poniedziałek, 9 stycznia 2017

Tajemniczy Duch








 Tajemniczy duch jest rzeczywiście bardzo tajemniczą produkcją, zwłaszcza, że – według moich informacji – serial ten emitowany był u nas tylko raz i nigdy więcej nie został powtórzony. Tym bardziej jednak wydaje się godnym odnotowania, gdyż wrył się w pamięci wielu widzów, a dla niektórych z nich okazał się koszmarem dzieciństwa mogącym konkurować chyba tylko z rodzimym diabłem Piszczałką i marszem wilków z "Akademii Pana Kleksa". Wątek dziadka-robota i jego trzeciego oka powraca jak bumerang w internetowych dyskusjach na temat identyfikacji tytułów starych seriali. Rozwiejmy więc te mroki tajemnicy...
"Spuk von draußen" – bo tak brzmi oryginalny tytuł, który można dosłownie przetłumaczyć jako "Zjawa z zewnątrz" bądź też "Głosy z zewnątrz" – to 9-odcinkowy serial dla małego widza wyprodukowany i wyświetlany w ówczesnym NRD w roku 1987-1988. Polscy widzowie mogli zobaczyć w piątkowe poranki latem 1990 roku w ramach Kina Teleferii. Właściwie jest to trzeci serial z cyklu "Spuk", którego nadrzędnym tematem były duchy i zjawy; poszczególne części serii nie były jednak bezpośrednio powiązane między sobą fabularnie. Cykl ten kontynuowany był również po zjednoczeniu Niemiec, aż do roku 2002. Produkcję wyreżyserował Günter Meyer.
 
Czołówka serialu "Tajemniczy Duch"

Akcja serialu toczy się w niewielkim miasteczku Bärenbach położonym gdzieś w Saksonii, w górach Rudawach. Tutaj właśnie przyjeżdża na wakacje rodzina Habermannów, pragnąc odpocząć od zgiełku codziennego życia w Berlinie. Malowniczy zakątek tak wpada Habermannom w oko, że postanawiają przyjąć zaproszenie burmistrza i zamieszkać w Bärenbach na stałe. Wprowadzają się do starego domu, w którym jako jedyny lokator zamieszkuje dziwaczny starszy pan zwany dziadkiem Rodenwaldem (w tej roli Hajo Müller) – wszyscy poprzedni mieszkańcy wyprowadzali się zawsze w pośpiechu. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że domostwo jest nawiedzone, ale głowa rodziny, doktor Jürgen Habermann (Wolf-Dieter Lingk) – lekarz i człowiek nauki odrzuca takie przesądy.

Latorośle Habermannów – siostry Max i Moritz (w tych rolach Kathrin Bachert i Janine Demuschewsky) oraz ich brat Torsten (Maurice Zirm) prędko zaprzyjaźniają się z ich nowym współlokatorem. Poznają również lokalne opowieści o duchach, w tym legendę o hrabim, który rzekomo wytwarzał złoto i zginął zabity w zamieszkiwanym przez Habermannów domu. Kiedy w otoczeniu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy, rodzeństwo nabiera przekonania, że w domu rzeczywiście straszy; także dziwne zachowanie dziadka Rodenwalda wzbudza w dzieciach podejrzenia i powoduje, że postanawiają go śledzić. Wkrótce odkrywają one, że sympatyczny staruszek to w rzeczywistości robot o oznaczeniu RO-101, a jego zadaniem jest strzec domu w imieniu kosmitów z planety Obskura. Obcy ci wybudowali dom w czasach średniowiecza jako swoją letnią kwaterę i to właśnie aktywność pozaziemskich istot zrodziła miejscowe podania o duchach i zjawach. Tymczasem miasteczko i jego okolice zostają wybrane przez filmowców z DEFY (Deutsche Film AG, DEFA – państwowa wytwórnia filmowa w NRD) jako plenery do nakręcenia inspirowanego miejscowymi legendami filmu historycznego, a córki państwa Habermannów dostają w nim angaż.
Jak wychodzi na jaw, do konstrukcji posiadłości użyto materiałów nielegalnie wykradzionych z planety Obskura. Trzej kosmici przybywają więc na Ziemię, aby zabrać materiały – dom oraz robota – z powrotem na swoją macierzystą planetę. Pojawienie się trzech przybyszy, którzy nie odwiedzali Ziemi od czasów średniowiecza wprowadza mnóstwo zamieszania i jest źródłem wielu nieporozumień i zabawnych scen między nimi, a ekipą filmową i ludową policją. Jednak czy dzieci i ich ukochany nowy dziadek Rodenwald będą chcieli się rozstać?

Co spowodowało, że "Tajemniczy duch" tak zapisał się w pamięci widzów? Wyświechtane to nieco, ale najprostszą odpowiedzią jest jedno słowo – klimat. Każdy odcinek rozpoczynał się charakterystyczną sekwencją, w której po wybiciu godziny dwunastej, narrator – a właściwie jego górna połowa – wychodzi niczym duch z obrazu, po czym (połączywszy się z nogami) zasiada za biurkiem i snuje opowieść (w tej roli wystąpił scenarzysta i pomysłodawca serii Claus Ulrich Wiesner).
Jak widać, już sama czołówka wskazywała, że to serial "z dreszczykiem". Najwięcej strachu wzbudzała w nas sama postać dziadka, z jego bladą charakteryzacją i mechanicznymi częściami ciała. Za pomocą trzeciego oka z tyły głowy mógł obserwować, co dzieje się za nim, a rozmowy podsłuchiwał przyklejając swoje ucho do drzwi lub ściany. Do tajnego pomieszczenia w piwnicy dostawał się za pomocą windy, wejście do której znajdowało się ukryte w skrzyni. Tam ładował baterie i pozbywał się jedzenia z wmontowanej w brzuchu szufladki. Wszystko to mogło rzeczywiście sprawiać upiorne wrażenie. Jednak mimo wszystko była to postać ze wszech miar sympatyczna. Może więc tak często wspominamy i postać dziadka i serial, bo był to film z gatunku "dla tych, co się lubią bać"?

Ciekawostką jest, że serialowe wschodnioniemieckie miasteczko Bärenbach w rzeczywistości… nie istnieje – owszem, są niemieckie miejscowości o tej nazwie, ale leżą one w zachodnich Niemczech, co przeoczyli skwapliwi na ogół cenzorzy. Większość scen plenerowych nakręconych zostało w Thum, rodzinnym mieście reżysera, oraz okolicznych miejscowościach, jak Ehrenfriedersdorf. Także niektóre widoczne w Bärenbach obiekty jak ratusz, czy sklep pani Riedel, to autentyczne budynki w Thum. Sceny w górach nakręcono w rejonie charakterystycznych formacji skalnych znanych jako Greifensteine. Zdjęcia wewnątrz powstały w atelier DEFA w Poczdamie, tam też wybudowano scenografię dla nawiedzonego domu. Zamczysko widoczne w niektórych ujęciach dziejących się na zewnątrz domu to zamek Rochsburg, leżący w pobliżu Lunzenau, ok. 25 km na północ od Chemnitz (za czasów NRD Chemnitz zwane było Karl-Marx-Stadt). W serialu "zagrał" również zamek Kriebstein położony nieopodal miasta Waldheim.
Sprytne operatorskie sztuczki "stworzyły" fikcyjne miasteczko, a kamienne niedźwiedzie ustawione jako dekoracja w obydwu lokacjach sprytnie maskowały fakt, że poszczególne miejsca akcji oddalone są tak naprawdę od siebie o kilkadziesiąt kilometrów.

Źródło: http://www.nostalgia.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz