piątek, 21 kwietnia 2017

Czerwony Karzeł



 
Oto historia grupy (tak, grupy) dzielnych (hę?) i mądrych (ha ha!) zdobywców kosmosu, którzy przecierają nowe szlaki dla rasy homo sapiens...
Zaraz, zaraz, to chyba nie ten serial...


OK, „Red Dwarf” to rzeczywiście historia grupy (grupy, tak!) osobników tułających się po kosmosie, ale, po pierwsze, załoga składa się z postaci nieco nietuzinkowych, po drugie, niczego nie badają, lecz próbują zaspokoić swe społeczne potrzeby, a po trzecie, tak, jest to poniekąd sf, ale ze „Star Trekiem” ma tylko tyle wspólnego, że go parodiuje. Chyba. Nie znam się za dobrze na „Star Treku”. Ale podejrzewam. Bo przecież mamy tutaj gwiazdy i podróże gwiezdne... hm.
W każdym razie – głównym bohaterem jest Dave Lister, który przypadkiem zasypia na pokładzie tytułowego „Red Dwarfa”, statku kosmicznego, w XXI wieku, a budzi się trzy miliony lat później. Jak się okazuje, nie tylko reszta załogi już dawno temu kopnęła w kalendarz, ale i cała ludzkość najpewniej też zakończyła swe bytowanie. Człek o słabszej psychice dawno by się załamał, ale nie Dave! On postanawia wrócić na Ziemię, choć w gruncie rzeczy nic ciekawego nie może tam znaleźć. Żeby jednak nie był zbyt samotny i nie wchodził w interakcje z samym sobą (takowe zazwyczaj są dziwaczne, a czasem niesmaczne) autorzy dorzucili mu kilka postaci do towarzystwa – komputer pokładowy (Holly), hologram kolegi (Listera, nie komputera), Arnolda Judasa Rimmera i istotę zwaną Kotem, przedstawiciela rasy powstałej z potomków kotki Dave'a, Frankensteina (w późniejszych odcinkach dorzucają jeszcze mechanoida Krytena).

Przyznam bez bicia, że „Red Dwarf” jest jedną z moich ulubionych komedii angielskich i to z trzech powodów: 1) postaci 2) genialne pomysły twórców 3) wyśmianie science fiction. Postaci są naprawdę bardzo sympatyczne, a dodatkowo ich pomysły często są, hm, intrygujące (szczególnie zapadł mi w pamięć sposób, w jaki Lister chciał przekonać przedstawicieli obcej cywilizacji, że na jego statku nie ma ludzi ;) ). Jednakże moim faworytem pozostaje Rimmer – gość rzuca po prostu świetnymi tekstami, a scena, gdy w pierwszym odcinku po raz tysięczny próbował zdać egzamin, chyba na zawsze pozostanie w mej pamięci :) Jeśli chodzi o zakręcone pomysły twórców, to jest z czego wybierać – od planety, na której wszystko dzieje się wspak do zmieniającego kształt potwora, który atakuje Dave'a, podszywając się pod... kiełbasę ;)
A wyśmianie sf? Po pierwsze, przecież ten film to prawie stuprocentowa parodia „Star Treka”(jak już pisałem, na „Star Treku” się nie znam, ale podejrzewam, że odwiedzanie kolejnych, coraz dziwniejszych planet, jest w istocie startrekowe), a to jeden z najbardziej znanych przykładów sf w historii. Po drugie- nie da się ukryć, że science fiction to gatunek, który w dużej mierze opiera się na schematach – obcy, podróże kosmiczne, podróże w czasie, szaleni naukowcy, którzy chcą wysadzić cały Wszechświat (z sobą włącznie... upsss...) etc. etc. „Red Dwarf” nawet nie parodiuje tych wszystkich fabularnych skostnień i skamielin, on je tylko lekko... hiperbolizuje (lekka hiperbolizacja, cóż za oksymoron! :P ). Bo tak naprawdę ponad sto lat istnienia gatunku sprawiło, że od niektórych schematów już trudno uciec - kolejne produkowane na poważnie utwory stają się śmieszne dla starego wyjadacza, który to samo widział już w stu dwudziestu innych tekstach i uśmiecha się z lekkim zażenowaniem, czytając o kolejnej inwazji obcych na kraj dolarem i whiskey płynącym. Większość humoru „Czerwonego karła” opiera się więc na sprytnym używaniu schematów i ukazaniu miejsc, w których używana od prawie wieku tkanina zaczyna się przecierać jak zbyt często kąpana gumowa kaczka (ha!).
„Red Dwarf” wyróżnia się również na tle innych produkcji Brytyjczyków specyficznym klimatem – i to nic dziwnego, skoro nie ma (chyba!) drugiego angielskiego sitcomu osadzonego w kosmosie. Nie dziwi mnie również jego popularność, dzięki której dwa razy wracał na antenę BBC po, wydawałoby się, ostatnim sezonie z roku 1999. Pierwszy powrót miał miejsce w 2009 roku, a drugi... w tym! Ha ha, naprawdę! Tych odcinków jeszcze nie widziałem, ale już zacieram ręce, by je ujrzeć! I miejmy nadzieję, że na tym jednym sezonie się nie skończy i „Red Dwarf” reaktywuje się na dobre!

Czarna Żmija




 
Uf, formuła tego serialu jest bardzo dziwna z tego prostego względu, że tak naprawdę są to cztery seriale, powiązane jedynie postacią... chociaż nie, postacią też nie, bo to cztery różne postaci... dobra, powiązane ze sobą osobą Rowana Atkinsona (Jasia Fasolę kojarzysz? ;) ) i opowiada o... hm, dziejach rodu Blackadder. A żeby było śmieszniej, serii jest więcej niż cztery... eeee... dokładnie to chyba z dziesięć, ale tylko cztery to seriale telewizyjne, więc nimi się zajmiemy.
Każda z serii osadzona jest w innym okresie historycznym – pierwsza w mrocznym średniowieczu, druga w wieku XVI, trzecia w XIX, czwarta podczas I Wojny Światowej. We wszystkich Atkinson wciela się w podejrzanie-podobnych-do-siebie-przodków-potomków o identycznych imionach (Edmund), identycznej twarzy i podobnym charakterze (chociaż pierwszy Edmund najbardziej odstaje od reszty – bardziej przypomina wioskowego głupka, trochę w stylu Jasia Fasoli, nie ma w sobie wiele ze szczwanego, cynicznego oportunisty, którym to staną się jego potomkowie).

Tedy (od „więc” nieładnie zacząć zdanie, stąd to „tedy” ;) ) tak naprawdę obserwujemy dzieje rodu szlacheckiego, a nie konkretnej postaci, co samo w sobie jest zabiegiem interesującym i pewnym novum. Zabawne, jak kolejni Edmundowie stają się coraz przebieglejsi i coraz bardziej nieprzyjemni, a ród coraz bardziej ubożeje (w pierwszej serii głupkowaty główny bohater przypadkiem pomógł zdobyć rodzinie wysoką pozycję w społeczeństwie angielskim, w kolejnych próbuje zdobyć fortunę, lecz niezbyt mu to wychodzi). Co jeszcze zabawniejsze – choć najbardziej odpowiadało mi tło historyczne pierwszej serii, to jednak im dalej w las, tym więcej drzew, jak to powiada mądrość ludowa i każda kolejna jest lepsza od poprzedniej.
Jako że jest to produkcja z udziałem Rowana Atkinsona (a często i napisana przez Atkinsona) spodziewać się możemy całej masy absurdalnych, niesamowicie zabawnych sytuacji (choć niektórzy uznać mogą je za bardziej głupie niż zabawne ;) ) i... całkiem dobrej fabuły! O tak, jak na absurdalną komedię angielską jest to osiągnięcie dość spore!

I sam Atkinson radzi sobie nad wyraz dobrze – jeżeli ktokolwiek z Was kiedykolwiek i gdziekolwiek wątpił w jego zdolności aktorskie, niech obejrzy sobie ten serial!
Może jestem nieco mało obiektywny (choć przecież „nie istnieją fakty, jedynie interpretacje”), bo to jeden z moich seriali i muszę być nad wyraz subiektywny, ale „Czarna Żmija” jest w(y)dechowa! To prawie opus magnum Rowana Atkinsona (prawie, bo jest jeszcze pierwsze miejsce na tej liście) i rzecz, z którą warto się zapoznać.


Gang Olsena


Gang Olsena (Olsen-banden) to seria czternastu duńskich, kryminalnych komedii filmowych, opowiadających o fikcyjnym duńskim gangu sympatycznych przestępców-nieudaczników. Większość filmów, które nakręcono w latach 1969 - 1998 rozpoczyna się niezapomnianą sceną opuszczania więzienia przez szefa gangu Egona Olsena, który z prawdziwą dumą informuje oczekującym go współpracowników o kolejnym ambitnym genialnym planie, mający przynieść upragnione miliony i emeryturę na Majorce. Koronkowo przygotowane skoki prawie zawsze kończą się klapą i powrotem Olsena do zakładu penitencjarnego w Kopenhadze. Trzynaście pierwszych odcinków serialu wyreżyserował Erik Balling. Po siedemnastu latach przerwy w 1998 roku nakręcono ostatni, czternasty odcinek, który reżyserowali: Tom Hedegaard i Morten Arnfred. Podczas realizacji zdjęć zmarł nagle Poul Bundgaard (czerwiec 1998) grający rolę, Kjelda Jensena. Ostatni odcinek Gangu Olsena został zrealizowany bez udziału filmowej żony Kjelda - Yvonne Jensen (Kirsten Walther), która w lutym 1987 roku zginęła wraz ze swoim mężem w wypadku samochodowym.

Nieodłącznym elementem serialu są policjanci, którzy depczą Gangowi Olsena po piętach. Na pierwszy plan wysuwają się nieporadni detektywi/inspektorzy Mortensen (Peter Steen), Jensen (Axel Strobye) i Holm (Ole Ernst).

Cztery główne role serialu Gang Olsena:

Egon Olsen (Ove Sprogoe) - mózg gangu, niewysoki, dystyngowany w wyglądzie, z nierozłącznym melonikiem i cygarem, słynie z genialnych planów. Specjalizuje się w otwieraniu sejfów produkcji Franza Jägera z Berlina.

Benny Frandsen (Morten Grunwald) - kierowca gangu, często się śmieje, kobieciarz; posiada dziwny krzywy wihajster, dzięki któremu otwiera drzwi, wygrywa na jednorękim bandycie, wyciąga drobne z automatu z papierosami itp. Benny często używa słów Skide godt – „Klawo jak cholera”

Kjeld Jensen (Poul Bundgaard) - bojący się krzykliwej żony tęgi członek gangu w okularach, nieustannie przestraszony sytuacją, w jakiej się znalazł. Kjeld nigdy nie rozstawał się ze swoją torbą lekarską, w której nosił narzędzia potrzebne do kolejnych włamań. Wśród przedmiotów zgadujących się w torbie Kjelda były m.in. stetoskop, talk i rękawiczki Egona, który używał ich do otwierania sejfów Franza Jagera z Berlina.

Borge Jensen (Jes Holtso ) - rezolutny i bardzo pojętny syn Kjelda i Yvonne, który został wykorzystany przez gang w kilku skokach.

Yvonne Jensen (Kirsten Walther) - niezapomniana żona Kjelda, która skutecznie wyprowadzała z równowagi planującego nowe napady Egona.

czwartek, 16 marca 2017

Co ludzie powiedzą?


No właśnie, co ludzie powiedzą, widząc, że stawiam ten dość niepozorny – acz dość popularny – serial wyżej od samego Monty Pythona? Czy stanę się pośmiewiskiem wszystkich fanów humoru angielskiego? Czy ktoś wsadzi mi do skrzynki pocztowej złośliwego pytona (pun intended!) albo wyśle w kopercie jadowitego pająka (oczywiście w kopercie z dziurkami na wentylację, o zwierzątka należy dbać)? Nie wiem. Ale wiecie co? Nie boję się Was! I tak nie wiecie, gdzie obecnie przebywam, ha ha ha!
W porównaniu do innych, odlotowych seriali z tej listy, „Keeping Up Appearances” jest historią dość zwyczajną i całkiem prawdopodobną. Oto bowiem Hiacynta Bucket (którą zresztą chce, by tytułować ją Bouquet – ciekawe, dlaczego? ;) ), przedstawicielka angielskiej klasy średniej, wiedzie sobie spokojne życie na przedmieściach i wydaje się, że nie ma zbyt wielu problemów poza... no właśnie! Zachowywaniem pozorów! I martwieniem się, co ludzie powiedzą. Pani Bucket (ups, Bouquet) pragnie bowiem być postrzegana jaka dama, spadkobierczyni dobrego, angielskiego wychowania, a swą rodzinę kreuje niemalże na szlachtę. Tak więc zdanie sąsiadów jest dla niej bardzo ważne, a jedynym sensem i celem jej życia jest udawanie kogoś, kim w istocie nie jest.
Nie trzeba być geniuszem (choć oczywiście sami geniusze ten blog czytają ;) ), by domyślić się, że to komedia pomyłek i jedna wielka farsa – Bucket, by podtrzymać iluzję pochodzenia z klasy wyższej (w co raczej jej sąsiedzi nie wierzą) i pokazania znajomym, iż jest od nich lepsza, często musi uciekać się do takiej ekwilibrystyki, że głowa mała. A rodzina nie podziela jej lordowskich zapędów – ojciec to dość niesforny starszy pan, mąż marzy tylko o tym, by wyrwać się spod wpływu Hiacynty, a syn – wieczny student, interesujący się jedynie, hm, kolegami – ciągle kombinuje, jakby tu od rodziców wyciągnąć forsę na kolejne eskapady.

Źródło: http://lesnygnom.blogspot.com

Tylko głupcy i konie


Ten serial jest dla Anglików tym, czym dla Amerykanów „Hooneymooners” (albo lepiej - „Świat według Bundych”), a dla nas... hm, „Świat według Kiepskich”? Oto dość stereotypowa brytyjska rodzina, Trotterowie, starają się nie tylko podnieść swój status społeczny, wydać się innym zamożniejszymi, niż są w istocie, ale także „tak robić, żeby zarobić, a się nie narobić.” Główny bohater serialu, Del Boy wymyśla coraz to nowsze i ciekawsze pomysły na zarobienie jak największej fortuny jak najmniejszym kosztem. Zazwyczaj próbuje hazardu lub oszustw (a czasami jednego i drugiego, jak np. w odcinku „Modern Men”, gdzie w sprytny sposób robi w konia barmana ;) ), ewentualnie sprzedaży dóbr, które „wypadły z tyłu ciężarówki” (dla tych, co teraz są zaspani i nie kumają – chodzi o dobra kradzione), najchętniej jednak stawia na jak najbardziej wymyślne i skomplikowane plany, przy których wysiadają nawet zakręcone idee Ferdynanda Kiepskiego.
Najlepszą postacią serialu jest jednak moim zdaniem brat Del Boya, Rodney, sympatyczny, facet, któremu trochę brakuje siły przebicia. A szkoda, bo mądrzejszy jest od swego brata i bardzo szybko zauważa nielogiczności wszystkich jego planów i pomysłów, nim jednak jest w stanie przemówić mu do rozsądku, zazwyczaj jest już za późno. Genialne są też jego interakcje z bratankiem, Damianem, którego podejrzewa o bycie Antychrystem (ci, którzy wiedzą, dlaczego, mogą sobie uścisnąć prawice i uśmiechnąć szeroko).
Jak nietrudno się domyślić, twórcy oparli cały humor serialu na piętrzeniu coraz to większych trudności przed grupą dość nietuzinkowych herosów i obserwowaniu, jak – próbując się z nich wyplątać – bohaterowie coraz bardziej gmatwają całą sytuację. A widzowie oczywiście dobrze się bawią, oglądając cierpienia bliźnich. Cóż, taką mamy sadystyczną naturę, he he he! :P
Dodam jeszcze, że to ulubiony serial komediowy samych Brytyjczyków. Nic dziwnego, skoro opowiada o perypetiach dość stereotypowej, ale jednak najbardziej angielskiej ze wszystkich sitcomowych rodzin. Nie znaczy to jednak, że nie-Brytyjczycy będą się na tym filmie nudzić, o nie! Polecam.
Źródło: http://lesnygnom.blogspot.com

Czarnoksiężnik z krainy Oz



Zastanawiałem się czy ktoś w dobie tego co wspominamy jeszcze pamięta "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Wszakże sporo było filmów i bajek na ten temat ale ja chciałem się skupić oczywiście na nostalgicznej bajce ...

  
O czym to było ? Ano bajka ta powstała na podstawie książki L. Franka Bauma. Mała Dorotka zostaje przeniesiona na skrzydłach huraganu z rodzinnego Kansas do zaczarowanej krainy, rządzonej przez Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu. Bardzo chce wrócić do domu, postanawia zatem zwrócić się do Czarnoksiężnika o pomoc. Podczas wędrówki przyłączają się do niej kolejno: Strach na Wróble, Blaszany Drwal i Tchórzliwy Lew. Każdy z nich ma jakąś prośbę do władcy, ale na miejscu okazuje się, że Czarnoksiężnik nie należy do najsympatyczniejszych osób...
  
I tyle teorii. Przygody Dorotki i jej przyjaciół w krainie czarnoksiężnika Oza były emitowane w niedzielnej wieczorynce. Daty emisji nie pamiętam ale rok produkcji tej japońskiej bajki datuje się na 1984 więc to mogłobyć w tych latach. Może to był rok 1986 a może wcześniej. Nie wiem czy telewizja polska emitowała wszystkie odcinki bowiem było ich 52 czyli emisja musiałaby trwać cały rok.

Źródło: http://www.nostalgia.pl

poniedziałek, 27 lutego 2017

Ośmiornica

włoski serial kryminalny z roku 1984, w reżyserii Damiano Damianiego, dotyczący problemów związanych z mafią. Scenarzystą serialu był Ennio de Concini, muzykę do filmu stworzył Riz Ortolani. W Polsce emitowany w czwartkowe poranki w 1987 roku.
 Głównym bohaterem serialu jest komisarz Corrado Cattani, który wraz z żoną i dwunastoletnią córką przenosi się z Mediolanu do Trapani na Sycylii, aby zastąpić zamordowanego szefa wydziału kryminalnego tamtejszej policji, Augusto Marineo. Cattani poznaje młodą hrabiankę Titti Pecci Scialoję, której matka popełniła samobójstwo tej samej nocy, w której zginął Marineo, jednak śledztwo w tej sprawie zostało zbyt szybko zakończone.
Nowy komisarz próbuje rozwikłać zagadkę. Ślady prowadzą do miejscowego bossa mafijnego, Cirinny. W trakcie tego śledztwa Cattani zakochuje się w Titti, która jest, jak się okazuje, dziewczyną bossa. Ciągła stresująca praca oraz romans z młodą hrabianką sprawiają, że małżeństwo Cattaniego rozpada się. Żona Elsa wraca na północ, natomiast ich córka Paola zostaje z ojcem.
Po rozpadzie związku małżeńskiego Cattani natrafia na ślad siatki narkotykowej, która powiązana jest z jednym z sycylijskich banków. Pod wpływem sukcesów w działaniach komisarza mafia porywa mu córkę, a w zamian za uwolnienie Paoli żąda, by komisarz wykradł i przekazał mafii obciążające ją dowody w sprawie. Cattani przyparty do muru wykonuje polecenia mafii. Córka komisarza zostaje uwolniona, a ten dalej pełni swoje obowiązki. Wraz z rozwojem wydarzeń giną kolejne osoby powiązane ze śledztwem.

Policjanci z Miami

Serial opowiada historię dwóch policjantów z wydziału obyczajowego w Miami. James "Sonny" Crockett (Don Johnson) i Ricardo "Rico" Tubbs (Philip Michael Thomas) są detektywami pracującymi pod przykrywką. Ich alter ego to Sonny Burnett - szmugler i dystrybutor narkotykowy oraz Rico Cooper - zamożny przedsiębiorca z poza Miami. Wraz z kolegami z wydziału toczą zażarty bój ze zorganizowanymi kartelami narkotykowymi i innymi rodzajami przestępczości w stanie Floryda.


Do powstania serialu przyczyniły się między innymi popularność stacji muzycznej MTV, która zwłaszcza w latach osiemdziesiątych poszczycić się mogła sporą oglądalnością oraz amerykańskie prawo zezwalające na używanie policyjnych depozytów, w skład których wchodziły pieniądze, narkotyki i inne przedmioty zarekwirowane w trakcie przestępstw. To dało scenarzystom pole do popisu. Miami było stolicą kwitnącego handlu kokainą oraz nieustającą areną konfrontacji między kartelami kolumbijskimi i kubańskimi. Pod względem fabularnym z serialem nie jest inaczej. To grzeszna metropolia, gdzie narkotyki, korupcja, hazard, prostytucja i zabójstwa są na porządku dziennym.


Produkcja poszczycić się może imponującym zestawem gościnnej obsady. W "Policjantach z Miami" wystąpiło sporo zarówno ówczesnych, jak i przyszłych gwiazd dużego ekranu, mistrzów drugiego planu, a także kilku znanych przedstawicieli ze świata muzyki rozrywkowej.

Magia serialu tkwi również w instrumentalnej oprawie muzycznej zilustrowanej przez Jana Hammera. Były muzyk jazz-rockowego zespołu Mahavishnu Orchestra do napisania muzyki wykorzystał wszelkiego rodzaju elektronikę w postaci syntezatorów, keyboardów, sampli oraz elektrycznej perkusji. Michael Mann dał Czechowi wolną rękę w skomponowaniu ścieżki dźwiękowej i efekty tego przyzwolenia są bardzo miłe dla uszu. Hammer to kompozytor, który czuje dźwięk całym sobą. Na luźnym tonie napisał muzykę eksperymentując z rożnymi gatunkami, takimi jak smooth jazz, muzyka klasyczna, blues czy new age. Chociaż to "Crockett's Theme" stał się muzycznym przebojem roku 1984, to jednak na szczególną uwagę zasługują dwie podobne, choć radykalnie inne kompozycje - temat główny z czołówki serialu oraz "Miami Vice Theme".


Produkcja nadała nowy wymiar w kierunku mody. Bohaterowie nie są odziani w tradycyjne mundury policyjne, lecz w stylowe marynarki, kurtki, koszulki i garnitury włoskiej marki. Ciuchy gliniarzy zapoczątkowały trend, który był wyznacznikiem męskiej mody.

Gdybym miał wyróżnić kogoś z aktorów wcielających się w postacie pierwszego planu, to z pewnością na to zasługuje główna gwiazda serialu. Don Johnson wykreował gliniarza-herosa, który stał się ikoną kultury popularnej oraz propagatorem luzackiego stylu życia. Sonny Crocket to zarówno heroiczny jak i nieprawdopodobnie wrażliwy typ osobowości. Takie połączenie sprawiało, że męska część widowni chciała być nim, a żeńska z nim. Za tę kreację Johnson otrzymał w 1985 roku nominację do Emmy dla najlepszego aktora w serialu telewizyjnym. Drugim z wyróżnionych jest Edward James Olmos, który zagrał twardziela na wzór bohaterów ze starych westernów i kryminałów. Porucznik Castillo to małomówny mężczyzna o kamiennej twarzy - bezwzględny lecz sprawiedliwy.


Od premiery pierwszego odcinka "Policjantów" minęło w tym roku 30 lat. Serial w ciągu pięciu lat naliczył sobie 111 odcinków. Ta telewizyjna produkcja kryminalna aż obfituje w zapierające dech turystyczne widoki, piękne kobiety, pościgi za bandytami, strzelaniny, nieoczekiwane zwroty akcji oraz wątki komediowe i dramatyczne. Wszystko to podkreśla fenomen telewizyjnej produkcji Manna.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Panna z mokrą głową

Tytułowa "panna z mokrą głową" to Irenka Borowska, pełna życia i energii panienka z dobrego domu. Trzynastolatka wiedzie radosny i beztroski żywot, ugania się po okolicy z wiernym czworonożnym przyjacielem, psem Drabem.

Wszędzie jej pełno, jest ciekawa wszystkiego, chce wiedzieć co dzieje się w rodzinnym dworku i obejściu. Tymczasem nad domem państwa Borkowskich zbierają się ciemne chmury. Są lata trzydzieste, trwa kryzys. Majątek rodziny podupada...

Pewnej nocy uwagę Irenki przyciągają tajemnicze odgłosy, dobiegające z kuchni. Wspomagana przez wiernego Draba nieustraszona nastolatka przepędza złodzieja.

Wszyscy są zaniepokojeni zuchwałym czynem panienki. Aby nieco poskromić jej temperament, rodzina zatrudnia prywatnego nauczyciela, pana Podkówkę. Tymczasem w dworku dzieje się coraz gorzej. Ojciec, zadłużony u niejakiego Zgierskiego, po kawałku wyprzedaje łąki i las. Podczas wycinki drzew ginie przywalony dębem. Majątek Borowskich zostaje zlicytowany. Irenka postanawia pomóc matce i w tajemnicy przed nią udaje się do Warszawy, do bogatej ciotki. Niestety, nie zastaje jej w domu. Okazuje się, że ciotka wyjechała do Zakopanego. Irenka podąża za nią, ale znowu nie dochodzi do spotkania. Wkrótce jednak szczęście się uśmiecha do dziewczyny.


Większa część filmowych wydarzeń rozgrywa się w dworku w Turowej Woli, odległej od Warszawy ok. 60 km. Główną rolę reżyser powierzył 13-letniej wówczas Paulinie Tworzyańskiej. Przyjechała na zdjęcia próbne z Bielska-Białej wraz z trzema koleżankami, najzdolniejszymi uczestniczkami tamtejszego Teatru Ekspresji Dziecięcej. Pokonała blisko trzy tysiące dziewcząt z całej Polski, które marzyły o roli "panny z mokrą głową". Jak ocenił reżyser - to duży talent aktorski, dziewczyna niezwykle wrażliwa, błyskotliwa, umiejętnie wykorzystująca w swojej roli to, co podpatrzyła u profesjonalnych wykonawców. A miała szczęście zagrać u boku wspaniałych aktorów. Jako rodzice niesfornej Irenki wystąpili Anna Nehrebecka i Marek Kondrat, przezabawne postaci ciotek stworzyły Iga Cembrzyńska i Hanna Stankówna, poczciwego doktora Lipienia zagrał Marian Opania, wyniosłą acz w istocie dobrą hrabiną Opolską była Beata Tyszkiewicz. Nawet w rolach drugoplanowych pojawili się znakomici aktorzy: Anna Dymna jako właścicielka pensjonatu w Zakopanem, Jerzy Bińczycki - zacny ksiądz proboszcz, Anna Milewska - babunia, czy wreszcie Cezary Domagała jako tenor słynny na dwóch półkulach, bo trzeciej po prostu nie ma. Furorę na planie zrobił synek Jana Frycza, Antoś, jako 8-letni braciszek Irenki. Atutem filmu są też przebojowe piosenki, ze słowami Wojciecha Młynarskiego i muzyką Jerzego Matuszkiewicza, legendarnego "Dudusia".







Szaleństwa panny Ewy



Serial w stylu retro, przywołujący barwne lata 30., zrealizowany według powieści Kornela Makuszyńskiego. Książka powstała w 1940 r. i była swoistym głosem w obronie wartości utraconych. Zresztą z całej twórczości tego pisarza emanuje pogodna afirmacja życia i fascynacja urokiem "bezgrzesznych lat" dziecięcych i młodzieńczych.

Szczególny klimat wykreowanego przez niego świata - idealistycznego, utopijnego, ale nasyconego liryzmem i humorem - od dawna zachęcał reżyserów do ekranizacji jego utworów ("O dwóch takich co ukradli księżyc", "Szatan z siódmej klasy", "Awantura o Basię", animowane "Przygody Koziołka Matołka" i inne). Reżyser Kazimierz Tarnas, także zauroczony aurą pisarstwa Makuszyńskiego, wziął również na warsztat "Pannę z mokrą głową" i ostatnio "Awanturę o Basię". Odtwórczynię roli tytułowej wybrał drogą konkursu spośród przeszło 300 dziewcząt, które zgłosiły się na eliminacje ("z konkursu" był również jej nieodłączny towarzysz, pokraczny Rolmops, kundel "z piekła rodem"). Dorota Grzelak, wtedy świeżo upieczona licealistka, swoim osobistym urokiem przydała wiarygodności filmowej Ewie, rezolutnej pannicy ciągle wściubiającej nos w nie swoje sprawy, trochę zwariowanej, odrobinę naiwnej, która swoim uśmiechem, serdecznością i niewzruszoną wiarą w zwycięstwo dobra zmienia życie ludzi wokół siebie. Zgorzkniałym przywraca radość, biedaków ratuje przed nędzą, kojarzy nieszczęśliwie zakochanych.

 Warszawa, 1932 rok. Bakteriolog, dr Tyszowski, musi wyjechać do Chin, gdzie wybuchła epidemia. Ewa z wielkim żalem rozstaje się z ukochanym ojcem, który jest dla niej także wspaniałym kolegą. Ciotka Halicka załatwia jej pokój w mieszkaniu państwa Szymbartów. Po serii konfliktów, głównie z powodu psa Ewy, którego pani Szymbartowa nie znosi - ale tak-że protestując przeciwko jej metodom pedagogicznym stosowanym wobec córki Zosi - dziewczyna ucieka przez okno. Świadkiem tego wydarzenia jest młody malarz Jerzy. Przedstawm Ewę swej matce, która - po wysłuchaniu mrożącej krew w żyłach opowieści o tyranii Szymbartowej - uzgadnia z dotychczasową opiekunką, że do powrotu dr. Tyszowskiego Ewa będzie mieszkać u nich.

Tego samego dnia dziewczyna słyszy, że Jerzy odbiera bardzo przykry telefon. Właściciel domu, niejaki Mudrowicz, domaga się spłaty długów wynoszących 10 tysięcy złotych. Nazajutrz Jerzy bez powodzenia próbuje sprzedać swoje obrazy.

Ewa przejmuje inicjatywę. Nic nie mówiąc Zawidzkim bierze kilka płócien i ubezpieczana przez pana Szymbarta, czekającego na ulicy, składa wizytę Mudrowiczowi. Potworny, bardzo bogaty i samotny staruch, nie opuszczający ponurego mieszkania, zostaje przez Ewę odmieniony. Przyjmuje obrazy Jerzego za 2 tysiące, pozostałą część długu pozwala spłacać w dowolnych ratach. Do sąsiedniego domu sprowadzają się państwo Zawiłowscy z uroczą córką Basią. Między nią a Jerzym rodzi się uczucie od pierwszego wejrzenia. Tymczasem okazuje się, że pani Szymbartowa wpędziła Zosię w ciężką gruźlicę. Ubogich rodziców stać na opłacenie tylko miesiąca pobytu córki w sanatorium...

Źródlo: wikipedia, filmPOLSKI

niedziela, 12 lutego 2017

Denver Ostatni Dinozaur



Denver Ostatni Dinozaur to jedna z tych kreskówek, które bardzo miło wspominam z dzieciństwa. Animacja opowiada o przygodach grupy przyjaciół: Mario, Wally, Charlie (w oryginale Shades), Jerry, Casey, Heather oraz tytułowy Denver dinozaur. Ekipa wpada w każdym odcinku w różne interesujące tarapaty. Przygody zwariowanej paczki typowo amerykańskich przyjaciół (deskorolka, bmx, hawajskie koszule, trwała ondulacja i baseny w ogrodzie) mają nadal wielu fanów na całym świecie. Dlaczego tak się dzieje?

Podejrzewam, że jedną z przyczyn jest umiejętne łączenie w tej serii dobrej zabawy, ciekawego scenariusza i walorów edukacyjnych. Fajne historie przemawiają do dzieciaków a edukacja podoba się rodzicom. Dzięki temu serialowi dziecko dowie się na przykład jak wyglądał Stegozaur, albo czym odżywiały się zwierzęta w prehistorii. Mistrzostwo polega tutaj na tym, że nie jest to wiedza przedstawiana dzieciakom w nudny, szkolny sposób. Dzieciaki znajdują Denvera podczas wycieczki do muzeum historii naturalnej. Skoro mamy muzeum, to dlaczego nie powiedzieć kilku zdań na temat tego, że w smole zachowują się kości albo czegoś o rozmiarach mamutów. Takie sceny są zazwyczaj krótkie i zupełnie nie przeszkadzają w rozwoju akcji! I takie powinny być dobre kreskówki. Dostarczające zabawę i przelewające trochę wiedzy w małe mózgi.

Mimo, że jestem gorącym przeciwnikiem robienia piosenek w Polskiej wersji (jeśli oryginalnej nic nie dolega), to tutaj wyszło to naprawdę dobrze. Tekst, głosy i cała oprawa jest zgrabna i trudno potem nie nucić „Denver, ostatni dinozaur, to jest kumpel z przed milionów lat…”

Tutaj możecie posłuchać piosenki z intro w wersji polskiej:



No i jest jeszcze ta piosenka tytułowa.
Na na na na na nana na na nana nana na na na…


Źródło: https://tzzad.wordpress.com






He-man



He-Man – obdarzony nadprzyrodzoną siłą człowiek. Na co dzień książę Adam, który odgrywa rolę nieporadnego tchórza, by nikt nie odkrył jego powiązań z He-Manem. Zmienia się w He-Mana za pomocą miecza, który otrzymał od Czarodziejki, używając słów "Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj" (lub także Mam Władzę). Mocą został obdarzony przez Czarodziejkę, kobietę ze skrzydłami, strażniczkę magii ukrytej w zamku Posepnego Czerepu (ang. Castle Grayskull (źródło : www.wikipedia.pl)



Pierwszy odcinek tego serialu został wyemitowany w telewizji w 1983 natomiast u nas pojawił się w połowie lat osiemdziesiątych i był nadawany w czwartkowe popołudnia - bodajże około godziny 19:00 w programie drugim Telewizji Polskiej (był bądź co bądź konkurencją dla dobranocek nadawanych w tym samym czasie w programie pierwszym, a może to już było po dobranocce ?).
Zyskał on na pewno popularność tak samo jak popularność bodajże zyskały słowa wypowiadane przez He-mana (mam władzę).
W jakiś czas później powstała kolejna seria przygód He-mana zatytułowana "Nowe przygody He-mana" ale to już nie było to - zmieniła się diametralnie grafika, poznikały znane nam postacie z poprzedniego He-mana a sam He-man jak i jego przeciwnik przeszli metamorfozę. Nie wiem jak innym się oglądało tą serię ale ja wolałem zdecydowanie He-mana z lat 80-tych. Uważam że nowy He-man poniósł porażkę.

sobota, 21 stycznia 2017

Bajki japońskie

Bajki Japońskie
Szła nocą bajka przez pola i wsie
Przez zaklęty las
Smutno było jej i źle
Nawet jej przyjaciel księżyc zgasł
Wtem promyk świeczki
Na dróżkę padł
I piosenka hop z okienka 
Za bajką w ślad

"Bajki japońskie" to dziesięciominutowy cykl bajek przedstawiających najsłynniejsze i mniej znane baśnie z drugiego końca świata czyli z Japonii. Nadawane były u nas w środowe dobranocki około godziny 18:50 (proszę mnie poprawić jeśli się mylę). Każda z tych bajek była zrealizowana przez innego twórcę w innej konwencji plastycznej. 
Jedna ze stron internetowych podaje 1983 rok jako rok wyświetlania u nas "Bajek Japońskich", jednak wydaje mi się że to była chyba końcówka lat 70-tych.
Pamiętacie jeszcze piosenkę tytułową ? W tle tej piosenki leciał na niebie długi zielony smok a na nim siedział chłopczyk (jak nie pamiętacie jak wyglądał powyżej macie rysunek). Piosenka otwierająca cykl była łagodna w tonie właśnie piosenek japońskich (dla ciekawości podam że oryginał piosenki w języku japońskim jest śpiewany w tym samym tonie) natomiast piosenka końcowa była bardziej żywiołowa.
Bajki Japońskie
Ciekaw jestem co pamiętacie z bajek. Ja np. pamiętam jak przez mgłę bajkę o psie który był porzucony przez złego pana a był wychowywany od małego przez staruszków. Później pamiętam jego poświęcenie bo poświęcił swoje życie ratując swoich opiekunów przed jakimś potworem. Wzruszyłem się bardzo i może dla tego pamiętam.

Ordy




Bohaterami filmu są dzieci, które niemal każdego dnia napotykają wokół siebie na ciekawe, lecz nie zawsze zrozumiałe zjawiska. Dzieci zastanawiają się jak działają różne urządzenia, skąd się wzięły i kim byli ludzie, którzy je stworzyli. Na wiele z tych pytań długo nie znalazłyby odpowiedzi, gdyby nie komputerowy duszek, które prowadzi je przez świat wielkich odkryć i wynalazków. Ożywia on historycznych bohaterów, czyni nas świadkami przeszłych wydarzeń, które przedstawia jak pasjonującą, niezwykłą przygodę.
ordy 01 ordy 02
Tym owym komputerowym duszkiem jest Ordy, który pomaga właśnie dwójce bohaterom Alexowi i Zoe zrozumieć otaczający wokół nich świat. Każdy ze 127 wyprodukowanych przez japońską firmę Nippon Animation odcinków (w Europie było ich 52) skupia się na innym zagadnieniu i na innej postaci. Bohaterowie poznają wielkich uczonych ich problemy oraz wynalazki, które czynią ich świat lepszym.

     

U nas serial ten pojawił się w latach 80-tych (pewnie to będzie druga połowa skoro premierowe odcinki zostały wypuszczone w Japonii w 1983 roku) a odcinki emitowane były w czwartek (po programie dla dzieci i młodzieży) albo w piątek (po programach popularnonaukowych - głowy nie daję).
ordy 03 ordy 04
Przesłanie serialu "Ordy" było skierowane głównie do dzieci ze szkół podstawowych jako w pewien sposób dobrze zinterpretowana lekcja poświęcona odkryciom i wynalazkom.
Serial ten został przetłumaczony na wiele języków m.in. po hiszpańsku, francusku, portugalsku, hebrajsku, arabski itd.
U nas był emitowany z polskim lektorem.

Pan Tau

Kim był tajemniczy jegomość ubrany tak jak ubrani są aktorzy reklamujący pewien bank pod szyldem "kultura wyższej bankowości"? Czarny garnitur, parasolka oraz czarny melonik. Nie mówi, zachowuje się dziwnie a mimo to swoim pojawieniem potrafi rozbawić dzieci i dość porządnie namieszać w świecie dorosłych. Nie wiecie jeszcze kto to? Toż to Pan Tau. Ten elegancki mężczyzna komunikuje się ze wszystkimi za pomocą pantomimy i tańca a jego melonik ... to istny skarb bowiem za pomocą jednego ruchu dłonią po meloniku Pan Tau rozwiązuje problemy a także materializuje rzeczy wyczekiwane przez dzieci.
Już w pierwszym epizodzie widzimy go szybującego gdzieś w kosmosie i obserwującego planety kiedy płacz dziecka skierował go na ziemię. Po wylądowaniu za pomocą melonika szybko się powiększył (był przecież niewiele większy od mrówki) a pojazd swój który nie uległ powiekszęniu schował do kieszeni marynarki.






Pan Tau to serial liczący 33 odcinki produkcji czechosłowackiej we współpracy z niemiecką telewizją. Pilotażowy odcinek został wyświetlony w 1966 roku pozostałe odcinki w latach 1969-1978. Całość zakończyła wersja kinowa, której premiera odbyła się w 1988 roku. Do Polski Pan Tau dotarł w 1981 roku kiedy to premierowy odcinek wyświetlono w niedzielny wakacyjny poranek - prawdopodobnie w kinie Teleferii.

Cała seria została napisana przez Ota Hogman i wyreżyserowana przez Jindřich Polák'a (ten sam co wyreżyserował serial "Goście" i co ciekawe w serialu tym możemy spotkać aktora grającego Pana Tau). Cała historia jest przyjemna, zabawna ale zawierająca problemy ówczesnych dzieci, na które Pan Tau miał zawsze gotowe rozwiązanie. Do tego celu zawsze posługiwał się swoim magicznym melonikiem i poprzez stukanie w niego mógł się zamienić w kukiełkę by ukryć się przed dorosłymi albo wyczarować inne bardziej lub mniej pożądane przedmioty. Co ciekawe - pojawiał się tylko dzieciom, którym pomagał rozwiązywać problemy i spełniać ich najskrytsze marzenia a dla dorosłych pozostawał niewidzialny.
W roli tytułowej mogliśmy zobaczyć czeskiego aktora Otto Simanka (1925-1992), którego również mogliśmy obejrzeć w serialach "Goście", "Arabela" i "Lucie, postrach ulicy". Cztery lata przed śmiercią, w 1988 roku, po raz ostatni wcielił się w rolę postaci, która była rozpoznawalna jeszcze kilkanaście lat temu przez większość dzieci. Tym razem w wersji kinowej "Pan Tau" musiał stawić czoła wyzwaniom jakimi była podwójna rola i niestety - upływający już czas ...


poniedziałek, 9 stycznia 2017

Szogun

Magia tego serialu na telewizyjnym ekranie sparawiała, że kiedy zaczęła się jego emisja na początku 1985 roku, o godzinie 20-tej pustoszały ulice a zza prawie każdej firanki prześwitywał błękitny odblask włączonego odbiornika. Cofaliśmy się w czasie o przeszło 400 lat i prawie przez godzinę przebywaliśmy w niezwykłym świecie starej kultury, obcych praw i obyczajów - w Japonii.

Jest rok 1600. Cesarstwo Japonii przeżywa niepewny okres. Faktyczną władzę sprawują feudalni panowie, a kraj, rozbity i wykrwawiony po ponad stuleciu wojen domowych, powoli jest jednoczony przez ambitnych dowódców. Tymczasem Japonia staje się obiektem zainteresowania Hiszpanów i Portugalczyków, którzy, rywalizując o wpływy, snują intrygi polityczne. W tym zwrotnym momencie historii, podczas sztormu u wybrzeży kraju rozbija się holenderski żaglowiec "Erasmus". Nawigator okrętu - Anglik John Blackthorne dostaje się do japońskiej niewoli i postawiony zostaje przed obliczem wielkiego pana Toranagi. Żeglarz zostaje wbrew swej woli wciągnięty w walkę feudalnych rodów walczących o dominację nad krajem.

Tak w skrócie przedstawia się zarys fabuły amerykańskiego serialu "Szogun" w reżyserii Jerry'ego Londona. Serial nakręcony na podstawie wydanej w roku 1975 powieści pod tym samym tytułem pióra Jamesa Clavella, a sam autor czuwał bacznie nad produkcją. Fabuła książki (jak i scenariusza) została luźno oparta na losach angielskiego żeglarza Williama Adamsa, pierwszego w historii Europejczyka, który dostąpił zaszczytu pasowania na samuraja. Postać ta po dziś dzień darzona jest w Japonii wielkim szacunkiem. Pierwowzorem postaci daimyo Toranagi był zaś Ieyasu Tokugawa, który w bitwie pod Sekigaharą (21 października 1600) zdławił siły rywali i dał początek dynastii szogunów z rodu Tokugawa, sprawującej faktyczną władzę nad Japonią przez ponad 250 lat, aż do 1868.


W Europie "Szogun" najpierw zadebiutował w roku 1980 kinach w postaci 125-minutowego filmu, który - choć ogółem skrócony względem oryginalnego materiału - zawierał więcej nagości i brutalnych scen, usuniętych podczas montażu wersji telewizyjnej. Później w telewizji pojawiła się dłuższa wersja serialowa. Po raz pierwszy na naszych ekranach serial zagościł w Nowy Rok 1985, kolejne odcinki wyświetlane były w niedzielne wieczory. Z miejsca przykuł przed telewizorami rzesze widzów. Podobnie jak w przypadku "Niewolnicy Isaury", serial wnosił w codzienne życie pewien powiew egzotyki. Niewątpliwie wpłynął też na zainteresowanie historią i kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni. Anjin-san, pan Toranaga i inni bohaterowie serii stali się stałymi gośćmi w naszych domach. Wielu ludzi tak planowało dzień, by obejrzeć kolejny odcinek.
Zdradzenie przebiegu fabuły byłoby zbrodnią, której nie zmyje nawet seppuku; tych, którzy serialu jak dotąd nie widzieli zachęcam do jak najszybszego nadrobienia zaległości. O jego sukcesie przesądziły wartka akcja, drobiazgowe odwzorowanie realiów feudalnej Japonii (kostiumy, scenografia) i przede wszystkim ponadczasowość historii o miłości, wojnie i zderzeniu dwóch odmiennych kultur. Za budującą klimat muzykę odpowiadał Maurice Jarre, ojciec pioniera muzyki elektronicznej Jeana Michel Jarre’a. Nie można zapomnieć również o kapitalnej grze Richarda Chamberlaina, czyli serialowego Blackthorne'a. Co ciekawe, nie był on pierwszym kandydatem do roli żeglarza. Producenci oraz autor książki z początku chcieli obsadzić w głównej roli Seana Connery’ego, ten jednak odrzucił propozycję. Innymi kandydatami byli Roger Moore i Albert Finney. Trudno dziś jednak wyobrazić sobie, by Chamberlaina mógł zastąpić ktoś inny. Dzięki rolom w serialach "Szogun" oraz "Ptaki ciernistych krzewów" Chamberlain zyskał nad Wisłą niesamowitą popularność. Kiedy w latach 90. przyleciał do Polski, aby odebrać Telekamerę "Tele Tygodnia" dla najpopularniejszej gwiazdy zagranicznej, witano go jak króla, a na jego cześć wydano uroczysty obiad w Łazienkach. Wizytę w Polsce aktor wspominał bardzo ciepło, zwłaszcza przechadzkę późnym wieczorem po warszawskiej Starówce.

Oprócz Chamberlaina w obsadzie znalazło się wielu innych świetnych aktorów. W rolę Toranagi wcielił się legendarny Toshiro Mifune, znany przede wszystkim z dzieł Akiry Kurosawy. Portugalczyka, Vasco Rodrigueza grał John Rhys Davies, którego młodsze pokolenie widzów kojarzy zapewne z roli krasnoluda Gimliego w ekranizacji "Władca Pierścien

Ciekawym zabiegiem było pozostawienie wszystkich kwestii wypowiadanych po japońsku w wersji oryginalnej. Producenci wyszli bowiem z założenia, że widz powinien wczuć się w pozycję zagubionego na obcej ziemi żeglarza i rozumieć tylko to, co on. Dlatego też dialogi japońskie nie były przełożone na angielski (wyjątkiem jest np. wewnętrzny monolog Toranagi w finale serialu); za tłumacza Blackthorne'owi służyła piękna lady Toda Mariko (w tej roli Yoko Shimada).

"Szogun" był też serialem, który zmienił oblicze amerykańskiej i światowej telewizji, gdyż przełamywał tabu dotyczące brutalności i seksualności - po raz pierwszy na małym ekranie pokazano sceny tortur, ścięcia głowy człowieka, załatwiania potrzeb fizjologicznych oraz nagie ciało kobiety (pamiętna scena kąpieli Lady Mariko). Tym samym "Szogun" przetarł szlak dla wielu późniejszych seriali. Wprawdzie na tle dzisiejszych historycznych produkcji jak "Wikingowie" czy "Piraci" wspomniane sceny mogą wydawać się dość niewinne, być może bez "Szoguna" owe serie mogłyby w ogóle nie powstać.

Na koniec warto wreszcie dodać o polskim akcencie w serialu. W rolę portugalskiego kapitana Ferreiry wcielił się Władysław Sheybal. Ten urodzony w 1923 roku w Zgierzu aktor, którego życiorys sam mógłby posłużyć za kanwę filmowego scenariusza (podczas II wojny światowej Sheybal za działalność konspiracyjną został aresztowany i skazany na śmierć, jednakże udało mu się uciec) w roku 1957 wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Gdy postanowił wrócić do aktorstwa, zmieniwszy uprzednio imię na łatwiejsze do wymówienia dla obcokrajowców Vladek, szybko odniósł sukces, grając w licznych filmach i serialach, najczęściej role charakterystyczne obcokrajowców i szwarccharakterów.
Wydawać by się mogło, że międzynarodowe sukcesy naszego rodaka powinny się stać chlubą dla ówczesnej Polski - nic bardziej mylnego. Władza ludowa nie darzyła "Vladka" zbytnią sympatią. Pozostając na Zacho¬dzie i grając w antyradzieckich filmach szpiegowskich (m.in. w "Pozdrowieniach z Rosji" z cyklu o Jamesie Bondzie) znalazł się na cenzurowanym, odmówiono mu nawet wizy wjazdowej na pogrzeb rodziców. Przez długi czas w stosunku do jego osoby panowała w PRL narzucona przez władze zmowa milczenia, co zaczęło ulegać zmianie dopiero w latach osiemdziesiątych. Do ojczyzny Władysław Sheybal już nie powrócił, choć dane było mu dożyć upadku Żelaznej Kurtyny, która go z nią rozdzieliła. Zmarł w Londynie w roku 1992.

Źródło: http://www.nostalgia.pl