czwartek, 22 czerwca 2017

Klatwa doliny wezy


"Źródło potęgi i mocy w dolinie tysiąca węży. I że mnie ponoć zabity przez moich strażników, Ty - Dobro Zły - idź. Płaski kamień, głowa węża. Ruszaj, nie ruszaj. Trzy razy Khuman. Wielki skarb i straszny mrok. Zapanujesz nad światem jeśli wyzwolisz potęgę i moc - Dobry, Zły - zginiesz. W znaczeniu poznania, nowe życie...." (fragment z tajemniczego transkryptu)








Pogranicze laotańsko-wietnamskie, listopad 1954. Na skraju dżungli ląduje ostrzelany przez partyzantów helikopter. Pilot Bernard Traven, poszukując wody, trafia do buddyjskiej świątyni, skąd rabuje drogocenną szkatułkę. Mnich rzuca klątwę... Sorbona, trzydzieści lat później. Wykład prowadzi Jan Tarnas, specjalista od starych tajskich rękopisów. Nieoczekiwanie pojawia się Traven prosząc profesora o rozszyfrowanie manuskryptu z tajskiej szkatuły. Podczas jego rozcinania w laboratorium nieoczekiwanie gaśnie światło i pojawiają się węże. Ich ofiarą pada monter reperujący oświetlenie. Przybywa policja, a wkrótce potem dziennikarka Christine Jaubert z redakcji "France Soir". Badając okoliczności śmierci poznaje Tarnasa. W willi Travena Tarnas z gospodarzem odczytują kartkę z manuskryptu. Ich ciekawość budzi przestroga przed "khumanem" - tajemniczym niebezpieczeństwem. Ponownie pojawia się jadowity wąż...

Kolejny - bodajże siódmy film Marka Piestraka, przez niektórych nazywany "Rodzimym Edem Woodem" uznaje się za jedną z najgorszych rodzimych produkcji. Jednak to co było nie do strawienia przez krytyków ówczesne pokolenie kinomanów uznawało polsko-radzieckiego "Indiana Jonesa" za najlepszy towar eksportowy. "Indiana Jones"? - Marek Piestrak kategorycznie zaprzecza by wzorował się na filmie z przygodami słynnego archeologa (chodzi o film "Poszukiwacze zaginionej arki")
"Zamiar zrobienia tego filmu narodził się jeszcze przed Indianą Jonesem. Chciałem to nakręcić dwa lata wcześniej, zanim tamten trafił na ekrany". Reżyser spóźnił się niestety o dwa lata. "Stanąłem przed wyborem : robić czy nie robić. Wiedziałm że "Poszukiwaczy zaginionej arki" nie przeskoczymy w rozmachu realizacyjnym, we wspaniałej inscenizacji... Ale scenariusz był gotowy, umowy z kontrahentami z Wietnamu i Estonii zawierane. Wszyscy mnie namawiali, żeby ten film zrobić. W takich warunkach, jakie były - trochę siermiężnych - duży przygodowy film powstał" - twierdził reżyser.
Scenariusz polskiego "Indiany Jonesa na miarę naszych możliwości" jak to określił jeden z internautów powstał w oparciu o opowiadanie "Hobby dr. Travena", które na początku lat 80. ukazywało się w odcinkach na łamach Przekroju. Autorem scenariusza był był Wiesław Górnicki, ukrywający się pod pseudonimem Robert Stratton - zmarły w 1996 roku pisarz i dziennikarz w latach 80. pełnił kilka ważnych funkcji państwowych (był m.in. bliskim współpracownikiem gen. Wojciecha Jaruzelskiego i autorem jego najważniejszych przemówień, m.in. tego z 13 grudnia 1981).

Doborowa obsada miała przyciągnąć również uwagę widzów. W filmie pojawiają się Krzysztof Kolberger, Roman Wilhelmi, Ewa Sałacka, Leon Niemczyk jednak widzowie zwracali uwagę na efekty specjalne a raczej mizerne ich próby stworzenia. Akcja filmu rozgrywała się w Paryżu i w dzikich ostępach dżungli na pograniczu Wietnamu i Laosu. Bohaterowie – polski profesor Jan Tarnas (Krzysztof Kolberger), tajemniczy czarny charakter Bernard Traven (Roman Wilhelmi) oraz dziennikarka Christine Jaubert (Ewa Sałacka) – przeżywają nieprawdopodobne przygody szukając tajemniczego artefaktu zaginionej cywilizacji.
"Robiliśmy to z Rosjanami w czasach schyłku ZSRR". - opowiada Piestrak - "Wszystko się sypało. Zrobili nam dekorację groty z grobowcami kosmitów, które nas nie zadowalały, woda niby się tam lała, ale nie tak jak trzeba. W grocie miał być potwór - ruchliwy i oślizgły. Okazał się sztywną makietą, która się w ogóle nie ruszała, itd., itp.
Mało tego. Budżet na film nie był zbyt duży więc Laos zastąpił Wietman. A helikoptera (na który twórcy filmu czekali na planie bity miesiąc) można było skorzystać tylko raz bo kiedy wyląduje to nie wzbije się ponownie bo ma za słabe akumulatory.
Doszło do tego że dżungla, która występowała w filmie została zastąpiona przez ... chaszcze. - Żeby udawać dżunglę, trzeba było przed kamerę Ryszarda Lenczewskiego wetknąć kawałek liścia, żeby wyglądało, że jest tu gęsto od roślinności - wspomina rozgoryczony filmowiec.

Kolejną sprawą to była kwestia wiszącego mostu przez który przechodzą nasi bohaterowie. Reżyser wyjaśnia "Robiliśmy ją na pograniczu absolutnego ryzyka. Ten mostek naprawdę tak wyglądał, jak wygląda na filmie. Ekipa trzymała się tych szczebli, poręczy i lian, aktorka wisiała nad tą rzeką - wprawdzie w jakiejś konstrukcji, którą przygotował nasz kaskader - ale rzeczywiście na rękach, mogła spaść ... Mieliśmy kilka godzin. Potem dowiedzieliśmy się, że podobną scenę u Spielberga kręcono dwa tygodnie na mostku zbudowanym na hali z kaskaderami i tak dalej ... Może tamta scena wyszła lepiej. Ale nasza była kręcona z narażeniem życia przez całą ekipę".
Warto też wspomnieć o najprzeróżniejszych dziwolągach i o efektach specjalnych, którymi zajął się stały współpracownik Piestraka, Janusz Król. On to bowiem zaprojektował wielkie wężopodobne monstrum, czychające na bohaterów w zakazanej świątyni oraz charakteryzację Igora Przegrodzkiego, który wskutek odrażającej metamorfozy zamienia się w monstrum z wielką kulą na czole (żarówki akurat nie były drogie) rodem z amerykańskich filmów grindhouse. Wszystko to odbyło się tanim kosztem bowiem były mocno ograniczone środki. Jednak mimo to, jak na tamte polskie czasy niektóre z tych "cudów specjalnych" wypadły dość przyzwoicie.

"Zdjęcia trickowe wyszły tak, jak wyszły, nie było mowy o komputerach czy innych środkach, którymi obecnie dysponuje kinematografia. Nie zawsze te lasery wychodzą prosto z oczu bogów, ale jakoś to wtedy zostało przełknięte. Teraz pewnie ludzie się śmieją, ale najważniejsze, żeby ten film nadal jakoś istniał" - mówi Marek Piestrak.
Mimo iż film, z dzisiejszego punktu widzenia wypadł naprawdę groteskowo to w momencie, kiedy wszedł na ekrany, wywołał istną furorę. W samej Polsce produkcja zgromadziła w kinach ponad milion widzów, ilość często nieosiągalną dla filmów współcześnie kręconych nad Wisłą. Jeszcze większo widownię zgromadził u naszych wschodnich sąsiadów gdzie w ZSRR film ten obejrzło ... 25 milionów widzów co było swoistym rekordem w naszej kinematografii i ostatnim sukcesem finansowym Marka Piestraka.
W 2010 roku „Klątwa Doliny Węży” ukazała się Polsce na DVD w serii wydawniczej Telewizji Kino Polska.


środa, 14 czerwca 2017

Jana z dżungli




"Jana z dżungli" (Jane of the jungle) to trzynastoodcinkowy serial animowany prosto ze studia Hanny Barbery. Bohaterką jest Jana, żeński odpowiednik Tarzana - blondowłosa amazonka żyjąca w południowoamerykańskiej dżungli, opiekująca się zwierzętami i pomagająca potrzebującym. Z czołówki dowiadujemy się że wraz ze swym ojcem podróżowała motorówką, kiedy wydarzył się wypadek. Uratowana przez wojownika Montaro, dzierżącego ze sobą magiczną włócznię (powodującą nawet trzęsienie ziemi przy zetknięciu się z gruntem) oraz przy pomocy doktora Bena - biologa badającego dziką przyrodę stara się pomagać ludziom i zwierzętom.



Także zwierzęta odwzajemniają się jej tym bowiem przybywają na jej wezwanie i starają się jej również pomagać. Szczególnie dwójka z nich towarzyszy jej przez cały krok. Są to biały jaguar Duch (Ghost, Goro) oraz szynszyla Tiko. Sama Jana jest ubrana jak przystało na amazonkę w czerwoną sukienkę bez ramiączek. Jej atrybutem jest naszyjnik, podarowany przez ojca chwile przed katastrofą. Naszyjnik ten działa jak bumerang bowiem rzucony przez bohaterkę wykonuje w powietrzu półkole przecinając swoją ostrą obręczą przeszkodę, którą napotka po czym wraca do właściciela.
Jana przez całą serię poszukuje zaginionego ojca, którego czołówka pokazuje że przeżył. Do pomocy w poszukiwaniach oraz w tarapatach oprócz swoich przyjaciół z chęcią też korzystała z pomocy innych zwierząt takich jak : Croco (krokodyl), Kachi (małpa), Peechu (papuga), Nacto (nietoperz), Slithor (wąż)

czwartek, 8 czerwca 2017

Wielka draka w chinskiej dzielnicy





Jack Burton to taki Indiana Jones, którego wszystko przerasta. Żyje dniem dzisiejszym i nie patyczkuje się czy go otaczają potwory, niezniszczalni ludzie czy nawet upiory. A z takimi przyjdzie mu się zmagać gdyż razem ze swym "wspólnikiem" - Wang Chi, wkraczają do Chinatown a raczej na ich tyły i stają się świadkami bitwy dwóch gangów a następnie pojawienia się złowieszczego Lo Pana, który jak się okazuje jest czarownikiem uwięzionym w ciele kilkusetletniego starca. Ów starzec by odczynić klątwę potrzebuje kobiety o zielonych oczach. Kobietą o zielonych oczach jest narzeczona "wspólnika" Burtona. Obydwaj wkrótce ruszają do podziemi Chinatown by poruszyć niebo i ziemię i odzyskać to co im się należy.


Reżyser filmu, John Carpenter nie ukrywał zamiłowania do westernu i szczerze powiedziawszy pierwszy scenariusz "Wielkiej draki" przenosił nas w czasy dzikiego zachodu. Pomysł upadł ale coś z dzikiego zachodu zostało bo w filmie mamy masę różnych bijatyk oraz salw zarówno z broni jak i salw ... śmiechu. Tym razem do scenariusza reżyser dodaje trochę magii i to chińskiej czarnej magii. Niestety, jak wieść niesie ta sama magia ma się pojawić w innym filmie - a mianowicie w "Złotym dziecku". Nie chcąc zbytniej klapy reżyser przyspiesza pracę nad scenariuszem i nad realizacją filmu. To mu się udaje bowiem "Wielka draka w chińskiej dzielnicy" swoją premierę ma w lipcu "Złote dziecko" zaś debiutuje w grudniu 1986 roku (pięć miesięcy później).


Kolejnym problemem było obsadzenie głównych ról. O ile w "Złotym dziecku" nie było z tym problemu bo główną rolę miał zagrać Eddie Murphy o tyle w filmie Carpentera zaczęły się schody. Początkowo główną rolę mieli zagrać albo Clint Eastwood albo Jack Nicholson jednak ze względu na terminy w innych filmach odmówili udziału. Później przyszła kolej na Kurta Russella, który jednak początkowo nie był zainteresowany scenariuszem gdyż nie określał on wyrazistości postaci Jacka Burtona. Po długiejj rozmowie z reżyserem i kilkukrotnym przeczytaniu scenariusza oraz wprowadzeniu zmian zmienił zdanie. Uznał, iż jego bohater nie jest aż tak do końca bohaterem bo jest zbyt pewny siebie i nie jest aż tak do końca doskonały. To taki Indiana Jones, którego wszystko przerosło :) Kurt Russel przez dwa miesiące przed rozpoczęciem zdjęć zaczął chodzić na siłownie oraz uprawiał biegi by złapać odpowiednią sylwetkę. Brał również lekcje sztuk walki.

Jednak postać grana przez Russela pomimo swojej postawy i odwagi jest mocno nieudolna. Mimo najszczerszych chęci i zgrywania twardziela, nie wszystko mu dobrze wychodzi. Nie wiadomo właściwie jaka była rola Jacka Burtona (poza tym czym wsławił się w finale) stąd też początkowa scena w której to Egg Shen rozmawia ze swoim prawnikiem.
Egg Shen: "Niech Pan zostawi Jacka Burtona w spokoju. Jesteśmy jego dłużnikami. Wykazał wielką odwagę."
Warto jeszcze dodać iż Carpenter chciał by rola Wang Chi została zagrana przez Jackie Chana jednak tamten, znudzony graniem w amerykańskich filmach zrezygnował z udziału. Szkoda. Sceny walk mogłyby wyglądać zupełnie inaczej.

Sama premiera w Stanach Zjednoczonych nie powaliła publiki. Zaczęto krytykować film że kosztem efektów specjalnych i akcji ucierpiała fabuła filmu. Na efekty specjalne wydano około 2 milionów dolarów, troszkę tego tam było ... najwięcej problemów sprawiła ekipie filmowej latająca głowa czyli szpieg Lo Pana. Była ona obsługiwana przez dziesiątki lalkarzy oraz tyle samo kabli odpowiedzialnych za jej mimikę. Sam film zarobił w Ameryce 11 milionów dolarów. Jednak, kiedy dotarł do Polski nikt z nas nie przejmował się kiepskim scenariuszem. Pochłaniając w Polsce amerykańskie produkcje chodziliśmy na ten film po kilka razy. Zubożały scenariusz nie był dla nas żadną przeszkodą - sale były przeważnie pełne i wszyscy bawiliśmy się razem całkiem dobrze.


środa, 31 maja 2017

Miś Yogi





Miś Yogi to kolejna fikcyjna postać prosto z amerykańskiej wytwórni Hanna-Barbera. Zadebiutował on jako postać drugoplanowa w serialu Pies Huckleberry w 1958 roku. Pierwszym odcinkiem, w którym się pojawił była "Wielka ucieczka". Tak się spodobał widzom, że trzy lata później dostał on swój własny serial.

 
Jak większość postaci ze studia Hanny-Barbery także i Yogi miał swoją własną osobowość a fabuła większości odcinków skupiała się na wygłupach Yogiego, zamieszkującego fikcyjny park Yellowstone. Miś bardzo uwielbiał jedzenie toteż większość czasu spędzał na pomysłach podbierania koszyków ze smałokykami przebywającym w parku turystom. Do swoich genialnych pomysłów korzystał z pomocy kompana - małego misia BooBoo. Jego zachowań nie pochwalał strażnik parku - Smith jak również niedźwiedzica Cindy - dziewczyna misia Yogi.



Filmy z Misiem Yogim pojawiły się u nas w czasach siermiężnego PRL-u w programie dla dzieci i młodzieży "ZWIERZYNIEC", który był chyba ulubionym miejscem do emisji seriali pochodzących ze studia Hanna-Barbera. Po jakimś czasie znikł z naszych ekranów by pojawić się na kasetach VHS z serii "Hanna Barbera".



Prócz krótkich siedmiominutowych odcinków Miś Yogi pojawił się także w serialu "Yogi, łowca skarbów". Bodajże był to serial emitowany jako kino Tik-Taka w latach 90-tych. 27 odcinków oraz poszukiwanie grupy Misia skarbu był tylko pretekstem do ponownego zaprezentowania postaci z kreskówek Hanny Barbery. Na pierwszej kasecie znalazł się odcinek w którym Miś Yogi pojawił się po raz pierwszy

wtorek, 16 maja 2017

Partnerzy



Dziadek przed swoją śmiercią wybiera dla swego wnuka nowego opiekuna. Jest nim sierżant Jake Rizzo. Chłopiec, który jest ostanim z wielkiego klanu wojowników pomimo swego bardzo młodego wieku zna doskonale wschodnie sztuki walki. Nabyte umiejętności bardzo mu pomogą z wybrnięcia wielu kłopotów a także w pomaganiu swemu opiekunowi w walce z przestępczym światem.


By jednak Jake mógł zostac opiekunem małego Erniego musi to udowodnić. Będzie się temu przyglądać Patricia Blake - oficer z biura ochrony nieletnich, która zaczyna się podobać sierżantowi Rizzo :) Mały Ernie zwany też "Ostatnim elektrycznym rycerzem" mógł liczyć na wsparcie swego opiekuna i Patricii a także na wsparcie duchowe nieżyjącego dziadka, który w przebłyskach świadomości pojawiał się i dawał mu duchowe porady. Tytułowi "Partnerzy" wspierając się wzajemnie przeciwstawiają się trudnościom codziennego. Obydwaj uczą się ze sobą żyć ze sobą i uczyć się zrozumienia dla siebie.


To zdjęcie wykonane na wystawie South Texas Collector's Expo 2015. Na górze mamy aktora Gil Gerarda, który w serialu "Partnerzy" zagrał policjanta, opiekuna Erniego a obok niego samego Erniego.
Na zdjęciu siedzi również Felix Silla, aktor, który z racji swych małych rozmiarów grał Ewoka w Gwiezdnych Wojnach a także m.in. małpie dziecko w "Planecie Małp".

"Hadziaaa!!" bądź jeszcze śmieszniej "Andziaaa!!" - to zapamiętała z nas większość oglądając serial "Partnerzy". Krzyki małego Erniego, który powalał na ziemię dużo starszych od siebie z taką łatwością jak huragan drzewa kiedyś nas zachwycały, dzisiaj jedynie wzbudzają w nas uśmiech na twarzy.
Serial "Partnerzy" (Sidekick) składający się z 23 odcinków zagościł u nas w sobotnie poranki na początku 1990 roku w programie "Drops". Poczynania małego Erniego oglądaliśmy z zapałem by potem na podwórkach próbować na kolegach, koleżankach lub drzewach wszelkie ciosy karate.


Idąc za ciosem w latach 90-tych wydano też książkę "Moc Erniego", której autorem był Stanisław Tokarski, pierwszy złoty judoka w Polsce. W książce autor oprowadzał czytelnika po krainie baśni i legend a chłopiec o imieniu Erni wraz ze swoim dziadkiem zapoznawał czytelnika z sekretami kung-fu. W książce tej można było znaleźć ćwiczenia różnych stylów, rady odnośnie zachowania, stroju, etykiety judo oraz kung-fu. Czyli jednym słowem to co wyczyniał Erni w serialu.

piątek, 5 maja 2017

Simon w krainie rysunków




Simon to mały chłopiec, który uwielbia rysować na pewnym płocie. Nie zdaje sobie z tego sprawy, że ten płot jest magiczny i każda narysowana tam postac ożywa (hmmm, przypomina mi się teraz Zaczarowany Ołówek). Ożywiona postać zaprasza Simona po drabinie do swej krainy. Przygody chłopca w krainie rysunków miały odzwierciedlenie z tym co robił w swoim realnym świecie np. jeśli to była wizyta w muzeum to za płotem czekał na chłopca dinozaur, jeśli Simon miał w domu imprezę to to samo działo się w krainie rysunków.


Serial "Simon w krainie rysunków" jest brytyjską produkcją, stworzona na podstawie książek Edwarda McLachlana. Pierwsze odcinki zostały wyprodukowane w połowie lat 70-tych. Każdy z nich liczył po około pięć minut i był emitowany w okolicach przerwy na herbatkę w Wielkiej Brytanii.

piątek, 21 kwietnia 2017

Czerwony Karzeł



 
Oto historia grupy (tak, grupy) dzielnych (hę?) i mądrych (ha ha!) zdobywców kosmosu, którzy przecierają nowe szlaki dla rasy homo sapiens...
Zaraz, zaraz, to chyba nie ten serial...


OK, „Red Dwarf” to rzeczywiście historia grupy (grupy, tak!) osobników tułających się po kosmosie, ale, po pierwsze, załoga składa się z postaci nieco nietuzinkowych, po drugie, niczego nie badają, lecz próbują zaspokoić swe społeczne potrzeby, a po trzecie, tak, jest to poniekąd sf, ale ze „Star Trekiem” ma tylko tyle wspólnego, że go parodiuje. Chyba. Nie znam się za dobrze na „Star Treku”. Ale podejrzewam. Bo przecież mamy tutaj gwiazdy i podróże gwiezdne... hm.
W każdym razie – głównym bohaterem jest Dave Lister, który przypadkiem zasypia na pokładzie tytułowego „Red Dwarfa”, statku kosmicznego, w XXI wieku, a budzi się trzy miliony lat później. Jak się okazuje, nie tylko reszta załogi już dawno temu kopnęła w kalendarz, ale i cała ludzkość najpewniej też zakończyła swe bytowanie. Człek o słabszej psychice dawno by się załamał, ale nie Dave! On postanawia wrócić na Ziemię, choć w gruncie rzeczy nic ciekawego nie może tam znaleźć. Żeby jednak nie był zbyt samotny i nie wchodził w interakcje z samym sobą (takowe zazwyczaj są dziwaczne, a czasem niesmaczne) autorzy dorzucili mu kilka postaci do towarzystwa – komputer pokładowy (Holly), hologram kolegi (Listera, nie komputera), Arnolda Judasa Rimmera i istotę zwaną Kotem, przedstawiciela rasy powstałej z potomków kotki Dave'a, Frankensteina (w późniejszych odcinkach dorzucają jeszcze mechanoida Krytena).

Przyznam bez bicia, że „Red Dwarf” jest jedną z moich ulubionych komedii angielskich i to z trzech powodów: 1) postaci 2) genialne pomysły twórców 3) wyśmianie science fiction. Postaci są naprawdę bardzo sympatyczne, a dodatkowo ich pomysły często są, hm, intrygujące (szczególnie zapadł mi w pamięć sposób, w jaki Lister chciał przekonać przedstawicieli obcej cywilizacji, że na jego statku nie ma ludzi ;) ). Jednakże moim faworytem pozostaje Rimmer – gość rzuca po prostu świetnymi tekstami, a scena, gdy w pierwszym odcinku po raz tysięczny próbował zdać egzamin, chyba na zawsze pozostanie w mej pamięci :) Jeśli chodzi o zakręcone pomysły twórców, to jest z czego wybierać – od planety, na której wszystko dzieje się wspak do zmieniającego kształt potwora, który atakuje Dave'a, podszywając się pod... kiełbasę ;)
A wyśmianie sf? Po pierwsze, przecież ten film to prawie stuprocentowa parodia „Star Treka”(jak już pisałem, na „Star Treku” się nie znam, ale podejrzewam, że odwiedzanie kolejnych, coraz dziwniejszych planet, jest w istocie startrekowe), a to jeden z najbardziej znanych przykładów sf w historii. Po drugie- nie da się ukryć, że science fiction to gatunek, który w dużej mierze opiera się na schematach – obcy, podróże kosmiczne, podróże w czasie, szaleni naukowcy, którzy chcą wysadzić cały Wszechświat (z sobą włącznie... upsss...) etc. etc. „Red Dwarf” nawet nie parodiuje tych wszystkich fabularnych skostnień i skamielin, on je tylko lekko... hiperbolizuje (lekka hiperbolizacja, cóż za oksymoron! :P ). Bo tak naprawdę ponad sto lat istnienia gatunku sprawiło, że od niektórych schematów już trudno uciec - kolejne produkowane na poważnie utwory stają się śmieszne dla starego wyjadacza, który to samo widział już w stu dwudziestu innych tekstach i uśmiecha się z lekkim zażenowaniem, czytając o kolejnej inwazji obcych na kraj dolarem i whiskey płynącym. Większość humoru „Czerwonego karła” opiera się więc na sprytnym używaniu schematów i ukazaniu miejsc, w których używana od prawie wieku tkanina zaczyna się przecierać jak zbyt często kąpana gumowa kaczka (ha!).
„Red Dwarf” wyróżnia się również na tle innych produkcji Brytyjczyków specyficznym klimatem – i to nic dziwnego, skoro nie ma (chyba!) drugiego angielskiego sitcomu osadzonego w kosmosie. Nie dziwi mnie również jego popularność, dzięki której dwa razy wracał na antenę BBC po, wydawałoby się, ostatnim sezonie z roku 1999. Pierwszy powrót miał miejsce w 2009 roku, a drugi... w tym! Ha ha, naprawdę! Tych odcinków jeszcze nie widziałem, ale już zacieram ręce, by je ujrzeć! I miejmy nadzieję, że na tym jednym sezonie się nie skończy i „Red Dwarf” reaktywuje się na dobre!

Czarna Żmija




 
Uf, formuła tego serialu jest bardzo dziwna z tego prostego względu, że tak naprawdę są to cztery seriale, powiązane jedynie postacią... chociaż nie, postacią też nie, bo to cztery różne postaci... dobra, powiązane ze sobą osobą Rowana Atkinsona (Jasia Fasolę kojarzysz? ;) ) i opowiada o... hm, dziejach rodu Blackadder. A żeby było śmieszniej, serii jest więcej niż cztery... eeee... dokładnie to chyba z dziesięć, ale tylko cztery to seriale telewizyjne, więc nimi się zajmiemy.
Każda z serii osadzona jest w innym okresie historycznym – pierwsza w mrocznym średniowieczu, druga w wieku XVI, trzecia w XIX, czwarta podczas I Wojny Światowej. We wszystkich Atkinson wciela się w podejrzanie-podobnych-do-siebie-przodków-potomków o identycznych imionach (Edmund), identycznej twarzy i podobnym charakterze (chociaż pierwszy Edmund najbardziej odstaje od reszty – bardziej przypomina wioskowego głupka, trochę w stylu Jasia Fasoli, nie ma w sobie wiele ze szczwanego, cynicznego oportunisty, którym to staną się jego potomkowie).

Tedy (od „więc” nieładnie zacząć zdanie, stąd to „tedy” ;) ) tak naprawdę obserwujemy dzieje rodu szlacheckiego, a nie konkretnej postaci, co samo w sobie jest zabiegiem interesującym i pewnym novum. Zabawne, jak kolejni Edmundowie stają się coraz przebieglejsi i coraz bardziej nieprzyjemni, a ród coraz bardziej ubożeje (w pierwszej serii głupkowaty główny bohater przypadkiem pomógł zdobyć rodzinie wysoką pozycję w społeczeństwie angielskim, w kolejnych próbuje zdobyć fortunę, lecz niezbyt mu to wychodzi). Co jeszcze zabawniejsze – choć najbardziej odpowiadało mi tło historyczne pierwszej serii, to jednak im dalej w las, tym więcej drzew, jak to powiada mądrość ludowa i każda kolejna jest lepsza od poprzedniej.
Jako że jest to produkcja z udziałem Rowana Atkinsona (a często i napisana przez Atkinsona) spodziewać się możemy całej masy absurdalnych, niesamowicie zabawnych sytuacji (choć niektórzy uznać mogą je za bardziej głupie niż zabawne ;) ) i... całkiem dobrej fabuły! O tak, jak na absurdalną komedię angielską jest to osiągnięcie dość spore!

I sam Atkinson radzi sobie nad wyraz dobrze – jeżeli ktokolwiek z Was kiedykolwiek i gdziekolwiek wątpił w jego zdolności aktorskie, niech obejrzy sobie ten serial!
Może jestem nieco mało obiektywny (choć przecież „nie istnieją fakty, jedynie interpretacje”), bo to jeden z moich seriali i muszę być nad wyraz subiektywny, ale „Czarna Żmija” jest w(y)dechowa! To prawie opus magnum Rowana Atkinsona (prawie, bo jest jeszcze pierwsze miejsce na tej liście) i rzecz, z którą warto się zapoznać.


Gang Olsena


Gang Olsena (Olsen-banden) to seria czternastu duńskich, kryminalnych komedii filmowych, opowiadających o fikcyjnym duńskim gangu sympatycznych przestępców-nieudaczników. Większość filmów, które nakręcono w latach 1969 - 1998 rozpoczyna się niezapomnianą sceną opuszczania więzienia przez szefa gangu Egona Olsena, który z prawdziwą dumą informuje oczekującym go współpracowników o kolejnym ambitnym genialnym planie, mający przynieść upragnione miliony i emeryturę na Majorce. Koronkowo przygotowane skoki prawie zawsze kończą się klapą i powrotem Olsena do zakładu penitencjarnego w Kopenhadze. Trzynaście pierwszych odcinków serialu wyreżyserował Erik Balling. Po siedemnastu latach przerwy w 1998 roku nakręcono ostatni, czternasty odcinek, który reżyserowali: Tom Hedegaard i Morten Arnfred. Podczas realizacji zdjęć zmarł nagle Poul Bundgaard (czerwiec 1998) grający rolę, Kjelda Jensena. Ostatni odcinek Gangu Olsena został zrealizowany bez udziału filmowej żony Kjelda - Yvonne Jensen (Kirsten Walther), która w lutym 1987 roku zginęła wraz ze swoim mężem w wypadku samochodowym.

Nieodłącznym elementem serialu są policjanci, którzy depczą Gangowi Olsena po piętach. Na pierwszy plan wysuwają się nieporadni detektywi/inspektorzy Mortensen (Peter Steen), Jensen (Axel Strobye) i Holm (Ole Ernst).

Cztery główne role serialu Gang Olsena:

Egon Olsen (Ove Sprogoe) - mózg gangu, niewysoki, dystyngowany w wyglądzie, z nierozłącznym melonikiem i cygarem, słynie z genialnych planów. Specjalizuje się w otwieraniu sejfów produkcji Franza Jägera z Berlina.

Benny Frandsen (Morten Grunwald) - kierowca gangu, często się śmieje, kobieciarz; posiada dziwny krzywy wihajster, dzięki któremu otwiera drzwi, wygrywa na jednorękim bandycie, wyciąga drobne z automatu z papierosami itp. Benny często używa słów Skide godt – „Klawo jak cholera”

Kjeld Jensen (Poul Bundgaard) - bojący się krzykliwej żony tęgi członek gangu w okularach, nieustannie przestraszony sytuacją, w jakiej się znalazł. Kjeld nigdy nie rozstawał się ze swoją torbą lekarską, w której nosił narzędzia potrzebne do kolejnych włamań. Wśród przedmiotów zgadujących się w torbie Kjelda były m.in. stetoskop, talk i rękawiczki Egona, który używał ich do otwierania sejfów Franza Jagera z Berlina.

Borge Jensen (Jes Holtso ) - rezolutny i bardzo pojętny syn Kjelda i Yvonne, który został wykorzystany przez gang w kilku skokach.

Yvonne Jensen (Kirsten Walther) - niezapomniana żona Kjelda, która skutecznie wyprowadzała z równowagi planującego nowe napady Egona.

czwartek, 16 marca 2017

Co ludzie powiedzą?


No właśnie, co ludzie powiedzą, widząc, że stawiam ten dość niepozorny – acz dość popularny – serial wyżej od samego Monty Pythona? Czy stanę się pośmiewiskiem wszystkich fanów humoru angielskiego? Czy ktoś wsadzi mi do skrzynki pocztowej złośliwego pytona (pun intended!) albo wyśle w kopercie jadowitego pająka (oczywiście w kopercie z dziurkami na wentylację, o zwierzątka należy dbać)? Nie wiem. Ale wiecie co? Nie boję się Was! I tak nie wiecie, gdzie obecnie przebywam, ha ha ha!
W porównaniu do innych, odlotowych seriali z tej listy, „Keeping Up Appearances” jest historią dość zwyczajną i całkiem prawdopodobną. Oto bowiem Hiacynta Bucket (którą zresztą chce, by tytułować ją Bouquet – ciekawe, dlaczego? ;) ), przedstawicielka angielskiej klasy średniej, wiedzie sobie spokojne życie na przedmieściach i wydaje się, że nie ma zbyt wielu problemów poza... no właśnie! Zachowywaniem pozorów! I martwieniem się, co ludzie powiedzą. Pani Bucket (ups, Bouquet) pragnie bowiem być postrzegana jaka dama, spadkobierczyni dobrego, angielskiego wychowania, a swą rodzinę kreuje niemalże na szlachtę. Tak więc zdanie sąsiadów jest dla niej bardzo ważne, a jedynym sensem i celem jej życia jest udawanie kogoś, kim w istocie nie jest.
Nie trzeba być geniuszem (choć oczywiście sami geniusze ten blog czytają ;) ), by domyślić się, że to komedia pomyłek i jedna wielka farsa – Bucket, by podtrzymać iluzję pochodzenia z klasy wyższej (w co raczej jej sąsiedzi nie wierzą) i pokazania znajomym, iż jest od nich lepsza, często musi uciekać się do takiej ekwilibrystyki, że głowa mała. A rodzina nie podziela jej lordowskich zapędów – ojciec to dość niesforny starszy pan, mąż marzy tylko o tym, by wyrwać się spod wpływu Hiacynty, a syn – wieczny student, interesujący się jedynie, hm, kolegami – ciągle kombinuje, jakby tu od rodziców wyciągnąć forsę na kolejne eskapady.

Źródło: http://lesnygnom.blogspot.com

Tylko głupcy i konie


Ten serial jest dla Anglików tym, czym dla Amerykanów „Hooneymooners” (albo lepiej - „Świat według Bundych”), a dla nas... hm, „Świat według Kiepskich”? Oto dość stereotypowa brytyjska rodzina, Trotterowie, starają się nie tylko podnieść swój status społeczny, wydać się innym zamożniejszymi, niż są w istocie, ale także „tak robić, żeby zarobić, a się nie narobić.” Główny bohater serialu, Del Boy wymyśla coraz to nowsze i ciekawsze pomysły na zarobienie jak największej fortuny jak najmniejszym kosztem. Zazwyczaj próbuje hazardu lub oszustw (a czasami jednego i drugiego, jak np. w odcinku „Modern Men”, gdzie w sprytny sposób robi w konia barmana ;) ), ewentualnie sprzedaży dóbr, które „wypadły z tyłu ciężarówki” (dla tych, co teraz są zaspani i nie kumają – chodzi o dobra kradzione), najchętniej jednak stawia na jak najbardziej wymyślne i skomplikowane plany, przy których wysiadają nawet zakręcone idee Ferdynanda Kiepskiego.
Najlepszą postacią serialu jest jednak moim zdaniem brat Del Boya, Rodney, sympatyczny, facet, któremu trochę brakuje siły przebicia. A szkoda, bo mądrzejszy jest od swego brata i bardzo szybko zauważa nielogiczności wszystkich jego planów i pomysłów, nim jednak jest w stanie przemówić mu do rozsądku, zazwyczaj jest już za późno. Genialne są też jego interakcje z bratankiem, Damianem, którego podejrzewa o bycie Antychrystem (ci, którzy wiedzą, dlaczego, mogą sobie uścisnąć prawice i uśmiechnąć szeroko).
Jak nietrudno się domyślić, twórcy oparli cały humor serialu na piętrzeniu coraz to większych trudności przed grupą dość nietuzinkowych herosów i obserwowaniu, jak – próbując się z nich wyplątać – bohaterowie coraz bardziej gmatwają całą sytuację. A widzowie oczywiście dobrze się bawią, oglądając cierpienia bliźnich. Cóż, taką mamy sadystyczną naturę, he he he! :P
Dodam jeszcze, że to ulubiony serial komediowy samych Brytyjczyków. Nic dziwnego, skoro opowiada o perypetiach dość stereotypowej, ale jednak najbardziej angielskiej ze wszystkich sitcomowych rodzin. Nie znaczy to jednak, że nie-Brytyjczycy będą się na tym filmie nudzić, o nie! Polecam.
Źródło: http://lesnygnom.blogspot.com

Czarnoksiężnik z krainy Oz



Zastanawiałem się czy ktoś w dobie tego co wspominamy jeszcze pamięta "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Wszakże sporo było filmów i bajek na ten temat ale ja chciałem się skupić oczywiście na nostalgicznej bajce ...

  
O czym to było ? Ano bajka ta powstała na podstawie książki L. Franka Bauma. Mała Dorotka zostaje przeniesiona na skrzydłach huraganu z rodzinnego Kansas do zaczarowanej krainy, rządzonej przez Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu. Bardzo chce wrócić do domu, postanawia zatem zwrócić się do Czarnoksiężnika o pomoc. Podczas wędrówki przyłączają się do niej kolejno: Strach na Wróble, Blaszany Drwal i Tchórzliwy Lew. Każdy z nich ma jakąś prośbę do władcy, ale na miejscu okazuje się, że Czarnoksiężnik nie należy do najsympatyczniejszych osób...
  
I tyle teorii. Przygody Dorotki i jej przyjaciół w krainie czarnoksiężnika Oza były emitowane w niedzielnej wieczorynce. Daty emisji nie pamiętam ale rok produkcji tej japońskiej bajki datuje się na 1984 więc to mogłobyć w tych latach. Może to był rok 1986 a może wcześniej. Nie wiem czy telewizja polska emitowała wszystkie odcinki bowiem było ich 52 czyli emisja musiałaby trwać cały rok.

Źródło: http://www.nostalgia.pl

poniedziałek, 27 lutego 2017

Ośmiornica

włoski serial kryminalny z roku 1984, w reżyserii Damiano Damianiego, dotyczący problemów związanych z mafią. Scenarzystą serialu był Ennio de Concini, muzykę do filmu stworzył Riz Ortolani. W Polsce emitowany w czwartkowe poranki w 1987 roku.
 Głównym bohaterem serialu jest komisarz Corrado Cattani, który wraz z żoną i dwunastoletnią córką przenosi się z Mediolanu do Trapani na Sycylii, aby zastąpić zamordowanego szefa wydziału kryminalnego tamtejszej policji, Augusto Marineo. Cattani poznaje młodą hrabiankę Titti Pecci Scialoję, której matka popełniła samobójstwo tej samej nocy, w której zginął Marineo, jednak śledztwo w tej sprawie zostało zbyt szybko zakończone.
Nowy komisarz próbuje rozwikłać zagadkę. Ślady prowadzą do miejscowego bossa mafijnego, Cirinny. W trakcie tego śledztwa Cattani zakochuje się w Titti, która jest, jak się okazuje, dziewczyną bossa. Ciągła stresująca praca oraz romans z młodą hrabianką sprawiają, że małżeństwo Cattaniego rozpada się. Żona Elsa wraca na północ, natomiast ich córka Paola zostaje z ojcem.
Po rozpadzie związku małżeńskiego Cattani natrafia na ślad siatki narkotykowej, która powiązana jest z jednym z sycylijskich banków. Pod wpływem sukcesów w działaniach komisarza mafia porywa mu córkę, a w zamian za uwolnienie Paoli żąda, by komisarz wykradł i przekazał mafii obciążające ją dowody w sprawie. Cattani przyparty do muru wykonuje polecenia mafii. Córka komisarza zostaje uwolniona, a ten dalej pełni swoje obowiązki. Wraz z rozwojem wydarzeń giną kolejne osoby powiązane ze śledztwem.

Policjanci z Miami

Serial opowiada historię dwóch policjantów z wydziału obyczajowego w Miami. James "Sonny" Crockett (Don Johnson) i Ricardo "Rico" Tubbs (Philip Michael Thomas) są detektywami pracującymi pod przykrywką. Ich alter ego to Sonny Burnett - szmugler i dystrybutor narkotykowy oraz Rico Cooper - zamożny przedsiębiorca z poza Miami. Wraz z kolegami z wydziału toczą zażarty bój ze zorganizowanymi kartelami narkotykowymi i innymi rodzajami przestępczości w stanie Floryda.


Do powstania serialu przyczyniły się między innymi popularność stacji muzycznej MTV, która zwłaszcza w latach osiemdziesiątych poszczycić się mogła sporą oglądalnością oraz amerykańskie prawo zezwalające na używanie policyjnych depozytów, w skład których wchodziły pieniądze, narkotyki i inne przedmioty zarekwirowane w trakcie przestępstw. To dało scenarzystom pole do popisu. Miami było stolicą kwitnącego handlu kokainą oraz nieustającą areną konfrontacji między kartelami kolumbijskimi i kubańskimi. Pod względem fabularnym z serialem nie jest inaczej. To grzeszna metropolia, gdzie narkotyki, korupcja, hazard, prostytucja i zabójstwa są na porządku dziennym.


Produkcja poszczycić się może imponującym zestawem gościnnej obsady. W "Policjantach z Miami" wystąpiło sporo zarówno ówczesnych, jak i przyszłych gwiazd dużego ekranu, mistrzów drugiego planu, a także kilku znanych przedstawicieli ze świata muzyki rozrywkowej.

Magia serialu tkwi również w instrumentalnej oprawie muzycznej zilustrowanej przez Jana Hammera. Były muzyk jazz-rockowego zespołu Mahavishnu Orchestra do napisania muzyki wykorzystał wszelkiego rodzaju elektronikę w postaci syntezatorów, keyboardów, sampli oraz elektrycznej perkusji. Michael Mann dał Czechowi wolną rękę w skomponowaniu ścieżki dźwiękowej i efekty tego przyzwolenia są bardzo miłe dla uszu. Hammer to kompozytor, który czuje dźwięk całym sobą. Na luźnym tonie napisał muzykę eksperymentując z rożnymi gatunkami, takimi jak smooth jazz, muzyka klasyczna, blues czy new age. Chociaż to "Crockett's Theme" stał się muzycznym przebojem roku 1984, to jednak na szczególną uwagę zasługują dwie podobne, choć radykalnie inne kompozycje - temat główny z czołówki serialu oraz "Miami Vice Theme".


Produkcja nadała nowy wymiar w kierunku mody. Bohaterowie nie są odziani w tradycyjne mundury policyjne, lecz w stylowe marynarki, kurtki, koszulki i garnitury włoskiej marki. Ciuchy gliniarzy zapoczątkowały trend, który był wyznacznikiem męskiej mody.

Gdybym miał wyróżnić kogoś z aktorów wcielających się w postacie pierwszego planu, to z pewnością na to zasługuje główna gwiazda serialu. Don Johnson wykreował gliniarza-herosa, który stał się ikoną kultury popularnej oraz propagatorem luzackiego stylu życia. Sonny Crocket to zarówno heroiczny jak i nieprawdopodobnie wrażliwy typ osobowości. Takie połączenie sprawiało, że męska część widowni chciała być nim, a żeńska z nim. Za tę kreację Johnson otrzymał w 1985 roku nominację do Emmy dla najlepszego aktora w serialu telewizyjnym. Drugim z wyróżnionych jest Edward James Olmos, który zagrał twardziela na wzór bohaterów ze starych westernów i kryminałów. Porucznik Castillo to małomówny mężczyzna o kamiennej twarzy - bezwzględny lecz sprawiedliwy.


Od premiery pierwszego odcinka "Policjantów" minęło w tym roku 30 lat. Serial w ciągu pięciu lat naliczył sobie 111 odcinków. Ta telewizyjna produkcja kryminalna aż obfituje w zapierające dech turystyczne widoki, piękne kobiety, pościgi za bandytami, strzelaniny, nieoczekiwane zwroty akcji oraz wątki komediowe i dramatyczne. Wszystko to podkreśla fenomen telewizyjnej produkcji Manna.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Panna z mokrą głową

Tytułowa "panna z mokrą głową" to Irenka Borowska, pełna życia i energii panienka z dobrego domu. Trzynastolatka wiedzie radosny i beztroski żywot, ugania się po okolicy z wiernym czworonożnym przyjacielem, psem Drabem.

Wszędzie jej pełno, jest ciekawa wszystkiego, chce wiedzieć co dzieje się w rodzinnym dworku i obejściu. Tymczasem nad domem państwa Borkowskich zbierają się ciemne chmury. Są lata trzydzieste, trwa kryzys. Majątek rodziny podupada...

Pewnej nocy uwagę Irenki przyciągają tajemnicze odgłosy, dobiegające z kuchni. Wspomagana przez wiernego Draba nieustraszona nastolatka przepędza złodzieja.

Wszyscy są zaniepokojeni zuchwałym czynem panienki. Aby nieco poskromić jej temperament, rodzina zatrudnia prywatnego nauczyciela, pana Podkówkę. Tymczasem w dworku dzieje się coraz gorzej. Ojciec, zadłużony u niejakiego Zgierskiego, po kawałku wyprzedaje łąki i las. Podczas wycinki drzew ginie przywalony dębem. Majątek Borowskich zostaje zlicytowany. Irenka postanawia pomóc matce i w tajemnicy przed nią udaje się do Warszawy, do bogatej ciotki. Niestety, nie zastaje jej w domu. Okazuje się, że ciotka wyjechała do Zakopanego. Irenka podąża za nią, ale znowu nie dochodzi do spotkania. Wkrótce jednak szczęście się uśmiecha do dziewczyny.


Większa część filmowych wydarzeń rozgrywa się w dworku w Turowej Woli, odległej od Warszawy ok. 60 km. Główną rolę reżyser powierzył 13-letniej wówczas Paulinie Tworzyańskiej. Przyjechała na zdjęcia próbne z Bielska-Białej wraz z trzema koleżankami, najzdolniejszymi uczestniczkami tamtejszego Teatru Ekspresji Dziecięcej. Pokonała blisko trzy tysiące dziewcząt z całej Polski, które marzyły o roli "panny z mokrą głową". Jak ocenił reżyser - to duży talent aktorski, dziewczyna niezwykle wrażliwa, błyskotliwa, umiejętnie wykorzystująca w swojej roli to, co podpatrzyła u profesjonalnych wykonawców. A miała szczęście zagrać u boku wspaniałych aktorów. Jako rodzice niesfornej Irenki wystąpili Anna Nehrebecka i Marek Kondrat, przezabawne postaci ciotek stworzyły Iga Cembrzyńska i Hanna Stankówna, poczciwego doktora Lipienia zagrał Marian Opania, wyniosłą acz w istocie dobrą hrabiną Opolską była Beata Tyszkiewicz. Nawet w rolach drugoplanowych pojawili się znakomici aktorzy: Anna Dymna jako właścicielka pensjonatu w Zakopanem, Jerzy Bińczycki - zacny ksiądz proboszcz, Anna Milewska - babunia, czy wreszcie Cezary Domagała jako tenor słynny na dwóch półkulach, bo trzeciej po prostu nie ma. Furorę na planie zrobił synek Jana Frycza, Antoś, jako 8-letni braciszek Irenki. Atutem filmu są też przebojowe piosenki, ze słowami Wojciecha Młynarskiego i muzyką Jerzego Matuszkiewicza, legendarnego "Dudusia".







Szaleństwa panny Ewy



Serial w stylu retro, przywołujący barwne lata 30., zrealizowany według powieści Kornela Makuszyńskiego. Książka powstała w 1940 r. i była swoistym głosem w obronie wartości utraconych. Zresztą z całej twórczości tego pisarza emanuje pogodna afirmacja życia i fascynacja urokiem "bezgrzesznych lat" dziecięcych i młodzieńczych.

Szczególny klimat wykreowanego przez niego świata - idealistycznego, utopijnego, ale nasyconego liryzmem i humorem - od dawna zachęcał reżyserów do ekranizacji jego utworów ("O dwóch takich co ukradli księżyc", "Szatan z siódmej klasy", "Awantura o Basię", animowane "Przygody Koziołka Matołka" i inne). Reżyser Kazimierz Tarnas, także zauroczony aurą pisarstwa Makuszyńskiego, wziął również na warsztat "Pannę z mokrą głową" i ostatnio "Awanturę o Basię". Odtwórczynię roli tytułowej wybrał drogą konkursu spośród przeszło 300 dziewcząt, które zgłosiły się na eliminacje ("z konkursu" był również jej nieodłączny towarzysz, pokraczny Rolmops, kundel "z piekła rodem"). Dorota Grzelak, wtedy świeżo upieczona licealistka, swoim osobistym urokiem przydała wiarygodności filmowej Ewie, rezolutnej pannicy ciągle wściubiającej nos w nie swoje sprawy, trochę zwariowanej, odrobinę naiwnej, która swoim uśmiechem, serdecznością i niewzruszoną wiarą w zwycięstwo dobra zmienia życie ludzi wokół siebie. Zgorzkniałym przywraca radość, biedaków ratuje przed nędzą, kojarzy nieszczęśliwie zakochanych.

 Warszawa, 1932 rok. Bakteriolog, dr Tyszowski, musi wyjechać do Chin, gdzie wybuchła epidemia. Ewa z wielkim żalem rozstaje się z ukochanym ojcem, który jest dla niej także wspaniałym kolegą. Ciotka Halicka załatwia jej pokój w mieszkaniu państwa Szymbartów. Po serii konfliktów, głównie z powodu psa Ewy, którego pani Szymbartowa nie znosi - ale tak-że protestując przeciwko jej metodom pedagogicznym stosowanym wobec córki Zosi - dziewczyna ucieka przez okno. Świadkiem tego wydarzenia jest młody malarz Jerzy. Przedstawm Ewę swej matce, która - po wysłuchaniu mrożącej krew w żyłach opowieści o tyranii Szymbartowej - uzgadnia z dotychczasową opiekunką, że do powrotu dr. Tyszowskiego Ewa będzie mieszkać u nich.

Tego samego dnia dziewczyna słyszy, że Jerzy odbiera bardzo przykry telefon. Właściciel domu, niejaki Mudrowicz, domaga się spłaty długów wynoszących 10 tysięcy złotych. Nazajutrz Jerzy bez powodzenia próbuje sprzedać swoje obrazy.

Ewa przejmuje inicjatywę. Nic nie mówiąc Zawidzkim bierze kilka płócien i ubezpieczana przez pana Szymbarta, czekającego na ulicy, składa wizytę Mudrowiczowi. Potworny, bardzo bogaty i samotny staruch, nie opuszczający ponurego mieszkania, zostaje przez Ewę odmieniony. Przyjmuje obrazy Jerzego za 2 tysiące, pozostałą część długu pozwala spłacać w dowolnych ratach. Do sąsiedniego domu sprowadzają się państwo Zawiłowscy z uroczą córką Basią. Między nią a Jerzym rodzi się uczucie od pierwszego wejrzenia. Tymczasem okazuje się, że pani Szymbartowa wpędziła Zosię w ciężką gruźlicę. Ubogich rodziców stać na opłacenie tylko miesiąca pobytu córki w sanatorium...

Źródlo: wikipedia, filmPOLSKI

niedziela, 12 lutego 2017

Denver Ostatni Dinozaur



Denver Ostatni Dinozaur to jedna z tych kreskówek, które bardzo miło wspominam z dzieciństwa. Animacja opowiada o przygodach grupy przyjaciół: Mario, Wally, Charlie (w oryginale Shades), Jerry, Casey, Heather oraz tytułowy Denver dinozaur. Ekipa wpada w każdym odcinku w różne interesujące tarapaty. Przygody zwariowanej paczki typowo amerykańskich przyjaciół (deskorolka, bmx, hawajskie koszule, trwała ondulacja i baseny w ogrodzie) mają nadal wielu fanów na całym świecie. Dlaczego tak się dzieje?

Podejrzewam, że jedną z przyczyn jest umiejętne łączenie w tej serii dobrej zabawy, ciekawego scenariusza i walorów edukacyjnych. Fajne historie przemawiają do dzieciaków a edukacja podoba się rodzicom. Dzięki temu serialowi dziecko dowie się na przykład jak wyglądał Stegozaur, albo czym odżywiały się zwierzęta w prehistorii. Mistrzostwo polega tutaj na tym, że nie jest to wiedza przedstawiana dzieciakom w nudny, szkolny sposób. Dzieciaki znajdują Denvera podczas wycieczki do muzeum historii naturalnej. Skoro mamy muzeum, to dlaczego nie powiedzieć kilku zdań na temat tego, że w smole zachowują się kości albo czegoś o rozmiarach mamutów. Takie sceny są zazwyczaj krótkie i zupełnie nie przeszkadzają w rozwoju akcji! I takie powinny być dobre kreskówki. Dostarczające zabawę i przelewające trochę wiedzy w małe mózgi.

Mimo, że jestem gorącym przeciwnikiem robienia piosenek w Polskiej wersji (jeśli oryginalnej nic nie dolega), to tutaj wyszło to naprawdę dobrze. Tekst, głosy i cała oprawa jest zgrabna i trudno potem nie nucić „Denver, ostatni dinozaur, to jest kumpel z przed milionów lat…”

Tutaj możecie posłuchać piosenki z intro w wersji polskiej:



No i jest jeszcze ta piosenka tytułowa.
Na na na na na nana na na nana nana na na na…


Źródło: https://tzzad.wordpress.com






He-man



He-Man – obdarzony nadprzyrodzoną siłą człowiek. Na co dzień książę Adam, który odgrywa rolę nieporadnego tchórza, by nikt nie odkrył jego powiązań z He-Manem. Zmienia się w He-Mana za pomocą miecza, który otrzymał od Czarodziejki, używając słów "Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj" (lub także Mam Władzę). Mocą został obdarzony przez Czarodziejkę, kobietę ze skrzydłami, strażniczkę magii ukrytej w zamku Posepnego Czerepu (ang. Castle Grayskull (źródło : www.wikipedia.pl)



Pierwszy odcinek tego serialu został wyemitowany w telewizji w 1983 natomiast u nas pojawił się w połowie lat osiemdziesiątych i był nadawany w czwartkowe popołudnia - bodajże około godziny 19:00 w programie drugim Telewizji Polskiej (był bądź co bądź konkurencją dla dobranocek nadawanych w tym samym czasie w programie pierwszym, a może to już było po dobranocce ?).
Zyskał on na pewno popularność tak samo jak popularność bodajże zyskały słowa wypowiadane przez He-mana (mam władzę).
W jakiś czas później powstała kolejna seria przygód He-mana zatytułowana "Nowe przygody He-mana" ale to już nie było to - zmieniła się diametralnie grafika, poznikały znane nam postacie z poprzedniego He-mana a sam He-man jak i jego przeciwnik przeszli metamorfozę. Nie wiem jak innym się oglądało tą serię ale ja wolałem zdecydowanie He-mana z lat 80-tych. Uważam że nowy He-man poniósł porażkę.