzy. Janek Kos miał swego odpowiednika w jednym z najmłodszych
żołnierzy brygady. Rola ta zagrana została przez Janusza Gajosa, który
wypatrzony został przez reżysera w drobnej roli w filmie "Panienka z
okienka" a na potrzeby serialu musiał przefarbować włosy na blond. Kolejnym członkiem załogi był Grigojij Saakaszwili,
jego pierwowzorem był Gruzim, dowódca załogi czołgu Przymanowskiego.
Aktor Włodzimierz Press, kierujący czołgiem nie miał nawet prawa jazdy. Gustaw "Gustlik" Jeleń to
Ślązak, którego przymusem wcielono do Wehrmachtu i który zdezerterował
na sowiecką stronę. Śląskie pochodzenie dzielił z Gustlikiem aktor,
Franciszek Pieczka. Jeśli chodzi o dowódcę
czołgu to w pierwszej wersji scenariusza był Rosjaninem, ale zmieniło
się to gdy decydenci wysunęli zarzut zbytniej rusyfikacji i tak filmowy
Wasyl Semen zmienił nie tylko nazwisko ale i narodowość stając się Olgierdem Jaroszem (aktor Roman Wilhelmi).
Co się zaś tyczy psa Szarika,
był całkowicie zmyśloną postacią. Zresztą sam autor książki nie upierał
się przy autentyczności tej postaci. Na szlaki żołnierze przygarniali
psy, ale nie miało to wiele wspólnego z losami filmowego owczarka
niemieckiego, który ratował życie sojuszniczych żołnierzy. W tej roli
oglądaliśmy owczarki niemieckie z Zakładu Tresury Psów Policyjnych w
Sułkowicach. W większości scen pojawiał się Trymer dublowany od czasu do
czasu przez owczarki Spik i Atak. Treser Franciszek Szydełko tak
opowiadał "Potrzebny był pies karny, ale spokojny i łagodny. Trymer to taki pieszczoszek, szczególnie służby w milicji nie lubił..."
W serialu tym przewija się
mnóstwo znakomitych postaci drugoplanowych m.in. Witold Pyrkosz który
zagrał Wichurę, Tadeusz Fijewski jako ojciec Tomka Czereśniaka (w tej
roli znakomity Wiesław Gołas), który bez przerwy strofował syna "Tomuś,
nie piskaj", Małgorzata Niemirska jako telegrafistka Lidka, Pola Raksa
jako sanitariuszka Marusia.
Po
emisji pierwszego odcinka, jak i późniejszych (emitowane były od
września) nastąpił wielki bum. Powstała kontynuacja, zaczęto kręcić
kolejne odcinki, napierw nakręcono drugą serię (osiem odcinków) a potem
dokręcono jeszcze pięć odcinków. W sumie powstało ich 21. Wersję kinową
filmu zmontowaną z dwóch odcinków obejrzało 7 milionów widzów, na płycie
winylowej wydano coś na kształt soundtracku (rok 1970, Polskie
Nagrania) z czołową balladą "Ballada o pancernych" śpiewaną przez
Edmunda Fettinga do słów Agnieszki Osieckiej i muzyki Adama
Walacińskiego. W teatrach powstawały również musicale "Bardon żołnierski
- czterej pancerni i pies". Najpierw w Teatrze Muzycznym w Gdyni w 1973
rokum następnie w Szczecinie i Sosnowcu a trzy lata później widowisko
zaprezentowana na festiwalu w Kołobrzegu.
Powstał również komiks z
rysunkami Szymona Kobylińskiego "Przygody pancernych i psa Szarika",
niestety w mocno okrojonym nakładzie więc do dzisiaj pozostaje
rarytasem. Powstawały pocztówki, przygody pancernych wykorzystywano na
przeźroczach.
Jednak
to wszystko pikuś w porównaniu do turnee załogi pancernych po kraju.
Aktorzy objechali Polskę w 1967 i 1968 roku, niczym gwiazdy rocka.
Janusz Gajos wspomina wypad do Łodzi : "Czterej
pancerni na czołgu mieli przejechać z placu Wolności, Piotrkowską do
Hali Ludowej, gdzie miała się odbyć finałowa impreza. Nikt się nie
spodziewał jednak, że przyjdzie 250 TYSIĘCY osób.
Czołg stał na placu straży pożarnej, a przed nami zbity tłum, masa
dzieci, no i my mamy niby tym czołgiem jechać. Nie zapomnę, jak z
Romkiem Wilhelmim patrzyliśmy na ten falujący tłum i nagle on mówi :
"Popatrz na bramę". Brama wjazdowa była zamknięta na gruby łańcuch, tłum
napierał. I nagle, jakby w złą godzinę powiedział, ten łańcuch pękł,
brama się otworzyła i rzeka ludzi po prostu wlała się na plac.
Uciekaliśmy jak opętani, ze strachu, że nast stratują. Doszło do tego,
że wsadzili każdego z nas w osobny wóz strażacki i na sygnale, bocznymi
ulicami zawieźli do tej hali."
Telewizja zaś uznała że trzeba kontynuowac tą tradycję serialu. "Dzień dobry chłopcy i dziewczęta! Czołem załogi!" -
tak witał dzieci Wojciech Zimiński, dziennikarz, twórca inspiracyjnego
nurtu programów dla dzieci, prowadzący program telewizyjny zatytułowany
"Klub Pancernych". Początkowo przygotowany w pełnej improwizacji,
program przerodził się w wielki ruch w całym kraju. Zlistami od widzów
przychodziły pomysły na kolejne audycje. Podczas pierwszej edycji "Świat
Młodych" rozesłał blisko 100 tysięcy legitymacji dla podwórkowych
załóg. Każda z nich powinna mieć nazwę i jakieś zwierzę, którym
najczęściej był pies, ale były również koty, chomiki i rybki. Na koniec
każdego programu wyznaczano dzieciom społeczne zadanie. Należało
odnaleźć czołgistę-weterana i porozmawiać z nim, wykonać zabawki dla
dzieci w sanatorium, ocieplić budę dla psa lub nauczyć się rozpoznawać
ptaki w locie. Zdarzyło się, że jednej niedzieli ponad 800 tysięcy
dzieci przystąpiło do egzaminu na kartę rowerową.
Mimo
iż ostatnio nasza kochana telewizja, jak i inne kanały wznowiły emisję
tego serialu i czasami do znudzenia potrafią emitować odcinki przygód z
pancernymi zachęcam do zakupienia całej edycji na DVD by w dogodnym dla
siebie czasie i momencie móc przeżyć to wszystko jeszcze raz.
Mała ciekawostka. Zbiorowe zdjęcie par młodych w ostatnim odcinku robi właśnie autor całego zamieszania - Janusz Przymanowski.
Które dziecko nie chciało by mieć takiej zabawki jak bohater opisywanej
przeze mnie kreskówki. Zabawki, której nie powstydziłby się sam Adam
Słodowy. O czym mowa ? Oczywiście o "Zaczarowanym ołówku". Ołówku,
któremu głównemu bohaterowi w najtrudniejszej chwili przynosi
zaczarowany krasnal. Ołówku, który wszystko to co się narysuje zostaje
zmaterializowane. Taką wodzę fantazji zapuścił Adam Ochocki wg
którego pomysłów powstały scenariusze do poszczególnych odcinków i w
latach 1964-1977 Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for wypuściła w
formie kilkuminutowych 39 odcinków. Seria ta nie zawierała nigdy
dialogów a więc była przeznaczona nawet dla najmłodszych dzieci a także
dobrze sprzedawała się za granicą.
Warto wspomnieć również o
tytułowej melodii, która jak wiecie pochodzi z pewnej kołysanki (zapewne
melodia tytułowa była pierwsza) :) Od odcinka 27 serial posiada
ciągłość fabularną (każdy następny odcinek jest zależny od poprzedniego)
a jej streścią jest wyprawa bohaterów na pomoc małemu rozbitkowi. Z
tejże właśnie wyprawy czyli z odcinków 27-39 zmontowano w 1991 roku
pełnometrażowy film "Podróż z zaczarowanym ołówkiem" do wyświetlania w
kinach.
Ostatnio przeglądając internet znalazłem fragment
milionerów w którym pada pytanie dotyczące Zaczarowanego Ołówka ...
Pytanie to brzmiało : Jak miał na imię bohater dobranocki "Zaczarowany
ołówek" ? No właśnie tu bym zgodził się z komentarzem wstawiającego ten
fragment, że TVN dał ... plamę. Skoro pytania nadsyłają widzowie to
wypadałoby żeby stacja ta sprawdziła chociąż w necie taką informację że w
opisach na temat tej bajki nie padało w ogóle imię chłopca. No chyba,
że jest jakiś odcinek w którym to imię gdzieś jest napisane (bo na pewno
nikt jego nie wymienia z racji iż jest to bajka niema).
Pierwszy film związany z Krecikiem opowiadający o tym jak Krecik
dostał nowe spodenki powstał w 1956 roku. Początkowo miało się skończyć
na tym odcinku jednak sukces spowodowany tym odcinkiem spowodował iż
autor Krecika w 1962 roku wziął się za zrobienie odcinka ("Krecik i
auto") i od tej pory regularnie powstają odcinki z tym sympatycznym
zwierzątkiem. W serialu tym nie pada ani jedno słowo (za wyjątkiem
charakterystycznego "Ahjoj" Krecika). W związku z czym jest on łatwo
przyswajalny przez najmłodszą widownię. Bohater tej przesympatycznej
kreskówki wraz ze swoją przyjaciółką myszką i zwierzątkami leśnymi
przeżywają niesamowite przygody, poznając świat oraz najbliższe
otoczenie.
Pewno
razu chłopiec o imieniu Łukasz szedł do szkoły. Wtem na jednym z
plakatów zobaczył samego siebie. Był to bowiem chłopiec namalowany przez
jego tatę - malarza. Na plakacie było napisane : "Książka za dobre
zachowanie". Nie byłoby nic w tym plakacie dziwnego gdyby nie postać z
obrazka przemówiła do Łukasza. Tak narodziła się przyjaźń Łukasza z
chłopcem z plakatu.
Słynna
czeska dobranocka "Chłopiec z plakatu", której początki sięgają roku
1974 roku w wersji czarno białej. Nie pamiętam kiedy ja oglądałem tą
bajkę ale myślę, że była ona kilka razy wznawiana w latach 70-tych i
80-tych w emisji na dobranockę.
W
oczekiwaniu na to aż jakaś firma wydawnicza (jeszcze jak dotąd żadna
nie wpadła na ten pomysł) wyda polską wersję "Chłopca z plakatu"
zapraszam Was do działu Multimedia, gdzie znajdują się fragmenty filmu
(po czesku niestety).
Na dobranoc, dobry wieczór Miś pluszowy Śpiewa Wam Mówią o mnie Miś Uszatek Bo klapnięte uszko mam Jestem sobie mały miś, gruby miś Znam się z dziećmi nie od dziś Jestem sobie mały miś, śmieszny miś Znam się z dziećmi nie od dziś
Serial
SE-MA-FORu o przygodach Misia Uszatka i jego ferajny: Prosiaczka,
Króliczków, Zajączka i psa Kruczka. Postać stworzyli Czesław Janczarski
(poeta i bajkopisarz) oraz Zbigniew Rychlicki (artysta grafik). Najpierw
bywający w piśmie "Miś", którego stał się patronem.
Od 1975
zatrudniony w TV, gdzie jego przygody (104 odcinki) czytał Mieczysław
Czechowicz. W ciągu 25 lat TVP pokazywała serial 10 razy, TV Polonia 4
razy. Znany także za granicą (serial kupiły i emitowały 22 kraje). W
Finlandii cieszył się taką popularnością, że podczas wystawy poświęconej
filmom animowanym, skradzione zostały lalki Uszatka.
Studio
Se-Ma-For wystąpiło do prezesa Telewizji Polskiej Roberta Kwiatkowskiego
z projektem wznowienia produkcji kultowego serialu dla dzieci - "Misia
Uszatka". Produkcja ta byłaby dla łódzkiej wytwórni szansą przetrwania.
"O
tym, że Uszatek jest postacią kultową świadczą chociażby dowcipy na
jego temat, np. w Internecie, z najbardziej znanym o tym, że kupił sobie
nową wersalkę, bo klapnięte łóżko ma" - powiedział szef Se-Ma-Fora,
Zbigniew Żmudzki.
Studio zwróciło się do prezesa Telewizji Polskiej z
projektem wznowienia serialu - "w ramach rozpaczliwego szukania
możliwości przetrwania studia Se-Ma-For, a tym samym ratowania polskiego
animowanego filmu lalkowego" - jak to określił Żmudzki.
Miś
Uszatek narodził się około 1957 roku. Stworzyli go pisarz Czesław
Janczarski i ilustrator Zbigniew Rychlicki. Początkowo gościł w pisemku
dla dzieci "Miś" (pismo to obchodziło niedawno 45. rocznicę powstania),
którego był patronem. Później stał się bohaterem licznych książek,
tłumaczonych również na obce języki. Popularność Misia wzrosła od roku
1975, kiedy to Studio Małych Form Filmowych Se-Ma- For w Łodzi, na
zlecenie Telewizji Polskiej, rozpoczęło produkcję lalkowego serialu z
Uszatkiem w roli głównej. Seria wypełniła lukę, jaką był brak filmów dla
dzieci w wieku przedszkolnym.
Dzieciom łatwo było identyfikować się z
Uszatkiem - z jednej strony przypominał on dostępną wszystkim pluszową
zabawkę, z drugiej - był "poważnym" partnerem, kolegą z przedszkola. Był
przy tym bohaterem na wskroś współczesnym - nie tylko w zachowaniu się
czy w języku, ale i w ubiorze, o co dbał zawsze projektant Zbigniew
Rychlicki.
W szybkim tempie powstawały filmy o Uszatku na wszystkie
możliwe okazje i pory roku. Po niedługim czasie emisji serialu tytułową
piosenkę Misia z klapniętym uszkiem potrafiły w Polsce zaśpiewać niemal
wszystkie dzieci. Popularność napędzała produkcję. W efekcie powstały
104 odcinki filmu - materiał na dwa lata cotygodniowej emisji. Telewizja
Polska nadała w ciągu ostatniego ćwierćwiecza kilka takich cykli.
"Bez
względu na to, czy ktoś Misia Uszatka lubi bardziej lub mniej, będzie
musiał przyznać, że zarówno serial, jak i jego bohater kształtowały w
bardzo wyraźny sposób gusta i świadomość małych Polaków" - uznał
Żmudzki. Od ponad 25 lat, jak podkreślił szef studia, serial cieszy się
ogromnym powodzeniem wśród najmłodszych. "Se-Ma-For otrzymuje świadczące
o tym sygnały z całej Polski i od Polonii z zagranicy" - powiedział.
Imię
Uszatka nosi wiele polskich przedszkoli, np. w Poznaniu, Koninie,
Piotrkowie Trybunalskim, Wiązowni i w Warszawie na Żoliborzu. Ostatnio
Miś został patronem Przedszkola nr 3 w Pabianicach.
Bajka
cieszyła się i nadal cieszy wielką popularnością (nawet w Afryce, Iranie
czy Kanadzie; serial kupiły i emitowały 22 kraje).
Sławę przyniosło
mu klapnięte uszko, rodzice lubili go za to, że kładł się do łóżka
zawsze o właściwej godzinie. Ze stu osiemnastocentymetrowych misiów
zrobionych dla potrzeb filmu, do dziś ocalały tylko cztery. Serial
liczył sobie 104 odcinki.
Pora na dobranoc,
Bo już księżyc świeci
Dzieci lubią misie,
Misie lubią dzieci...
Poniżej
kolega, sympatyk Misia Uszatka, który sobie zrobił zdjęcie z dwoma (z
czterech) ostatnimi Uszatkami. Zdjęcie to zostało zrobione w Semaforze.
Oprócz tych dwóch misiów są jeszcze dwa, które znajdują się podobnież w
muzeum w Łodzi.
Warto jeszcze dodać iż nasz
sympatyczny Miś przeżywa swoją drugą młodość w Japonii, gdzie występuje
pod nazwą "Kuma-chan". Kuma to po japońsku miś lub niedźwiedź a chan to
jest taki tytuł dodawany do imienia i jest stosowany w przypadku małych
dzieci.